„To się w głowie nie mieści!” – grzmią samorządowcy po piśmie z urzędu marszałkowskiego. Władze województwa stawiają sprawę jasno: kto nie uzna zasad równości, ten może pożegnać się z unijnymi pieniędzmi. Tyle że dla wielu radnych to nie dialog, lecz brutalny nacisk. Szantaż zmuszający do określonych decyzji pod groźbą finansowej kary. Pismo, które trafiło do gmin, wywołało burzę: czy fundusze unijne mają być nagrodą tylko dla posłusznych? Samorządy alarmują: jesteśmy pod presją decyzji, które mogą uderzyć w lokalne społeczności.
Walka o unijne fundusze nabiera nowego wymiaru. W ostatnich dniach do gmin województwa łódzkiego trafiło pismo z urzędu marszałkowskiego, które wywołało prawdziwą burzę. Dokument zawiera ostrzeżenie: samorząd, który przyjmie choćby jedną uchwałę mogącą nosić znamiona dyskryminacji, na przykład sprzeciw wobec tworzenia Centrów Integracji Cudzoziemców (CIC), zostanie odcięty od pieniędzy z Unii Europejskiej.
Pismo z 3 kwietnia, podpisane przez Katarzynę Nodzak, koordynatora ds. zasad równościowych i KPP Urzędu Marszałkowskiego Województwa Łódzkiego, nie pozostawia złudzeń:
„(…) Naruszenie lub nieprzestrzeganie zasady niedyskryminacji jest równoważne z wyłączeniem możliwości ubiegania się o wsparcie ze środków Unii Europejskiej (…)”.
Urzędnicy powołują się na przepisy unijne, w tym rozporządzenie PE i Rady UE nr 2021/1060. Ich zdaniem, każda decyzja sprzeczna z ideą równości, niezależnie od intencji, może skutkować dyskwalifikacją wniosku o dofinansowanie.
Dla wielu radnych to nie tylko ostrzeżenie. To brutalny szantaż.
– Jestem zbulwersowany! Urząd marszałkowski chce nami sterować, narzucać decyzje i mówić jak mamy głosować. A jak nie, to koniec z pieniędzmi?! Przecież to jest dyktatura! Jestem w samorządzie od lat i takiego szantażu nie widziałem! – oburza się jeden z samorządowców (nazwisko znane redakcji).
Rozmawiający z reporterką portalu kulisy.net nie ma wątpliwości, że pismo jest próbą wymuszenia określonej postawy politycznej pod przykrywką równości.
Dowodem na to, jak bardzo temat stał się zapalny, jest XVI sesja Rady Miasta Piotrkowa Trybunalskiego, która zakończyła się… przerwą w obradach. W porządku znalazł się punkt dotyczący sprzeciwu wobec utworzenia Centrum Integracji Cudzoziemców w mieście. Wniosek złożył radny Łukasz Janik z Klubu Radnych Piotrkowskiej Prawicy – Prawo i Sprawiedliwość.
Od pierwszych minut emocje sięgały zenitu. Na sali zgromadzili się mieszkańcy z transparentami „Stop relokacji” i „Stop paktowi migracyjnemu”. Wywiązała się potężna awantura, która wymknęła się spod kontroli. Tłum zgromadzony na sali obrad skandował „hańba!” i „sprzeciw!”.
Radny Tomasz Berent próbował opóźnić decyzję – złożył wniosek o zdjęcie punktu z porządku, proponując zaproszenie na kolejną sesję ks. Arkadiusza Lechowskiego – duchownego, który od lat działa w inicjatywach pomocowych.
– Niestety obserwujemy, że temat centrów integracji stał się narzędziem w rękach niektórych skrajnych środowisk politycznych, które mimo że kiedyś same takie placówki popierały, dziś szerzą dezinformację i straszą ludzi – mówił Berent.
Wniosek nie przeszedł. Punkt pozostał, a temat wywołał jeszcze większe emocje.
Podobnie gorąco zrobiło się w Wieluniu. Choć sesja Rady Miejskiej była rekordowo krótka, jeden temat wywołał szczególne napięcie. Pismo z urzędu marszałkowskiego dotarło także tutaj.
– Czy pan burmistrz wie, że w naszym otoczeniu taki ośrodek ma powstać? Tego typu szantaż ze strony marszałka wobec jednostek samorządu terytorialnego nie jest w porządku – mówił radny Tomasz Akulicz.
Na sali nie brakowało jednak odmiennych głosów. Radny Zbigniew Rybczyński nie zgodził się ze stwierdzeniem, że to szantaż: - To lojalne uprzedzenie – akcentował.
- Uważam, że to jest bardzo uczciwe postawienie sprawy. A czemu uśmiechnąłem się mówiąc: ośrodek dla imigrantów? Bo tworzymy psychozę - mówimy o placówce, która potencjalnie budzi grozę. Tymczasem Centra Integracji Cudzoziemców mają powstać w 49 regionach Polski i są głównie skierowane do obywateli Ukrainy i Białorusi, legalnie przebywających w Polsce. To punkty doradcze, które nigdy nie będą miejscem zakwaterowania nielegalnych migrantów – twierdzi Rybczyński.
Głos zabrał także burmistrz Wielunia Paweł Okrasa.
– Nic mi nie wiadomo, by w naszej gminie miał powstać taki ośrodek – zapewniał, dodając, że według dostępnych informacji, centra mają powstać w trzech miejscach w województwie łódzkim: Sieradzu, okolicach Kutna i pod Skierniewicami. Na liście nie ma ani Wielunia, ani powiatu wieluńskiego.
– Jaki mamy obiekt, w którym mogłoby to powstać? Nie ma takiego – mówił burmistrz Okrasa, gasząc spekulacje i podkreślając, że nie wpłynął też żaden wniosek związany z budową takiego ośrodka.
Pracownicy instytucji zajmujących się funduszami unijnymi odpierają zarzuty o szantaż.
– To nie jest żadna polityczna zemsta ani próba wpływania na decyzje radnych. To obowiązek wynikający z prawa unijnego. Nie można łamać zasad równości i jednocześnie oczekiwać pieniędzy z Brukseli – mówi ekspert ds. Europejskich Funduszy Społecznych.
Dodaje, że instytucje zarządzające są zobowiązane do kontroli nie tylko formalnej, ale też zgodności projektów z zasadami wartości unijnych.
Również nie wszyscy samorządowcy podzielają oburzenie. Są też tacy, którzy przyjmują pismo z chłodną kalkulacją.
– Jeśli radni zagłosują przeciwko Centrum Integracji Cudzoziemców, muszą wiedzieć, że gmina może stracić dostęp do unijnych środków – mówi jeden z samorządowców.
– To nie jest kwestia poglądów. To przepisy. A przepisy są jasne. Jeśli nie będziemy ich przestrzegać, nie będzie pieniędzy – dodaje.
Urzędnicy marszałka zapowiadają dokładne kontrole. Każda gmina, która uchwali prawo uznane za dyskryminujące – niezależnie, czy chodzi o rasę, orientację, religię czy pochodzenie – zostanie oceniona negatywnie. Co więcej, jeśli złamanie zasad wyjdzie na jaw po wypłacie środków, gminie grozi nie tylko ich utrata, ale i obowiązek zwrotu z odsetkami.
Atmosfera jest napięta. Lokalne samorządy znalazły się na rozdrożu. Z jednej strony głosy wyborców i obawy społeczne, z drugiej – groźba utraty zasadniczego finansowania. Jedno jest pewne: decyzje, które zapadną w najbliższych tygodniach, mogą wyznaczyć kierunek rozwoju lub stagnacji na długie lata.
Czy unijna równość stanie się nowym narzędziem nacisku? A może to po prostu koniec samorządowej swobody…
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze