Targowiska przy ulicach Zielonej i Broniewskiego są miejscami powszechnie znanymi mieszkańcom Wielunia. Sporo z nich przychodzi tu robić zakupy. Niektórzy zaglądają, by coś okazyjnie upolować. A są i tacy, którzy odwiedzają targ, by zwyczajnie pogapić się na wystawiane towary. I choć dziś handel coraz bardziej przenosi się do dużych sklepów, to na targu też się odbywa i chyba ma się całkiem dobrze.
Przy straganie w dzień targowy takie słyszy się rozmowy …
- W jakiej cenie są te króliki? - pyta klient.
Reklama- Biały dziewięćdziesiąt – wskazuje ręką Agnieszka Pawelec z Załęcza Wielkiego.
- A tamte? - dopytuje mężczyzna.
- Pięćdziesiąt i sześćdziesiąt pięć.
- Samice są?
- Już tylko samce zostały. Samice już wybrali, sprzedają się od razu.
Klient popatrzył jeszcze przez chwilę na króliki w klatkach, ale nie kupił żadnego.
- Bywa i tak – mówi do reporterki „Kulis …” Agnieszka Pawelec. - Do tej pory nie sprzedałam ani jednego. Jestem tu od ósmej, bo ludzie najczęściej tak przychodzą. Mam w Załęczu hodowlę królików. Kiedyś hodowałam po trzysta sztuk, teraz schodzę na mniej. Te, które przywiozłam, to młode. Mam różne rasy. Ten biały królik to termondzki i jest troszkę starszy.
Reklama
Kobieta nie przyjeżdża na targ systematycznie. Sprzedaje tu od czasu do czasu. Można ją spotkać też na targu w Działoszynie.
- Tam szybciej się sprzeda, bo handel odbywa się tylko raz w tygodniu, w soboty – dodaje.
Kawałek dalej rozłożone jest stoisko typu szwarc, mydło i powidło. Tutaj wyłożone rzeczy przegląda Artur Chudzik z Wielunia.
- Mnie z reguły interesują starsze rzeczy, takie jak budziki elektroniczne, kwarcowe, a przy okazji jakieś inne przedmioty – opowiada. - Bo te współczesne to już nie to samo.
Reklama
W lewej ręce trzyma małego mikołaja.
- Nie będę go odnawiał, bo jak się odnowi, to nic z niego nie będzie – obraca figurkę raz w jedną, raz w drugą stronę. - Zresztą on nie jest zniszczony. Wygląda całkiem przyzwoicie. Podoba mi się i chyba w niego zainwestuję. Kwestia ceny i tyle.
W pobliżu, na podobnym stoisku, zakupy robią Zofia Nędzyńska z mężem.
- W zasadzie mieszkamy w Kępnie, ale w Motylu w gminie Mokrsko mamy takie ranczo – mój dawny dom rodzinny – zwierza się pani Zofia. - I tu przebywamy w wakacje. A na targ przyjeżdżamy głównie po owoce, dziś po czereśnie. Ale chodzimy tu tak sobie i przy okazji coś jeszcze znajdziemy. O, po drodze kupiłam gąbkę i baterie. Bo wie pani, tu jest najpiękniejszy targ.
Reklama
Niczego konkretnego nie zamierzają dziś kupować Beata Pinkosz i jej ojciec Zdzisław Pinkosz. Przyszli pooglądać starocie, bo to lubią.
- Ale, jak coś jest atrakcyjnego, co nas interesuje, to wtedy kupujemy, żeby mieć w ogrodzie – mówi mężczyzna. - Przyjeżdżamy tu, gdy czas pozwala. Średnio raz w tygodniu. To jest też taka rozrywka.
- Mamy duży ogród – dodaje Beata. - Gustuję w doniczkach kamiennych, porcelanowych i nieraz na targu coś znajdę.
- Mnie jako mężczyznę bardziej interesują rzeczy ślusarskie, elektryczne, jakieś narzędzia – uśmiecha się Zdzisław.
Reklama
Te wszystkie rozmowy usłyszeć można było w części targu wysypanej żużlem. Ogólnie sprawia ona nie najlepsze, wręcz przygnębiające wrażenie. Ale kupić tu można niemal wszystko - worki na śmieci, kosiarki do trawy, firany, odzież, wszelkie starocie, nawet książki. Są tu rzeczy stare, używane i takie spod igły również. Niektóre kupuje się prosto z samochodu, inne rozłożone są na stolikach, jeszcze inne leżą na rozpostartych płachtach. Są też takie miejsca, gdzie towar leży bezpośrednio na żużlu.
- Ten plac żużlowy to teren prywatny – mówi w rozmowie kuluarowej jeden z urzędników. - Nie wiem jakim prawem targ tam funkcjonuje. Prowadzenie targu jest zadaniem własnym gminy i żeby móc taki prowadzić, trzeba mieć stamtąd zezwolenie.
Reklama
Kilkadziesiąt metrów dalej jest druga część targowiska wyraźnie się odróżniająca. Wyłożona jest kostką betonową. Tu handluje się przede wszystkim warzywami, owocami i kwiatami. Wybór towarów jest bardzo duży. Klient może przebierać do woli. Ważne, żeby kupił. Ceny na poszczególnych stoiskach są takie same albo bardzo zbliżone do siebie. Ich wysokość uzależniona jest od podaży danego asortymentu na rynku. Zasada jest prosta – dużo towarów, a więc niższe ceny.
Ano właśnie, czy ludzie pytają o ceny?
- To zależy kto – mówi handlująca warzywami i owocami Grażyna Bielecka z Dąbrowy. - Gdy odpowiem, to niektórzy mówią, że przyjdą, jak dostaną emeryturę lub rentę. Widać, że drożyzna tych ludzi dosięgła. A najczęściej to patrzą, sprawdzają, idą do innego stoiska, porównują i wracają. Wiedzą, że ja mam dobry towar, swój, bo prowadzimy gospodarstwo ogrodnicze. Ale powiem, że ceny niewiele różnią się od ubiegłorocznych. Są niemal takie same. Były wyższe, ale co z tego, jak klient towaru nie kupi, bo uważa, że jest za drogo. Każdy się rozgląda i mówi: „Poczekamy aż będzie taniej”. A przecież produkcja też kosztuje.
Do stoiska podchodzi kobieta zdecydowana już na zakup.
- Czy mogę prosić malinki – uśmiecha się.
- A proszę sobie wybrać – odpowiada pani Grażyna.
- A to jest wiśnia?
- Nie, czereśnia – pada odpowiedź.
- Ta pani nie pytała o cenę – wraca do rozmowy z reporterką Grażyna Bielecka. - Potrzebowała malinki, podobały jej się, to kupiła. Takich klientów jest sporo. Ale są też tacy, którzy oglądają każdą złotówkę.
Ruch w tej części targu jest bardzo duży. Widać, że ludzie kupują tu chętnie.
- Dosyć często przychodzę na targ, żeby kupić podstawowe warzywa, których jeszcze nie mam w ogródku – pokazuje siatkę z zakupami Kamila Oreszczuk ze Stawu. - Uważam, że pomidory stąd są sto razy smaczniejsze, niż te z marketu. W ogóle warzywa są tu lepsze, bo sprzedający produkują je u siebie albo kupują od takich producentów, którzy nie dają dużo chemikaliów. A na targu kupuję też odzież, obuwie, bo można się tu potargować. Ale sprzedawcy różnie do tego podchodzą. Mój mąż ma większą smykałkę do targowania. Mnie to wychodzi tak sobie.
Reklama
Wiosna i lato to również wzmożony run na kwiaty i sadzonki. Na wieluńskim targu handluje nimi również Teresa Grela.
- Z kwiatów sprzedajemy jeszcze surfinie, heliotrop, lawendę i komarzycę – wylicza. - Teraz bardziej ludzi interesują zioła – rozmaryn, tymianek, majeranek, lubczyk, cebula siedmiolatka. Kupują je cały czas, od wiosny do jesieni.
Inny sprzedawca kwiatów i sadzonek nie chce podać nazwiska, ale rozmawia chętnie.
- Teraz najlepiej idzie begonia, bo jest bardzo odporna na upały i susze – wyjaśnia mężczyzna. Dobrze też sprzedają się surfinie.
Reklama- A czy to jest lawenda? - przerywa naszą rozmowę klientka.
- Tak, to jest lawenda.
- A wysoka, czy niska?
- Będzie coś takiego – handlarz pokazuje ręką.
- Wie pani, zawsze coś się sprzeda – wracamy do rozmowy. - Nigdy nie jest tak, że nikt niczego nie kupi. Kwiaty mają powodzenie.
Ceny na targu nieznacznie, ale zmieniają się z tygodnia na tydzień, na przykład – półtora tygodnia temu papryka czerwona kosztowała 12 zł, teraz 10 zł; za pomidor malinowy trzeba było zapłacić 6,80 zł, teraz 6,50 zł, natomiast bawole serce pozostało bez zmian w cenie 10 zł.
Ten plac handlowy jest wykostkowany. To własność miasta, a zarządza nim Wieluński Ośrodek Sportu i Rekreacji. Własnością miasta jest również plac targowy znajdujący się po drugiej stronie ul. Zielonej przylegający do ul. Broniewskiego – leżący naprzeciw kąpieliska miejskiego. Ten wygląda już znacznie gorzej. Wyłożony jest trylinką i dużymi, betonowymi płytami. Ale nie ma co się oszukiwać, obu targowiskom przydałby się solidny remont, a może nawet i przebudowa. Z zazdrością tylko można patrzeć na nowe place handlowe w innych miejscowościach naszych powiatów, np. w Osjakowie, Działoszynie, czy Sulmierzycach.
Zapytaliśmy w ratuszu, jakie gmina Wieluń ma wobec targowiska miejskiego zamierzenia i czy w ogóle planuje coś na nim robić. Po otrzymaniu odpowiedzi do tematu wrócimy.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze