Tańcami pod gołym niebem zakończyły się obchody święta plonów w Białej, w gminie Rząśnia. W niedzielę, 4 sierpnia, gospodarze spotkali się w kościele na mszy. Wczesnym popołudniem zaś towarzystwo zaczęło zabawę na terenie obok remizy.
- To jest u nas tradycja, co roku robimy dożynki, a potem jest impreza – relacjonuje sołtys Białej, Andrzej Łuczak.
- Do przygotowań włączyło się koło gospodyń – dodaje.
Przy remizie pracowały również żona oraz córka sołtysa.
- Chcielibyśmy ściągnąć trochę więcej młodzieży, ale niestety oni tylko zainteresowanie komputerami, boli mnie, że nie jest ich tak dużo, jakby mogło być – nie krył Łuczak.
- Robimy to wszystko z myślą o młodych przede wszystkim, choć oczywiście o starszych również pamiętamy. Chodzi o to, żeby się rozerwać.
Choć sołtys do końca z frekwencji zadowolony nie był, to jednak przyznał, że każdego domu pojawiła się reprezentacja.
- A ja bym był zadowolony dopiero, gdyby cała wieś przyszła – śmiał się.
Organizatorzy dla mieszkańców przygotowali szereg atrakcji. Na najmłodszych czekały darmowe dmuchane zamki i smakołyki. Przekąskami mogli się również poczęstować starsi. Ci po posiłku ruszyli w tany, na czele z wicestarostą pajęczańskim, Pawłem Sikorą oraz starostą dożynkowym, Pawłem Ostrowskim.
- To jest piknik pod hasłem święto plonów – relacjonowała Ewelina Sudak, starościna dożynek i jednocześnie szefowa miejscowego Koła Gospodyń Wiejskich.
- Otrzymaliśmy na niego dofinansowanie z gminy – podkreślała.
Gospodynie przygotowały dla mieszkańców ciasta, naleśniki oraz żurek.
- Podczas tej imprezy chodzi przede wszystkim o integrację mieszkańców – zaznaczała starościna.
Sudak nie ukrywała, że ważnym powodem, dla którego zdecydowała się włączyć w przygotowania do dożynek, jest chęć zachowania tradycji.
- Nawet ksiądz zwracał dziś uwagę, że jeśli nie będziemy podtrzymywali tej tradycji, to następne pokolenie od tego odejdzie – podawała gospodyni,
- Dla mnie to jest bardzo ważne, sądzę, że jeżeli my, jako koła gospodyń nie weźmiemy się za pielęgnowanie tego rodzaju folkloru, to po prostu zwyczaj zaginie.
Jak informowała sama wraz z mężem prowadzi niewielkie 6-hektarowe gospodarstwo, traktując zajęcie bardziej jako hobby, bez możliwości utrzymania się tylko z roli.
- Oboje z mężem pracujemy, pole obsiewamy i dzięki temu możemy nakarmić zwierzęta, na przykład kury, mamy swojskie jajka, które są o wiele smaczniejsze, niż te ze sklepu i zdrowsze – kończy.
Magdalena Lizurej
[email protected]
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze