Radny powiatu Krzysztof Sola po kilkunastu latach działania w strukturach Polskiego Stronnictwa Ludowego rzucił legitymacją partyjną. Podczas sesji Rady Powiatu w Wieluniu zrezygnował z członkostwa w klubie PSL. O powodach tych kontrowersyjnych decyzji, z Krzysztofem Solą rozmawia z nim Sławomir Rajch
Panie Krzysztofie, jak to się stało i dlaczego właśnie teraz wystąpił pan ze struktur Polskiego Stronnictwa Ludowego? Dlaczego zrezygnował pan z bycia członkiem klubu tego ugrupowania w Radzie Powiatu? Cóż się takiego wydarzyło, że zdecydował się pan na taki ruch, po kilkunastu latach członkostwa w PSL-u?
- Rezygnacja z członkostwa w klubie radnych PSL jest konsekwencją mojego odejścia z partii. Dlaczego? Złożyło się na to kilka czynników. Główna przyczyna to to, że mimo tego, że od lat jestem przedstawicielem i radnym powiatowym PSL-u w Wieluniu, to w obecnych wyborach nie było dla mnie miejsca na listach wyborczych. Przedstawiciele partii z gminy Skomlin wytypowali tylko dwie osoby, na ówczesny czas jedną, prezesa gminnego…
Czyli kogo?
Pana Karola Idasiaka, który od razu zaznaczył, że został przez zarząd gminny oddelegowany do startu z pierwszej pozycji na liście, w okręgu wyborczym nr 2. Andrzej Stępień, prezes powiatowy PSL próbował dociekać, czemu nie ma mnie na liście, mimo długoletniego reprezentowania tej partii. Odpowiedź była jedna: to decyzja zarządu gminnego w Skomlinie. Prezes gminny tłumaczył, że wielokrotnie próbował się ze mną skontaktować. Od razu powiem, że to nieprawda. Taką informację przedstawiono też innym członkom zarządu gminnego, a ci zagłosowali za panem Karolem Idasiakiem. Druga osoba, czyli pani, która startuje z list PSL (Trzecia Droga), została znaleziona i dodana w późniejszym czasie.
W nietypowy sposób stracił pan stanowisko w gminie. Został pan zwolniony?
- Nie, odszedłem z urzędu za porozumieniem stron.
Ale przyzna pan, że w przestrzeni publicznej pojawiły się informacje, że został pan zwolniony dyscyplinarnie. A także, że został pan skazany przez sąd.
- Gdybym był osobą karaną lub skazaną nie mógłbym startować w obecnych wyborach. Jak więc widać pogłoski nie są prawdziwe, a wprowadzanie ludzi w błąd ma pewnie swój cel.
Mówi pan o tym, że środowisko, z którym był pan związany, od blisko 20 lat, zdradziło pana i pozbyło się ze swoich struktur. Właściwie to załatwili pana koledzy z partii…
- Dokładnie tak. Potraktowały mnie tak osoby, którym ufałem, z którymi współpracowałem przez długi czas. Jak się okazuje, lojalność działała tylko w jedną stronę. Tylko ja byłem lojalny w tych relacjach. To co się wydarzyło miało na celu tylko jedną rzecz: wypromowanie jednej osoby, prezesa PSL-u w Skomlinie, w wyborach do Rady Powiatu. Szkoda tylko, że odbywa się to w ten sposób. Nikt nie zaproponował mi spotkania i nie powiedział prosto w oczy: słuchaj, nie będzie dla ciebie miejsca na liście. Mówię to zupełnie po ludzku, tak wprost. Komuś brakło na to odwagi.
Nie znalazł pan miejsca na liście PSL-u, ale przytulił pana Paweł Okrasa z komitetu Łączy nas Wieluń.
- Tak. Długo zastanawiałem się w jakim kierunku dalej podążać. Postanowiłem wziąć udział w tych wyborach, bo wielu mieszkańców gminy Skomlin zachęcało mnie do tego, żebym nie odpuszczał i kandydował. Znalazłem komitet bezpartyjny „Łączy nas Wieluń” pana Okrasy i zdecydowałem o starcie. Uważam, że to, co do tej pory zostało zrealizowane na terenie gminy Skomlin i innych gmin w powiecie wieluńskim pokazuje, że warto oddać na mnie swój głos. Pracowałem ciężko zarówno jako członek zarządu czy przedstawiciel komisji finansowej, bez względu na to, kto rządził w powiecie.
Czyli to nie jest koniec Krzysztofa Soli w samorządzie?
- Nie, zdecydowanie nie, wbrew temu, czego chciałaby pewna grupa osób.
Czym się pan teraz zajmuje? Pracuje pan na zwykłej taśmie jako pracownik fizyczny?
- Tak, pracuję jako pracownik fizyczny. Nie widzę w tym problemu. Znalazłem się w środowisku życzliwych, szczerych ludzi, którzy widzą we mnie człowieka. Ta praca pozwoliła mi na świeże spojrzenie. Duże doświadczenie w Urzędzie Gminy, jakie zdobyłem przez 18 lat pracy tam, pozwala mi funkcjonować w samorządzie. Cieszę się, bo na przestrzeni tego czasu miałem okazję do poznania wielu ciekawych ludzi, współpracowania z nimi. W chwili obecnej zupełnie od drugiej strony patrzę na życie samorządowe czy polityczne. Działam w różnych organizacjach społecznych typu OSP. To nie jest mój koniec.
Ma pan żal do byłego szefa, Grzegorza Marasa, dla którego pan pracował przez 18 lat?
- Powiem tak: rozstania z urzędem nie traktuję jako tragedii, a bardziej jako nowy początek. Żal mam o to, co dzieje się teraz, czyli prób stwierdzania i mówienia mieszkańcom, że jestem osobą karaną, że nie mam możliwości startu w wyborach. To zwyczajnie nie jest prawda.
Kto to robi?
- W tej chwili to nie ma większego znaczenia. Ważne że takie insynuacje mają miejsce. W życiu przychodzi etap, gdzie można zweryfikować koleżeństwo czy lojalność. I jak się okazuje w moim przypadku rzekomi „przyjaciele” i PSL tego egzaminu nie zdali. Mimo prawie 20 lat mojej działalności dla dobra i najlepszego interesu tej partii, mimo kilku propozycji jako radny zmiany barw klubowych wiernie byłem jego członkiem i sympatykiem. Przyjęcie którejś z propozycji diametralnie zmieniłoby sytuację w powiecie, PSL straciłby na wartości już kilka lat wcześniej. Pomimo tego, nie przyjąłem żadnej z tych propozycji i byłem lojalny. Szkoda, że ta lojalność w PSL-u nie działa w dwie strony. Ostatecznie PSL odwróciło się do mnie plecami. Dlatego właśnie zdecydowałem się pozostać kandydatem niezależnym i wystartować z komitetu który nie reprezentuje żadnej partii.
Ma rozumieć, że po tylu latach spodziewał się pan nagrody, a dostał pan naganę?
- Dostałem mocnego kopniaka, czego kulminacją było zachowanie prezesów gminnych PSL-u, z terenu powiatu wieluńskiego. Na ich prezydium w styczniu br. tylko dwóch prezesów stwierdziło, że nie znalezienie dla mnie miejsca na liście w tych wyborach do powiatu jest niewłaściwe i skończy się źle dla organizacji. Inni milczeli albo byli dogadani i akceptowali to, żeby mnie wyeliminować z wyborów.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze