Kilka tygodni temu grupa mieszkańców gminy Pajęczno ogłosiła: robimy referendum. Na jej czele miał stać Tomasz Powązka, mieniący się głównym organizatorem, jednak szybko wyszło na jaw, że woli zasłaniać się sołtyską Dylowa Szlacheckiego, Kamilą Krzak-Sojdą. Ta potrafi skupić wokół siebie społeczność, co nie raz udowodniła, zachęcając mieszkańców zarówno do działań na rzecz wsi, jak i organizując protesty w walce o nową drogę czy przeciw powiększeniu wysypiska. Po tym jak wycofała swoje poparcie projektu, broń złożył również Powązka.
Spełniły się prorocze słowa burmistrza Pajęczna, Piotra Mielczarka, odnośnie referendum o jego odwołanie. Włodarz był gotów poddać się pod osąd mieszkańców, choć podkreślał, że rządzi dopiero 2,5 roku, więc odwoływanie go w środku kadencji byłoby jak odwołanie zawodnika w połowie meczu.
- Biorąc pod uwagę, kto za organizację tego referendum się zabiera, jestem o jego losy spokojny – skwitował.
Przypomnijmy, że zna on Powązkę, bo ten działał w jego komitecie wyborczym. Stowarzyszenie Rozwoju Ziemi Pajęczańskiej, skąd się obaj wywodzą, oprócz burmistrza Pajęczna wprowadziło dwóch radnych, Ewelinę Sołtysiak i Stanisława Dłubaka. Jaki rozłam w grupie sprawił, że część osób, które jeszcze niedawno Mielczarka popierały, stanęły w pewnym momencie na czele swoistej rewolty? W dodatku tuż po tym, jak Mielczarek powołał swojego zastępcę, Adama Stacherę. Czyżby w tle majaczyła walka o stołki? Jedno jest pewne, to Powązka parł do referendum, podczas, gdy Kamila Krzak-Sojda chciała ze wszczęciem procedury zaczekać do zniesienia obostrzeń. Pomimo, że miał wziąć na siebie wszystkie zadania, zaczął wyręczać się sołtyską. Oczekiwał, że zaangażuje się w zbieranie podpisów. Ta jednak, w związku z panującą epidemią, od domu do domu z listami chodzić zamiaru nie miała. Krzak-Sojda tłumaczy, za pośrednictwem mediów społecznościowych, że w dobie pandemii i sanitarnych restrykcji, chce zachować się odpowiedzialnie i nie wyobraża sobie zbierania podpisów. Komentować sprawy, podobnie jak inni wycofujący swoje poparcie, nie chce. Jednym głosem mówią, że za głównego organizatora tłumaczyć się nie mają zamiaru. Ostatecznie sołtyska już raz udzielała wywiadu „Kulisom…” zamiast Powązki.
Wieść gminna niesie, że to sam główny organizator miał poprosić niesubordynowanych członków nieformalnego gremium, tych, którzy odmówili spacerów od drzwi do drzwi, o opuszczenie grona inicjatorów. Sam jednak ciężaru odpowiedzialności nie dźwignął.
- Chciał wyręczyć się nami – komentuje jedna z osób, które się wycofały.
- Oczekiwał, że zbierzemy za niego te podpisy, a on niczym rycerz na białym koniu, w glorii chwały zostanie tym, który wszystko zorganizował. Wyszło inaczej.
Magdalena Lizurej
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze