Reklama

Nie pamiętają takiej nawałnicy

Pozrywane dachy, zniszczona stodoła, powalone drzewa, zerwane linie energetyczne to skutki piątkowej (9 lipca) nawałnicy, która przeszła nad naszym regionem. Najwięcej interwencji odnotowali strażacy w powiecie wieluńskim, a Wrońsko to jedna z miejscowości, gdzie wichura poczyniła znaczne szkody. Mieszkańcy przyznają, że tak silnego wiatru i deszczu jeszcze nie widzieli.

Dla jednostek PSP, jak i OSP ostatni weekend był bardzo pracowity. Wszystko zaczęło się w piątkowe popołudnie, 9 lipca, kiedy to nad Polską przeszły gwałtowne burze i wichury, które pozostawiły po sobie wiele zniszczeń, także w naszym regionie. Szczególnie dotkliwe okazały się one w powiecie wieluńskim, gdzie łącznie odnotowano 57 zdarzeń.
- Interwencje w 34 przypadkach dotyczyły uszkodzonych dachów (10 na budynkach mieszkalnych i 24 na gospodarczych) – wymienia kpt. Grzegorz Kasprzyczak, rzecznik KP PSP w Wieluniu.
- Zostaliśmy zadysponowani do 22 wiatrołomów oraz jednego zabezpieczenia zerwanej linii energetycznej. W akcjach w sumie uczestniczyło 65 pojazdów i 309 ratowników. 
Najwięcej pracy druhowie mieli na wschodzie powiatu, a jedną z najbardziej doświadczonych miejscowości było Wrońsko w gminie Konopnica. Na miejscu działania prowadziło łącznie 12 jednostek z PSP i OSP. Strażacy zabezpieczyli budynki, zostały pozakładane plandeki na uszkodzonych dachach, a w niektórych przypadkach od razu naprawiono ubytki, m.in. podarowanym eternitem od sąsiadów, czy jakimiś płytami. Praktycznie całkowitemu zniszczeniu uległy dwa budynki gospodarcze, w jednym przypadku stodoła, w drugim obora w trakcie budowy - mury zostały przewrócone przez wichurę. Od razu w piątek dwóch pracowników gminy i przedstawiciele PSP rozpoczęli wstępne oględziny strat. Do Wrońska przyjechali także Marek Kieler, starosta wieluński oraz Grzegorz Turalczyk, wójt gminy Konopnica. 
- W sobotę już przyjechali pracownicy wojewódzkiego centrum zarządzania kryzysowego i przeszliśmy wszystkie posiadłości – informuje włodarz.
- Różnie wyglądają te szkody, w jednym miejscu jest ich więcej, w drugim mniej, ale można powiedzieć, że praktycznie w każdym podwórko coś się wydarzyło w mniejszym czy większym stopniu. W sobotę jeszcze przyjechała pani z nadzoru budowlanego, zaliczono pięć budynków do katastrofy budowlanej i doszedł jeszcze jeden, którego w piątek nie zlokalizowaliśmy. To, co do nas należało i z naszej strony było możliwe zostało zrobione. Teraz powołana komisja zajmie się szacowaniem wielkości tych strat, a następne kroki to  kwestia odszkodowań i urząd wojewódzki. 
Poza normalnym ruchem we Wrońsku, w piątek do wioski zjechało się także wielu zainteresowanych tym, jak wygląda wieś po nawałnicy. ,,Wycieczki’’ spowodowały problem z poruszaniem się na drodze i zaczęły utrudniać prace strażakom. Dzięki interwencji wójta, droga od Konopnicy i Brzykowa w kierunku Wrońska została zablokowana, a policja wskazywała  objazdy. 
- Dla mnie istotną kwestią było to, czy coś się nie stało mieszkańcom, ale na szczęście nikt nie ucierpiał, nie było ofiar w ludziach i to jest najważniejsze – podkreśla Turalczyk.
- Budynki się odbuduje, naprawi, natomiast życia ludzkiego, jeżeli coś by się wydarzyło, to już nie wrócimy.
Włodarz wspomina, że w jego kadencji inne miejscowości gminy, Kamyk i Rychłocice, też już borykały się ze skutkami groźnych  zjawisk atmosferycznych. Obecna sytuacja we Wrońsku to jednak kolejne, nowe wyzwanie dla zarządzającego gminą. Nie lada doświadczenie jest to także przede wszystkim dla mieszkańców, którzy nie pamiętają takiej nawałnicy. 
- Nagle wiatr okropny powstał i jak wyjrzeliśmy przez okno, stodoła już leżała – relacjonuje Krzysztof Ostrowski.
- Z garażu też kawał dachu spadło, trochę z obory, a stodoła całkiem i mury poszły, aż się serce kraje, jak się widzi, że to wszystko leży. Przeszła kilka lat temu wichura, ale łagodniej, a to było okropne. 
- Cały dach nam zerwało z budynku gospodarczego, na stodole trochę też są uszkodzenia - opowiada Edward Góra. 
- Do domu przez nowe okna wlała się woda, lało jak z cebra, z okien nie widziałem pobliskiego pola kukurydzy, szaro tak było. Nie widziałem czegoś takiego jeszcze, a mam 75 lat, więc już trochę przeżyłem.
Damian Szerszeń przyznaje, że w trakcie nawałnicy z miejsca pracy nie mógł dojrzeć swojego domu, do którego ma zaledwie 50 metrów. 
- Jak żyję, pierwszy raz coś takiego widziałem. Tak zaczęło wiać, deszcz straszny, aż siwiutko się zrobiło i trwało to ok. 10, 15 min. – mówi sołtys Wrońska i naczelnik OSP Wrońsko. 
- To był armagedon, inaczej to chyba nie można tego nazwać. 
OSP Wrońsko do usuwania skutków wichury zostało zadysponowane o godz. 16:00, a skończyło działania o 23:00. Naczelnik zebrał druhów do akcji, dzięki mediom społecznościowym, bo brakło prądu i nie można było uruchomić syreny. Pracowało ośmiu strażaków, z czego dwóch jeździło polonezem i m.in. dostarczało różne niezbędne sprzęty. Jednostka sama założyła prawie 20 plandek. Szerszeń podkreśla, że wioska otrzymała dużą pomoc od gminy. Bardzo dobrze układała się też współpraca między wszystkimi jednostkami, działającymi na miejscu zdarzenia i mieszkańcy również wzajemnie się wspierali. 
- W sobotę zostaliśmy też zadysponowani, poprawialiśmy jeszcze zabezpieczenia,  usuwaliśmy wszystkie gałęzie, wyjechaliśmy o godz. 12:30, a skończyliśmy chwilę po 19:00. Strasznych szkód narobiła ta wichura, nawet na polach. Najważniejsze jednak, że nikomu nic się nie stało, budynki ucierpiały i każdy tego żałuje, bo pracował na nie długi czas, ale można to prędzej czy później wyremontować – zaznacza Szerszeń. 
Nawałnice nie ominęły także sąsiednich powiatów. Do Stanowiska Kierowania Komendanta Powiatowego PSP w Pajęcznie 9 i 10 lipca zgłoszono 48 zdarzeń. 
- 33 interwencje to usuwanie powalonych drzew, osiem przypadków dotyczyło naderwania konstrukcji dachu na budynkach mieszkalnych i gospodarczych, mieliśmy też dwa wypadki samochodowe, ale niezwiązane z pogodą i były też sytuacje, że nadłamane konary drzew uszkadzały linie energetyczne – podaje st. asp. Robert Balcerzak, oficer prasowy KP PSP w Pajęcznie.
- Największa ilość interwencji miała miejsce na obszarze gmin Siemkowice, Działoszyn i Kiełczygłów. Nie odnotowano osób poszkodowanych w trakcie nawałnicy, jedynie w wypadkach. 
W powiecie wieruszowskim w piątek ilość zgłoszeń wyniosła 17. 
- Jeden był zerwany dach i to taki w trakcie remontu, strażacy zabezpieczali foliami. Były też poprzewracane drzewa, które tarasowały drogi – podsumowuje bryg. Dariusz Górecki, rzecznik KP PSP w Wieruszowie.
- Wystąpiły sytuacje pozrywanych linii energetycznych i  przez pewien okres mieszkańcy znacznej części powiatu byli pozbawieni prądu. W tym samym czasie zdarzył się również wypadek komunikacyjny, ale niezwiązany z wichurami. W usuwaniu skutków nawałnicy oprócz strażaków z PSP, oczywiście uczestniczyli także druhowie z OSP. 

Katarzyna Cieślik
[email protected]

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kulisy.net




Reklama
Najnowsze wiadomości