Nie należy do orkiestr najstarszych, ale też i nie do młodych. Powstała prawie 43 lata temu, więc można powiedzieć, że osiągnęła wiek średni. Utworzono ją w niedużej wiosce, liczącej kilkadziesiąt domów. Dziś w naszym cyklu „Jest w orkiestrach dętych jakaś siła…” piszemy o Orkiestrze Dętej OSP Słupsko.
Być może nie byłoby jej, gdyby nie pewien ważny fakt z historii wioski. W 1978 r. Słupsko zajęło 1. miejsce w województwie sieradzkim w konkursie „Wzorowa wieś - wzorowy sołtys”. Uzyskało za to nagrodę pieniężną w wysokości 40 tysięcy ówczesnych złotych. Wtedy zrodził się pomysł utworzenia we wsi orkiestry strażackiej.
- Nagrodę w całości przeznaczono na zakup instrumentów – mówi Dariusz Janas, członek orkiestry.
- Pomysłodawcami takiego zagospodarowania tych funduszy byli druhowie: Antoni Gołdys i Stanisław Książek, ówczesny sołtys Słupska.
Pierwsze zajęcia z tworzącą się orkiestrą prowadził Józef Ciura, kapelmistrz ze Skomlina. Ale wkrótce zastąpił go w tym Józef Rybski, organista w Dzietrzkowicach i kapelmistrz tamtejszej orkiestry dętej. Jest on absolwentem Salezjańskiej Szkoły Organistowskiej w Przemyślu. Tutaj, oprócz gry na organach, uczył się również grać na skrzypcach i trąbce. Gdy był w wojsku, grał na waltorni i na bębnie w wojskowej orkiestrze dętej. Często pomagał w prowadzeniu prób jej kapelmistrzowi. Dzięki temu poznał tajniki kierowania orkiestrami dętymi.
- Przyjechali do mnie ze Słupska w cztery osoby i zaczęli mnie namawiać, by prowadzić tam orkiestrę – wspomina Józef Rybski.
- Ja nie znałem wtedy tych terenów, więc zapytałem, ile ta wioska ma rodzin. Odpowiedzieli, że z siedemdziesiąt. To ja na to, że taka mała wioska i chcecie mieć orkiestrę? Z czym wy do ludzi? Ale oni mnie bardzo prosili i się zgodziłem.
Już pierwsze próby rozwiały wątpliwości kapelmistrza. Przychodziły na nie po 2-3, a czasem i 4 osoby z domu, więc chętnych do gry nie brakowało. Po przesłuchaniach uformował się mocny i stabilny skład - około 30 osób. Zaczęła się nauka gry na instrumentach i systematyczne próby w remizie.
- Warunki do prób nie były najlepsze – przyznaje Józef Rybski.
- Była duża sala, ale brakowało małego pomieszczenia do nauki muzyków pojedynczo. Instrumenty mieli różne, kupowane w wielu miejscach, ale chęci wielkie. Połknęli bakcyla i tak się zaczęło. Często uczył się ojciec z synami. Zdarzało się, że jak ojcu coś tam źle wychodziło, albo był nieprzygotowany, to prosił: „Tylko nie mów tego synowi”.
Wielkie zaangażowanie muzyków i systematyczna praca kapelmistrza zaczęły przynosić efekty. Poziom muzyczny orkiestry wzrastał i było o niej coraz głośniej. Uświetniała swoimi występami lokalne uroczystości państwowe, kościelne i strażackie. Jej obecność w życiu kulturalnym gminy Mokrsko była nie do przecenienia, tym bardziej że przez pewien okres działała jako jedyna orkiestra na tym terenie.
- Jak na amatorów, orkiestra była bardzo zgraną paką – mówi Damian Janas, obecny kapelmistrz Orkiestry Dętej OSP Słupsko.
- Zawsze w piątki wieczorową porą w Słupsku słychać było jej muzykę. Szczególnie w ciepłe dni, czy przed występami, kiedy próby odbywały się często na dworze.
Czas jej świetności to lata 80. i 90. Uczestniczyła wtedy w wielu przeglądach i konkursach orkiestr dętych. Często reprezentowała w nich cały region wieluński. Mogli ją wtedy zobaczyć i usłyszeć mieszkańcy wielu miejscowości województwa sieradzkiego, m. in. Poddębic, Sieradza, Błaszek, Szadka.
- Fenomenem było, że w małej miejscowości Słupsko, liczącej około 60 domów, w orkiestrze grało ponad 30 osób – zauważa Damian Janas.
- Piękne i ciekawe było to, że udało się tam zaszczepić muzykowanie w rodzinach, bo grali ojciec, synowie, nieraz wnukowie. Ciekawostką zaś to, że występowali w niej sami mężczyźni.
Po tłustych latach przyszły niestety i chudsze. Nastąpiły one w końcówce lat 90. i na początku XXI wieku. Orkiestra zaczęła się kurczyć. Powodem tego były wyjazdy jej członków za pracą, na studia albo po prostu psujące się zdrowie, bowiem gra na instrumentach dętych wymaga sporego wysiłku. Podobne problemy miało w tamtych czasach również wiele innych orkiestr, m. in. z pobliskiego Ożarowa. Dlatego, aby orkiestra w gminie Mokrsko istniała, postanowiono połączyć obie i utworzyć jedną dużą orkiestrę gminną. Powstała ona w 2003 r. Jej kapelmistrzem został Józef Rybski. Pomagał mu Tomasz Majtyka, który przejął jej prowadzenie po przejściu Rybskiego na emeryturę. Orkiestra przede wszystkim obsługiwała uroczystości na terenie swojej gminy oraz powiatu. Próby odbywały się przemiennie – raz w Słupsku, raz w Ożarowie.
Mieszkańcom Słupska brakowało jednak samodzielnej orkiestry w swojej miejscowości, dlatego w 2020 r. zarząd miejscowej OSP podjął decyzję o reaktywacji orkiestry. Na jej kapelmistrza powołano Damiana Janasa. Równocześnie powołany został zarząd orkiestry, na czele którego stanął Adam Szewczyk jako prezes.
Nowy kapelmistrz czuje się silnie związany ze Słupskiem, bowiem stąd pochodzą jego rodzice i tu często przebywał w dzieciństwie. W latach 90., jako 12-letni chłopiec, stawiał w tutejszej orkiestrze swoje pierwsze, muzyczne kroki, a potem przez kilka lat w niej grał. Jest absolwentem poznańskiego Uniwersytetu Adama Mickiewicza na Wydziale Pedagogiczno-Artystycznym w Kaliszu, gdzie ukończył kierunek: edukacja artystyczna w zakresie sztuki muzycznej.
Od kilku miesięcy w Słupsku trwa odbudowywanie strażackiej orkiestry.
- Rozpoczęliśmy od nauki dzieci – wyjaśnia kapelmistrz Janas.
- To praca od podstaw. Jeśli zrobimy ją na przyzwoitym poziomie, to wierzę, że przyniesie ona należyte rezultaty. Mam świadomość tego, że potrzeba roku – dwóch lat, by przygotować dobre podwaliny pod muzykowanie. Zależy nam również, aby do orkiestry powrócili ci, którzy z różnych powodów zrezygnowali z gry.
W swojej pracy nowy kapelmistrz wykorzystuje amerykańską szkołę nauki gry na instrumentach dętych „Sound Innovations”, która w Polsce staje się coraz popularniejsza.
- Cała struktura polega na tym, że dzieci w tygodniu mają dwie próby – tłumaczy Damian Janas.
- Na pierwszym spotkaniu uczą się indywidualnie, natomiast drugie, to już próba całego zespołu. Przez pierwsze 30-40 minut wszyscy grają to samo. Idzie o to, aby wyrównać brzmienie orkiestry, ale również przyzwyczaić tych najmłodszych do grania w grupie. Później zostają już tylko bardziej zaawansowani i ćwiczą trudniejsze utwory. Na każdy instrument jest odrębny podręcznik. Sound Innovations to rewelacyjna metoda, która, mam nadzieję, już po dwóch latach da efekty.
W pracy z zespołem Damiana Janasa wspiera instruktor muzyczny z Bełchatowa Kamil Kołatek. Gra on na saksofonie, klarnecie, flecie poprzecznym, a w orkiestrze zajmuje się głównie sekcją instrumentów drewnianych.
By orkiestra znów rosła w siłę, a chętnych do nauki gry nie brakowało, kapelmistrz z Kamilem Kołatkiem planują organizowanie różnych zajęć, które przyciągną dzieci do zespołu.
- Chcemy robić zajęcia, na których będziemy uczniom prezentować instrumenty dęte, ale w takiej formie, aby mogli oni je wziąć do ręki, nawet próbować na nich zagrać, by gra ich zaciekawiła – kontynuuje Damian Janas.
- Teraz umówieni jesteśmy na takie zajęcia wśród uczniów klas I-III z dyrekcją szkoły w Mokrsku. Aktualnie uczymy dziewięciu chętnych, ale liczymy, że wkrótce będzie ich więcej. Jest udowodnione, że osoby grające na jakimkolwiek instrumencie, inaczej się rozwijają, inaczej przyswajają sobie wiedzę z dziedzin humanistycznych, czy ścisłych. Dlatego ważne jest, by wykorzystać to w rozwoju młodego człowieka i zapewnić mu inną alternatywę, niż tablet, telefon, czy Internet.
W odbudowę zespołu bardzo mocno zaangażował się ksiądz Paweł Marczewski, proboszcz parafii Chotów.
- To taki dobry duch orkiestry – cieszy się Damian.
- Bardzo mocno wsparł nas apelem kierowanym do starszych muzyków o powrót w nasze szeregi.
Byłoby to niewątpliwe wzmocnienie odbudowującej się orkiestry, a zarazem połączenie dnia dzisiejszego z piękną przeszłością. W tej chwili takimi łącznikami dawnego zespołu z tym obecnym są muzycy: Kazimierz Janas, Dariusz Janas, Kazimierz Maniak, Krzysztof Kryściak, Karol Kowalik, Marcin Mielczarek, Gwidon Marciniak, Sławomir Tomczyk, Grzegorz Książek. Być może w najbliższym czasie będzie ich jeszcze więcej.
- Ponieważ ludzie pracują, chcemy do tego dopasować próby – tłumaczy Damian Janas.
- Zależy nam, aby mogli na nie przyjść, pograć i włączyć się w nasze muzykowanie.
O rozwój orkiestry bardzo stara się jej zarząd. By dać dobry przykład, prezes Szewczyk rozpoczął nawet naukę gry na saksofonie.
- Podjął się tego i idzie mu bardzo dobrze – chwali ucznia kapelmistrz.
- Jest to dowód na to, że na naukę gry na instrumencie nigdy nie jest za późno.
Orkiestrę bardzo mocno wspiera również zarząd Ochotniczej Straży Pożarnej Słupsko.
- W ubiegłym roku pozyskał grant z Państwowej Straży Pożarnej na doposażenie orkiestry – mówi Damian Janas.
- Kupiono za to kilka instrumentów – trąbkę, klarnet, saksofony.
Jeśli wszystkie zamierzenia uda się zrealizować, to być może już wkrótce w Słupsku powróci dawny sposób święcenia tradycyjnego śmigusa – dyngusa. Dawniej w tym dniu orkiestra wsiadała na przyczepę ciągniętą przez traktor, a za nimi ustawiali się strażacy. Cała kawalkada ruszała przez wieś. Muzykanci grali marsze i inne popularne melodie, a druhowie szli od domu do domu, składali życzenia i zbierali datki na swoją działalność. Po objechaniu całego Słupska, wszyscy przenosili się na sąsiednie przysiółki.
Pracę nad reaktywacją orkiestry utrudnia epidemia COVID-19, dlatego trudno w tej chwili wymienić pełny jej skład, który nie jest jeszcze ustabilizowany.
Ela Wodecka
[email protected]
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze