Reklama

Radna nawymyślała urzędnikom od nierobów

Stanisława Bakota, radna gminy Biała, ma sporo zastrzeżeń, co do pracy samego urzędu, wójta Aleksandra Owczarka oraz poszczególnych urzędników. Nie kryje się specjalnie ze swymi krytycznymi opiniami. Zbulwersowała jednak szefa bialskiego urzędu awanturą, jaką miała zrobić w siedzibie gminy. Ten postanowił o incydencie powiadomić pozostałych radnych.

- Oni mi nieprawnie obcięli dietę – mówi w rozmowie z dziennikarką „Kulis…” radna  Stanisław Bakota.
- Przecież ja na komisjach byłam. A to że oni sobie zrobili posiedzenie razem, to kto o tym słyszał, żeby tak robić – twierdzi.
Przyczynkiem do całego zajścia było obniżenie diety za brak udziału w obradach komisji. Radna miała pretensje o te wyliczenia. Jak twierdzi, chciała tylko wyjaśnić urzędnikom błąd, jaki jej zdaniem popełnili. Tymczasem Aleksander Owczarek miał ją wypraszać z urzędu. Inaczej sprawę opisuje wójt. 
- To było coś niesamowitego, awanturnicze wejście z nieuzasadnionym posądzaniem wszystkich o wszystko, o przestępstwa, o brak wiedzy, o nieróbstwo itd. – relacjonował radnym całe zajście.
-  Zaczęło się od tego, że było podejrzenie, że dieta źle naliczona i to wywołało takie emocje. Oczywiści nie była ta dieta źle naliczona z tymi potrąceniami, ale potem przeszło się do biuletynu, że dziadek , ile kosztował – przytaczał zarzuty radnej.  
Stanisława Bakota już przy różnych okazjach wskazywała, że historyczny biuletyn i tablice na cmentarzach upamiętniające weteranów m.in. wojny polsko-bolszewickiej  miały słono kosztować, wytykała również wójtowi, że wśród upamiętnionych znalazł się jego dziadek. Jak odpiera zarzuty Owczarek, dziadka mógł uhonorować sam, a projekt jest unikatowy w skali kraju. Przy czym druk biuletynu, który rozesłano do wielu agend, wyniósł ok. 10 tys. zł.
- Druga rzecz, to zostaliśmy wykrzyczani przez panią radną, że zgłosi nas do CBA, no to ja już nie wiem za co, bo nie opowiedziała za co, ubliżając przy tym pracy urzędu – podawał wójt.
- Jeżeli się mówi, „wy tu siedzita, nic nie robita, jest tu was za dużo”, no to ja nie mogę tego słuchać w sposób bezkrytyczny, bo osoby które pracują w urzędzie w tej chwili, to widać jaki efekt przez te lata ostatnie zrobiliśmy (… ) to jest wręcz niedopuszczalne – brał w obronę swoich pracowników Owczarek.
- Prawda jest taka, że nikt nam tu niczego nie dał, tylko praca, wola, kierunki, które rada określała i wykonanie tego przez urząd, skończyło się takimi a nie innymi efektami. (…)Gdyby nie było pracy, gdyby nie było rzetelności, to tych wszystkich kanalizacji, dofinansowań do GOKiS-u, kortu  by nie było – akcentował. 
Ponad to radna miała mieć pretensje o nowe stanowisko w urzędzie. Owczarek publicznie oświadczył, że zdaje sobie sprawę z nieprawdziwych informacji, które Bakota rozpowszechnia. 
-Ja nie mogę słuchać tego bezkrytycznie, co radna mówi, w taki sposób – mówił wójt. 
- Wiemy jaki to jest powód i jaką sprawczość ma za sobą pani radna, która jako pełnomocnik właścicieli występowała, ale nie zasłużyliśmy sobie i nie życzymy żeby w ten sposób nas traktowano. Powiedziała nawet, że wójt tutaj jest niepotrzebny, bo sami urzędnicy tu pracują, no to może  i tak. To proszę złożyć wniosek, to będzie komisarz, jak będzie powód i żegnamy się. 
Radna podkreśla, że to ona pomogła zdobyć obecnemu wójtowi urząd. Wiele razy, również w trakcie sesji rady gminy, twierdziła, że ten zamiast okazywać wdzięczność, jej ubliża. 
- Niektórzy oczekują żeby gloryfikować i dziękować za to, że jest nowy układ rządzący – komentuje Owczarek. - No gdyby go nie było, to nie wiem co by było ze spółką, co by było z kanalizacją, nie chcę się nawet nad tym zastanawiać, bo to nie mój byłby problem, ale my tu wiarygodnie robimy po prostu rzetelną pracę w tej chwili. Nie patrząc, jak nas traktują w otoczeniu, że nie chcą  dać nawet na podwyższone przejście w Młynisku czy uwzględnić tego wniosku. 
Podczas obrad, na których Owczarek opisał zajście z radną Bakotą  w roli głównej (20 maja), nie była obecna sama zainteresowana, choć wcześniej zapowiadała, że się zjawi. Wójt chciał poruszyć problem już podczas sesji na początku maja, jednak radna opuściła posiedzenie przed jego końcem i zażądała, aby teraz sprawy nie poruszać. 
 - Panie wójcie ja sobie nie życzę, będzie sesja nadzwyczajna, ja wszystko powiem, co pan zrobił – podkreślała. 
- Ja jestem osobą publiczną. I nie będzie mnie pan oskarżał, ja muszę wyjść, będzie następna sesja, ja się muszę bronić. Wchodzę do biura w sprawie potrąceń a wójt mówi, jakie tu prawo miałaś przyjść, to se wyjdź. Przepraszam bardzo, ja jestem osobą publiczną, ja mam takie same prawa jak każdy urzędnik. Jestem i sołtysem i radną, ludzie mi to powierzyli i pan mnie ciągle prowokuje, ciągle mnie na wsi oskarża, pan się do tej pory nie pogodził  z moim wyborem. Głosowało tylu ludzi na mnie, ja jestem po takiej ciężkiej operacji, a pan mnie ciągle atakuje, ciągle, na każdym kroku, ja już wytrzymać  z panem nie mogę – mówiła na odchodne, wytykając, że roznosiła za darmo nakazy mimo kornawirusa, a teraz urzędu nie może  wchodzić. 
- Dlatego pan nie umie środków załatwić, bo pan nie umie z każdym rozmawiać, bo to trzeba umieć rozmawiać – dogryzła jeszcze wójtowi w drzwiach
- Nie życzę sobie za moimi plecami, żebyście mnie obgadywali – zaznaczyła. 
Od poruszania tej sprawy na sesji próbowała odwieść wójta radna Małgorzata Pichlak.  
- (…) mi się wydaje, że to są błahe sprawy i zawsze pamiętam jak poprzedni wójt twierdził, obradujemy na podstawie  poważnych spraw, podejmujemy odpowiedzialne decyzje i mądre decyzje, a nie zajmujemy się jakimiś przekazami, które pan ma z jakąś osobą i chce pan nam to przekazać publicznie, mnie osobiście to nie interesuje.
 – Niech pani sobie te pouczenia zostawi dla siebie, ja teraz występuję jako osoba publiczna i zachowanie pani radnej było nie w stosunku do Aleksandra  Owczarka, tylko w stosunku do osób publicznych – odpowiadał włodarz.
Radna stwierdziła, że nie wszyscy chcą słuchać przemyśleń Owczarek.
- Nie moich przemyśleń, tylko faktów, to nie są moje przemyślenia, ale fakty, chcę powiedzieć o faktach, które miały miejsce -  podkreślał wójt.
Ostatecznie o całej sytuacji radę poinformował.
- Musiałem państwu powiedzieć, bo to jest zachowanie poniżej jakiekolwiek przyzwoitości – tłumaczył. 


Magdalena Lizurej
 

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kulisy.net




Reklama
Najnowsze wiadomości