W gminie Siemkowice zawrzało. Wiceprzewodniczący rady złożył interpelacje, wójt opublikował ją na stronie gminy, a strażaków trafił szlag. W rozmowie z reporterem portalu kulisy.net wiceszef rady Marcin Jamiński zapewnia, że nie miał złych intencji, a chciał jedynie dowiedzieć się ilu konserwatorów obsługuje poszczególne jednostki OSP i jakie to generuje koszty. – Niech on nie pier…i farmazonów. Wszyscy wiemy, że od dawna kombinuje, żeby nas zlikwidować – nie przebierają w słowach rozwścieczeni druhowie.
5 maja do wójta gminy Siemkowice Kamila Ceglarka wpływa interpelacja radnego Rady Gminy Marcin Jamińskiego. Radny, pełniący jednocześnie funkcję wiceszefa rady, domaga się w niej przedstawienia konkretnych danych. Prosi o wskazanie: liczby konserwatorów przypadających na każdą z jednostek OSP, liczby godzin pracy dla każdego z nich oraz wysokości kosztów poniesionych przez gminę, związanych z ich zatrudnieniem.
Wójt upublicznia interpelację radnego na stronie internetowej gminy. Jej treść wywołuje oburzenie strażackiego środowiska. W piśmie podpisanym przez Marcina Jamińskiego czytamy:
”Warto zauważyć, że spośród pięciu jednostek OSP funkcjonujących na terenie naszej gminy, jedynie dwie posiadają status jednostek wyjazdowych i biorą regularny udział w działaniach ratowniczo-gaśniczych. Pozostałe jednostki wyjeżdżają jedynie sporadycznie, co rodzi wątpliwości co do zasadności utrzymywania w nich etatów lub zleceń dla konserwatorów pojazdów oraz ponoszonych w tym zakresie kosztów”.
W dalszej części interpelacji Jamiński podkreśla, że dane pozwolą na „dokonanie obiektywnej analizy potrzeb i efektywności wykorzystania środków publicznych”. Radny zaznacza też, że informacje, o które wnioskuje są istotne z punktu widzenia przejrzystości wydatkowania środków publicznych oraz zapewnienia równomiernego wsparcia technicznego dla jednostek OSP.
Strażacy odebrali interpelację jako wyraz braku zaufania do nich i próbę szukania oszczędności w okrojonych już budżetach jednostek OSP. Druhowie, decydujący się na rozmowę z przedstawicielami portalu kulisy.net, zgodnie twierdzą, że od dawna radny Jamiński sugeruje, że małe jednostki nie są nikomu potrzebne.
- Wydaje się, że pan Jamiński chce likwidacji mniejszych jednostek, które są poza KSRG – mówi Marcin Wawrzyniak, prezes OSP Mokre.
- Na jednym z zebrań, pan Jamiński powiedział, cytuję: „Jeśli ktoś chce się bawić w strażaka, to niech się zapisze do Siemkowic, albo do Radoszewic”. To są słowa pana Jamińskiego – akcentuje szef OSP Mokre.
- O ile mi wiadomo, pan Marcin Jamiński jest prezesem klubu sportowego. Jak coś się komuś stanie, to on nie rzuci wszystkiego, nie przerwie meczu i nie pobiegnie komuś pomóc, zastępując strażaków z OSP – zaznacza druh Wawrzyniak.
Prezes OSP Mokre podkreśla, że gdy jest taka potrzeba, każdy z druhów ochotników, rzuca wszystko, zostawiając rodzinę, znajomych, wszelkie zajęcia.
- Wydaje mi się, że pan Jamiński jako radny zamiast zacząć na poważnie dbać o bezpieczeństwo, zwiększając wydatki na jednostki OSP, to szuka oszczędności nie tu gdzie trzeba, czyli na bezpieczeństwie, a na tym oszczędzać nie wolno – mówi prezes Wawrzyniak i dodaje, że inni radni zamiast krytykować i szukać oszczędności, pomagają w pozyskiwaniu środków zewnętrznych.
- Niech pan Jamiński zacznie oszczędzać od swojego podwórka, a nie u sąsiada szuka. Na bezpieczeństwie się nie oszczędza – powtarza jak mantrę przedstawiciel OSP Mokre i dodaje, że skoro radny szuka pieniędzy, to niech sobie dietę obniży.
W tym samym tonie wypowiedzieli się oburzeni przedstawiciele wszystkich jednostek OSP z terenu gminy. Zarząd Oddziału Gminnego Związku Ochotniczych Straży Pożarnych Rzeczpospolitej Polskiej w Siemkowicach ocenił, że z treści interpelacji wynika, że radny ma zamiar poczynić oszczędności w dziale ochrona przeciwpożarowa.
„(…) W dniu 20.05.2024 r. pan wiceprzewodniczący zagłosował za podniesieniem sobie diety z 550 zł do kwoty 1503,11 zł, czyli dieta ta wzrosła o 953,11 zł, czyli o około 190 proc. Pytamy, czy tutaj nie dałoby się może zaoszczędzić, bo pan wiceprzewodniczący tak martwi się o środki publiczne i przejrzystość, trzeba zacząć od siebie może najpierw.
Jednocześnie chcemy kategorycznie stwierdzić, że wątpliwości jakie pan wyraża w interpelacji o utrzymywaniu etatów są całkowicie chybione, bo to że mniejsze jednostki nie mają takiej wyjazdowości jak te w KSRG, bo ci konserwatorzy muszą utrzymywać sprzęt w gotowości, na co poświęcić muszą czas, trzeba go regularnie odpalać, konserwować.
A teraz na gminę zostaną nałożone obowiązki związane z obroną cywilną i szukanie dziadowskich oszczędności w dziale ochrona przeciwpożarowa jest niecelowe, nietrafione i nikomu niepotrzebne, i żeby kiedyś nie okazało się, że odbije się to czkawką”.
Pismo to, ze strażackim pozdrowieniem, podpisali przedstawiciele wszystkich jednostek OSP, działających na terenie gminy: komendant gminny prezes OSP Siemkowice Jacek Michalak, prezes OSP Radoszewice Andrzej Górecki, prezes OSP Lipnik Wojciech Skowroński, prezes OSP Ożegów Jan Grądecki, prezes OSP Mokre Marcin Wawrzyniak”.
Strażacy ochotnicy, z mniejszych jednostek, od dawna czują się stawiani przez radnego Marcina Jamińskiego pod ścianą.
- Niech sobie pan wyobrazi, że on zaczął zabiegać o to, żeby pozakładali nam odrębne liczniki na prąd. Bo co, może on myśli, że my ten prąd w wiadrach do domu wynosimy – irytuje się jeden z druhów (nazwisko znane redakcji).
- Wiem, że on od dawna wierci dziurę w brzuchu wójtowi, żeby te małe jednostki w Ożegowie, Lipniku i Mokrym zlikwidować. A zamknąć jest łatwo. Gorzej uruchomić. Ale skąd ten radny ma to wiedzieć – macha ręką, kończąc rozmowę.
Reporterzy portalu kulisy.net odwiedzają jednostkę w Ożegowie. Na podwórku przed remizą zastają prezesa tutejszej OSP Jana Grądeckiego.
- Chodzi przecież o likwidację remiz. Chcą nas zamknąć i tyle – stwierdza zdecydowanie.
- Już nam i tak obcięli połowę. A teraz się radny bierze za to, żeby nam odciąć światło, żeby światła nie zapłacić. Do tej pory było na wszystko i na wszystko były pieniądze. Była nawet przebudowa remizy. I po co poszliśmy do gminy, o cokolwiek poprosić, to na wszystko były pieniądze. A teraz, po zmianie władzy, na nic nie ma – mówi wyraźnie zdenerwowany prezes OSP Ożegów Jan Grądecki.
Szef jednostki przypomina, że dopiero co jednostka OSP w Ożegowie obchodziła swoje setne urodziny.
- Teraz mamy dostać od gminy taki prezent, że mamy to zamknąć, światła nie zapłacą, wszystko pozamykać, konserwatora obciąć, wszystko niepotrzebne – strzela słowami jak z kałasznikowa.
Swoje zdenerwowanie tłumaczy żalem do gminnych władz, że nie dostrzegają jego zaangażowania i pracy wszystkich druhów z tej małej jednostki.
- Tu się robi pięć, albo i dziesięć razy tyle ile się powinno. A ten radny, to w ogóle nie wie co znaczy utrzymanie takiej jednostki i dbanie o nią. Zlikwidować każdy potrafi, a pobudować już nie – zaznacza i dodaje, że jak była pandemia to ochotnicy z Ożegowa byli potrzebni, gdy dachy były pozrywane i drzewa połamane przez wichurę też!
Grądecki od 33 lat jest w straży, a od ponad 30 zarządza jednostką, najpierw był wiceprezesem, a teraz jest prezesem. Kończąc rozmowę, dojrzałemu mężczyźnie puszczają nerwy. Ze łzami w oczach, żegnając się z reporterami mówi: „Teraz po prostu zrezygnuję. Tyle się człowiek narobi, a i tak nikt tego nie doceni. Żadnego szacunku”.
Szef struktur OSP gminy Siemkowice Waldemar Moryń sprawę widzi tak:
- Straże istnieją u nas ponad sto lat. I nikt nigdy nie wpadł, żeby robić takie rzeczy – mówi i zaznacza, że już na samo „czepianie się” konserwatorów OSP ręce mu opadają.
- To nie są duże pieniądze w porównaniu na przykład do diety radnych – dodaje.
Waldemar Moryń podkreśla, że w jego ocenie wszystkie jednostki gminne, także te nienależące do Krajowego Systemu Ratowniczo-Gaśniczego, są bardzo potrzebne. Ich istnienie jest szczególnie ważne w sytuacjach kryzysowych, ale także biorąc pod uwagę aktualne zagrożenie i obowiązki gminy, związane z obroną cywilną.
- To jest dziadostwo i szukanie oszczędności tam, gdzie szukać się ich nie powinno – akcentuje Waldemar Moryń.
Wójt gminy Kamil Ceglarek niechętnie rozmawia o sprawie. Dopiero po oficjalnym złożeniu wniosku przez redaktora naczelnego „Kulis …” zgadza się na krótki komentarz.
- Wiceprzewodniczący podkreśla, że w Siemkowicach jest aż trzech konserwatorów, a w Radoszewicach tylko jeden. Dlaczego tak jest? – pyta dziennikarz.
- Po pierwsze OSP w Siemkowicach ma dwa wozy bojowe, a Radoszewice jeden. Po drugie jeden z konserwatorów, to jest gminny komendant, odpowiadający za stan wszystkich jednostek na terenie gminy – wyjaśnia wójt.
Kamil Ceglarek przyznaje, że odkąd jest wójtem zostały wprowadzone pewne oszczędności w finansowaniu jednostek OSP. Jednocześnie zaznacza, że każda z tych jednostek jest bardzo potrzebna i osobiście nie ma zamiaru zamykać którejkolwiek.
- Jedynym naszym narzędziem w wypadku wojny czy sytuacji kryzysowych są jednostki OSP. Wójt w takich sytuacjach ma tylko strażaków ochotników i dlatego uważam, że nie możemy mówić o ich likwidacji – podsumowuje.
Wiceprzewodniczący Rady Gminy w Siemkowicach Marcin Jamiński twierdzi, że nie miał złych intencji, a jego interpelacja została źle odczytana przez druhów strażaków. Zapewnia, że nie chce likwidacji żadnej z jednostek.
- Chodziło mi tylko o przejrzystość – zaznacza w rozmowie telefonicznej i dodaje, że „broń Boże” nie miał zamiaru sugerować zamykania małych jednostek.
Jamiński widzi konieczność utrzymania wszystkich jednostek OSP, zaznacza jednak, że powinno to odbywać się w ramach możliwości finansowych gminy. Zaznacza, że wskazane byłoby przede wszystkim wspieranie jednostek, które są wyjazdowe.
- Powiedziałem na spotkaniu, że jednostki, które nie są wyjazdowe, powinny zostać jako jednostki reprezentatywne i by posiadały sprzęt taki, na jaki stać gminę – mówi radny.
- Chodzi o to, by one w ogóle nie brały udziału w akcjach? – dopytuje reporter.
- One i tak nie biorą udziału w akcjach! – podsumowuje zdecydowanie Marcin Jamiński.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Artykuł robi świetną reklamę panu Marcinowi — jak widać, można się promować za darmo! Szacunek za gospodarność, panie WiceSzefie rady. Niech inni biorą przykład ????
wyglada na to, że gmina ma płacić nawet za potańcówki? Ciekawe, czy to też jest część tych „niezbędnych wydatków” w remizach, o których nikt nie chce mówić. Może czas w końcu zrobić porządek i pokazać, na co naprawdę idą pieniądze!
Pan prezes OSP Mokre pozwala sobie na jawne kłamstwo, cytując słowa, które rzekomo wypowiedział wiceprzewodniczący rady. Problem w tym, że na spotkaniu było wiele osób którzy jednoznacznie potwierdzą, że takie słowa nie padły. Zamiast tego była merytoryczna rozmowa o wydatkach, a nie żadna sugestia o likwidacji jednostek. Co więcej, mówimy o człowieku, który od lat nieodpłatnie udostępnia swoje narzędzia do naprawy pojazdów w OSP Radoszewice, sam pomaga przy każdej okazji, nigdy nie odmawia wsparcia, gdy straż go potrzebuje. To osoba, która działa z sercem i uczciwością, a obecna sytuacja to nic innego jak polityczna nagonka, będąca reakcją na jego konsekwentne dążenie do przejrzystości i odpowiedzialności w samorządzie. Jeśli ktoś nie potrafi słuchać ze zrozumieniem, to może rzeczywiście lepiej byłoby zamilknąć, niż szerzyć nieprawdę i szkodzić ludziom, którzy realnie wspierają lokalną społeczność. Oczernianie takiej osoby to nie tylko wstyd, to też sygnał, że niektórym bardzo zależy na tym, żeby prawda nie wyszła na jaw. Ale wyjdzie – i to mocno.
Jeśli jednostki które wyjeżdżają raz na rok albo na dwa to po co utrzymywać coś co nie działa? Oburzenie zrozumiałe bo fajnie się trzyma posadki tłumacząc że mogą się przydać ale nikt nie wie kiedy i czy ja w ogóle. W razie wojny to pół pójdzie w kamasze a pół da nogę na zachód i tyle widzieli strażaków ochotników. Chciałbym jeszcze zobaczyć zestawienie wyjazdów poszczególnych jednostek wszystkich w gminie.
dokladnie, w razie wybuchu wojny, ok.60-70 % ochotników osp bedzie wezwanych do wojska i to jest oficjalne stanowisko rzadu
strażacy tej nagonki sami tego nie wymyslili tylko musial im ktos kazac a z tego co wiem radni podniesli pensje wszystkim nawet wojtowi a gdzie o tym mowa cisza jak makiem zasial
Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.
ale chyba nie wszyscy się tak chętnie dokładają, zwłaszcza ci co najgłośniej oskarżają i pluja jadem
"- Wiem, że on od dawna wierci dziurę w brzuchu wójtowi, żeby te małe jednostki w Ożegowie, Lipniku i Mokrym zlikwidować. A zamknąć jest łatwo. Gorzej uruchomić. Ale skąd ten radny ma to wiedzieć – macha ręką, kończąc rozmowę." a skąd wójt niby wie co ten radny chce zlikwidować? to że ktoś zada pytanie o liczbę konserwatorów to od razu znaczy że chce zamykać jednostki? no bez żartów. jak się nie ma argumentów to się ludziom przypisuje coś czego nie powiedzieli. a może to wójt się boi że ktoś się w końcu przyjrzy wydatkom i teraz próbuje zrobić z radnego kozła ofiarnego? ręce opadają. takie słowa o zamykaniu OSP to albo celowa zagrywka pod publikę, albo zwykłe kłamstwo. i to ma być poważne zarządzanie gminą? wstyd.
Dlaczego nikt głośno nie mówi o tym, że dwa wozy strażackie — z OSP Lipnik i OSP Radoszewice — były naprawiane z inicjatywy pana wiceprzewodniczącego rady? Gdy trzeba było pomóc, nie szukał poklasku ani rozgłosu. Zareagował szybko, konkretnie i bezinteresownie. I wiecie państwo, co jest najbardziej przykre? Że właśnie prezesi tych dwóch jednostek, którym pomógł, dzisiaj podpisują się pod pismami, które nie tylko mijają się z prawdą, ale też wspierają jawną nagonkę na człowieka, który im pomógł. W świetle ostatnich wydarzeń ten fakt wydaje się kluczowy — bo ukazuje brutalny kontrast między realnym działaniem a późniejszą nagonką. Ludzie, którzy powinni być wdzięczni, dziś pozwalają wykorzystywać swoje nazwiska do brudnej gry opartej na plotkach i politycznej manipulacji. To nie jest tylko kwestia braku wdzięczności. To pokaz braku charakteru i kręgosłupa moralnego. Bo o ile można się różnić w opiniach, to lojalność wobec faktów i elementarna przyzwoitość powinna być fundamentem każdej społecznej działalności. Dziś niektórzy panowie prezesi zapomnieli, kto bez słowa pomagał im ratować sprzęt. Zapomnieli o wartościach, którymi strażacy ochotnicy powinni się kierować: solidarności, uczciwości i szacunku dla ludzi dobrej woli. Strażacy ochotnicy to dla wielu symbol szlachetności i pomocy drugiemu człowiekowi. Niestety, niektórzy panowie prezesi dziś tę ideę zdradzili — pokazując, że można zapomnieć o zasadach, gdy w grę wchodzą układy, wpływy albo zwykła wygoda. A na koniec rodzi się najważniejsze pytanie: kto tak naprawdę stoi za tą zorganizowaną akcją, opartą na półprawdach, insynuacjach i pomówieniach? I kto finalnie poniesie za to odpowiedzialność — ten, kto próbował pomagać, czy ci, którzy dziś chcą go zniszczyć, by chronić własne interesy? Jeśli tak wygląda reakcja na interpelację – czyli ustawowe, demokratyczne narzędzie pracy radnego – to trzeba zadać kolejne, bardzo poważne pytanie: czy od teraz każda interpelacja będzie traktowana jako atak? Jako pretekst do personalnej nagonki? Czy celem jest zastraszenie i uciszenie radnych, którzy zadają niewygodne pytania? Jeśli ktoś próbuje w ten sposób manipulować uprawnieniami radnych i obracać je przeciwko nim – to nie mamy już do czynienia z dialogiem samorządowym, ale z próbą zamknięcia ust tym, którzy chcą działać transparentnie i odpowiedzialnie. To niebezpieczny precedens, który uderza nie tylko w jednego radnego, ale w fundamenty lokalnej demokracji
prezes ozegowa o tej swojej rezygnacji straszy wszystkich od miesięcy. A i tak nie dotrzymuje słowa. A teraz dopasował sobie sytuację i biedny obwinił kogoś kto nie ma z tym nic wspólnego. Super aktor. Hahaha Pieniądze za “rozruch auta” które i tak nie wyjeżdża nigdzie? I niby gmina ma obowiązek za to płacić? A wójt tak mówi że gmina nie ma pieniędzy to teraz już wiadomo dlaczego
Każda pliszka swój ogonek chwali... Audytem można objąć całą gminę, wydatki i przychody we wszystkich obszarach. I wiele może się wyjaśnić, bez pomówień, insynuacji, ataków... Chyba, pan sekretarz, pan wojt i radni wiedzą, że jest takie narzędzie? Jest tylko jedno ale - audyt na zasadzie: wy nam zapłaćcie X za usługę, a my wam znajdziemy Y oszczędności, a jeśli dacie mniej, to mniej znajdziemy, budzi jesli nie podejrzenie korupcji, to - co najmniej - ustawki. Wystarcza nam wojny na górze, niepotrzebna lokalnie.
Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.
,,Dziwny jest ten świat"... chciałoby się powiedzieć powtarzając słowa znanej piosenki... Czytając ten subiektywny artykuł zastanawiam się, czy w dzisiejszym czasie warto jeszcze być przyzwoitym człowiekiem, lub osobą niosącą bezinteresowną pomoc innym w jakiejkolwiek formie, bo z biegiem czasu i tak nikt o tym nie pamięta... Mieszkamy w małych miejscowościach, w których wszyscy się znamy, a głosując na samorząd, głosujemy na konkretne osoby, od których oczekujemy realizacji obietnic przedwyborczych, uczciwości i przejrzystości w wykonywaniu swoich obowiązków. Tymczasem czytamy, że radny, który wystąpił t y l k o z interpelacją o udzielenie informacji, do której z racji wykonywanego mandatu ma prawo, chce rozwiązania mniejszych jednostek OSP. Dla mnie jest to jawna manipulacja przekazu, ponieważ pytanie o koszty utrzymania tych jednostek, nie jest wnioskiem o likwidację, a przesadna reakcja niektórych osób, jest po prostu formą odwetu za niesubordynację w układach, oraz dążeniu do realizacji obietnic złożonych wyborcom. Reasumując nasuwa się przykra refleksja, że altruizm, filantropia, uczciwość i przejrzystość w codziennym życiu to coś coraz bardziej dziwnego, a w polityce -nawet samorządowej- to niestety zwykła mrzonka.
Artykuł robi świetną reklamę panu Marcinowi — jak widać, można się promować za darmo! Szacunek za gospodarność, panie WiceSzefie rady. Niech inni biorą przykład ????
wyglada na to, że gmina ma płacić nawet za potańcówki? Ciekawe, czy to też jest część tych „niezbędnych wydatków” w remizach, o których nikt nie chce mówić. Może czas w końcu zrobić porządek i pokazać, na co naprawdę idą pieniądze!
Pan prezes OSP Mokre pozwala sobie na jawne kłamstwo, cytując słowa, które rzekomo wypowiedział wiceprzewodniczący rady. Problem w tym, że na spotkaniu było wiele osób którzy jednoznacznie potwierdzą, że takie słowa nie padły. Zamiast tego była merytoryczna rozmowa o wydatkach, a nie żadna sugestia o likwidacji jednostek. Co więcej, mówimy o człowieku, który od lat nieodpłatnie udostępnia swoje narzędzia do naprawy pojazdów w OSP Radoszewice, sam pomaga przy każdej okazji, nigdy nie odmawia wsparcia, gdy straż go potrzebuje. To osoba, która działa z sercem i uczciwością, a obecna sytuacja to nic innego jak polityczna nagonka, będąca reakcją na jego konsekwentne dążenie do przejrzystości i odpowiedzialności w samorządzie. Jeśli ktoś nie potrafi słuchać ze zrozumieniem, to może rzeczywiście lepiej byłoby zamilknąć, niż szerzyć nieprawdę i szkodzić ludziom, którzy realnie wspierają lokalną społeczność. Oczernianie takiej osoby to nie tylko wstyd, to też sygnał, że niektórym bardzo zależy na tym, żeby prawda nie wyszła na jaw. Ale wyjdzie – i to mocno.