Reklama

Ruszyły zapisy na węgiel

Rząd obiecał, że naród tej zimy nie zmarznie. Pomóc ma w tym importowany węgiel, którego ilość będzie reglamentowana, a cena z góry ustalona. Brzmi jak ponure przypomnienie z lat 80-tych. Czarne złoto (w niektórych wypadkach szare) mają dystrybuować gminy. Samorządowcy łapią się za głowę, ale zapisy zbierają. Jak potem go rozdysponują? Właśnie się zastanawiają.

W tej chwili więcej jest pytań niż odpowiedzi w sprawie taniego węgla dla mieszkańców Polski. Samorządowcy dostali zaledwie dwa dni na oszacowanie zapotrzebowania mieszkańców. Ludzie zapisują się na tani węgiel, choć jeszcze nie obowiązują przepisy, które umożliwiałyby jego zakup. Te są dopiero procedowane. Jak pokazuje przeszłość, ekspresowe wprowadzanie zupełnie nowych ustaw to nie jest duży problem. Sejm ma to przećwiczone. W ubiegłym tygodniu projekt odpowiednich przepisów trafił do sejmu. 
„Samorządy kupują węgiel za 1500 zł i sprzedają za maksymalnie 2000 zł. Różnica między kupnem od importera a sprzedażą mieszkańcom jest dochodem gminy. To środki na pokrycie kosztów dystrybucji węgla. Warto podkreślić, że dzisiaj cena tego surowca w składach prywatnych często przekracza 3500 zł. Robimy wszystko, by to zmienić i łagodzić skutki kryzysu dla Polaków.” - można wyczytać na stronie Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. 
W założeniu każdy z mieszkańców może maksymalnie kupić 3 tony węgla w preferencyjnej cenie. 1,5 jeszcze w tym roku, a kolejną część po Nowym Roku. 
Gminy będą mogły zlecić dystrybucję węgła składom, spółkom komunalnym a nawet innym gminom. 
Ustalają zapotrzebowanie
Na razie do wtorku, 25 października, samorządy przyjmowały informacje o szacunkowym zapotrzebowaniu na węgiel od swoich mieszkańców. O tym, że powinny takie szacunki przedstawić, dowiedziały się w piątek.
Na profilach w mediach społecznościowych gmin, stronach internetowych pojawiły się ogłoszenia o zabieraniu informacji na temat zaopatrzenia. Wójt gminy Kiełczygłów, Mariusz Mielczarek, rozesłał kurendę, aby informacja dotarła do każdego mieszkańca.
Ludzie mogli do gmin przychodzić, dzwonić albo pisać. W gminie Rząśnia został nawet uruchomiony specjalny adres e-mail [email protected], ludzie mogli też zgłaszać się do sołtysów.  Z kolei w gminie Ostrówek, wójt, Ryszard Turek, w teren wysłała strażaków,
- Spisywaliśmy, podobnie jak koledzy z innych jednostek, zapotrzebowanie na węgiel – mówi prezes OSP Skrzynno, Jacek Niepiekło.
- W naszej miejscowości jest spore, bo na około 100 t.
Niepiekło nie ukrywa, że mieszkańcy mają żal, iż węgla po preferencyjnej cenie nie kupią ci, co mają piece na pelet, ani nawet ci, co palą ekogroszkiem. 
Samorządowcy z Ostrówka szukają teraz odpowiedniego placu, gdzie opał będą mogli składować, kiedy już do nich dotrze.
Wójt Kiełczygłowa, Mariusz Mielczarek podaje, że sporo mieszkańcy z jego terenu zgłosiło zapotrzebowanie na tani opał.
- Na razie to około 200 osób (do wrotku przed południem, przyp. red.) – mówi Mielczarek.
- Jestem trochę zaskoczony, że jest tak duże zainteresowanie. To świadczy o tym, jak wiele osób nie ma zabezpieczonego opału na zimę.
Kto ten węgiel rozsypie?
O pomyśle, aby to samorządy handlowały węglem słychać było od kilku tygodni. Już wtedy samorządowcy zwracali uwagę, że idea może być trudna do wcielenia w życie.
- Pomysł zacny – śmiał się burmistrz Pajęczna, Piotr Mielczarek.
- Oczywiście samorząd jest od tego, aby pomagać mieszkańcom, pytanie natomiast, jakie mamy do tego narzędzia?  Niewiadomych po drodze jest sporo. To, że gdzieś możemy zakontraktować ten węgiel to jedna rzecz, ale potem trzeba go jeszcze przetransportować, a potem prawdopodobnie przeładować. Trzeba go mieć gdzie złożyć, prawdopodobnie również chronić. To jednak towar cenny i kamera monitoringu może nie wystarczyć. Trzeba mieć po prostu zaplecze do tego.
Mielczarek zwracał uwagę, że nie wszystkie samorządy posiadają odpowiednie zaplecze do tego, aby węgiel dystrybuować. 
- My owszem, mamy Zakład Komunalny, ale on nie jest powołany do tego, żeby handlować węglem – podawał.
-  Dużo mamy wątpliwości, ale jeśli minister czy wojewoda nam takie zadanie zleci, rozpisze, co jest naszym obowiązkiem, to ja się go oczywiście podejmę, jak wszystkich innych, jakie dostajemy z góry. 
Podobnie jak inne gminy, Urząd Miejski w Pajęcznie, zapisy zaczął przyjmować. 
Swoich wątpliwości nie ukrywał też wójt Kiełczygłowa, Mariusz Mielczarek.
- Nie mamy infrastruktury, nie mamy wag, nie mamy księgowych, którzy mieliby się tym zajmować, to jest jednak dodatkowa praca – wymienia samorządowiec.
- Nie mamy transportu, aby ten węgiel do nas wwieźć. Do tej pory w historii państwa chyba nie było takiej sytuacji, aby samorząd zajmował się dystrybucją węgla. Infrastruktura, która byłaby potrzebna, aby węgiel sprzedawać, kosztowałaby być może miliony – szacuje.
Dlatego najprawdopodobniej gmina zleci dystrybucję węgla składom. Wójt nie ukrywa, że jeszcze nie jest w stanie podać szczegółów na temat ewentualnej współpracy z przedsiębiorstwami. 
- To są profesjonaliści, zajmujący się tematem od lat, mający sprzęt i odpowiednią infrastrukturę – dodaje. 
Mielczarek zaznacza, że nie wie, jak nowe przepisy zafunkcjonują, ale zrobi wszystko, aby szansę na tani węgiel wykorzystać.
- Na razie zbieramy zapotrzebowanie, bo nie chcemy mieszkańców kolokwialnie mówiąc zostawić na lodzie,  ale wiemy, że trzeba się mierzyć będzie z komplikacjami i kontrowersjami – wieszczy wójt Kiełczygłowa.
- Nie znamy póki co żadnych szczegółów.
Nie wiadomo, czy będzie się palił
Cały Internet teraz śmieje się z niepalnego węgla. Samorządowcy boją się, że właśnie taki trafi pod strzechy ich mieszkańców.
-To jest bardzo istotna kwestia, jaka będzie jakość tego węgla – nie ukrywa obaw burmistrz Pajęczna.
- Jeśli okaże się wątpliwa, to kto za to będzie odpowiadał? Gromy spadną nie na ministra, tylko na samorządowców – przeiwduje.
- Boję się tego, że surowiec, który będzie oferowany, pojawi się o niskiej wartości energetycznej i będzie to stanowiło  kwestię sporną w późniejszym czasie, kiedy już będzie wykorzystywany – mówi wójt Kiełczygłowa. – Nie jesteśmy producentem, nie mamy możliwości zweryfikować jakości produktu. Przyjdzie mieszkaniec i powie, że mamy sobie to zabierać z powrotem, bo się nie pali, i co wtedy? – rozkłada ręce.
Wójt Rząśni, Tomasz Stolarczyk, już informuje, że samorząd nie odpowiada za jakość opału.
„Zaznaczamy jednocześnie, że Gmina będzie odbierała węgiel ze wskazanych przez organy rządowe składów spółek Skarbu Państwa nie mając żadnego wpływu na jego pochodzenie oraz jakość.” – te słowa pojawiły się w ogłoszeniu dotyczącym zbierania zapotrzebowania.
Tymczasem szef rządu, Mateusz Morawiecki zapewnia, że węgiel, który trafia do kraju, jest wysokokaloryczny.

Magdalena Lizurej
[email protected]

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kulisy.net




Reklama
Najnowsze wiadomości