27 maja przypadkowy przechodzień spacerujący z psem we Wróblewie zaalarmował służby. Mijając zaparkowaną ciężarówkę zauważył, że pod samochodem ktoś leży. Początkowo uznał, że naprawia lub sprawdza coś pod autem. Wracając zobaczył, że człowiek znajduje się dokładnie w tej samej pozycji. To go zaniepokoiło. Zadzwonił pod numer alarmowy. Niestety, najgorsze przypuszczenia potwierdziły się.
Tragedia miała miejsce wieczorem 27 maja na bocznej drodze we Wróblewie, w powiecie sieradzkim. Prawdopodobnie kierowca zjechał tam, aby samodzielnie usunąć usterkę w samochodzie. Doszło do nieszczęścia. Mężczyzna zmarł.
Przed godziną 20, dyżurny Powiatowego Stanowiska Kierowania KP PSP w Sieradzu przyjął zgłoszenie o miejscowym zagrożeniu na drodze we Wróblewie.
Na miejsce zadysponowano cztery zastępy straży pożarnej, w tym dwa z JRG PSP Sieradz, OSP KSRG Wróblew i OSP KSRG Kobierzycko. W akcji brało udział łącznie 18 strażaków. Czynności podjął też zespół ratownictwa medycznego i policja.
Po przybyciu na miejsce strażacy ustalili, że na jednej z bocznych dróg stoi samochód ciężarowy, a pod nim znajduje się człowiek. Właściciel ciężarówki, podczas wykonywania prac naprawczych pod autem, został przygnieciony. Przyciśnięcie nie było miażdżące, ale dotyczyło głowy. Mężczyzna nie przeżył. Miał ok. 50 lat.
- Przyciśnięty mężczyzna znajdował się między kołem a zabudową pojazdu. Po wyciągnięciu okazało się, że niestety człowiek nie żyje – informuje oficer prasowy Komendanta Powiatowego Państwowej Straży Pożarnej w Sieradzu st. kpt. Krzysztof Ignaczak.
- W momencie wyciągnięcia spod samochodu mężczyzna nie miał już funkcji życiowych. Pewne symptomy wskazywały, że mógł tam przebywać już kilka godzin – mówi rzecznik Ignaczak.
Działania policjantów na miejscu tragedii trwały do późnych godzin nocnych. Strażacy z OSP KSRG Wróblew wrócili jeszcze, żeby pomóc policji w prowadzeniu czynności, oświetlając miejsce zdarzenia.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze