W sobotę, 16 lipca, przy remizie strażaków z Siemkowic, odbyła się nie lada impreza. Piknik charytatywny pod hasłem „strażacy dla Aleksandra” zmobilizował sponsorów oraz darczyńców. Mieszkańcy wykorzystali okazję, aby spotkać się na festynie, a przy okazji pomóc choremu chłopcu.
Aleksander Góra to synek druhów z OSP Siemkowice, Klaudii i Michała. Chłopiec cierpi z powodu wady genetycznej, zespołu Wolfa-Hirschhorna. Wkrótce musi przejść kilka zabiegów, lekarze muszą zoperować jego serce, oczy i zrastające się ciemiączka.
- Aleksander, to jest syn naszych przyjaciół, niestety los ich pokrzywdził, urodziło im się bardzo chore dziecko – podaje Ireneusz Mizera, skarbnik jednostki.
-Postanowiliśmy pomóc, zebraliśmy fundusze na zorganizowanie pikniku. Wszystko, co trafi do puszek, zostanie przekazane na potrzeby chłopczyka.
Dla najmłodszych strażacy zorganizowali zabawę na dmuchańcach czy plecenie warkoczyków. Starsi mogli się pokrzepić smakołykami z grilla czy ciastem. Wieczorem zaplanowano dyskotekę.
- Wszystko na stoiskach jest dostępne za dowolną opłatą – podaje gospodarz, Kinga Gleń.
- Ludzie praktycznie z terenu całej gminy się zjednoczyli i upiekli ciasta. Trafiły do nas dary m.in. od kół sołeckich, ale też od osób prywatnych.
Jak zaznaczają druhowie do współpracy udało im się zaprosić około 40 sponsorów.
- Mamy ciasto, bigos. Chętnie dołączamy się do takiej pięknej akcji, w kupie siła, a chodzi o to, aby jak najwięcej pieniążków zdobyć, to wszystko z serca - opowiadała Aurelia Płuciennik z Koła Emerytów Rencistów i Inwalidów
- Ciasta są własnoręcznie robione. Już dzień wcześniej wkładałyśmy je do pojemników i dzisiaj od południa znowu wkładamy. Za jeden dzień wszystkiego się nie zrobi o czywiście wymaga to wszystko poświecenia i przygotowania – zaznacza.
-Bigos same gotowałyśmy. Chciałabym podkreślić, że bardzo dziękuję ludziom dobrego serca, to wszystko jest dane, to jest ludzi praca. Do tej pory się nie spotkałam, żeby dać 40 kg kiełbasy, kaszanki czy chleba –dodaje.
Swoją cegiełkę do pomocy dla Aleksandra dorzucili Małgorzata i Henryk Zadworni, producenci miodu, którzy oferowali wyrób z własnoręcznie wyprodukowanych zapasów. .
- To jest produkt z naszej pasieki – podkreślał Zadworny.
- Ja pracuję przy pszczołach w polu, a żona odwirowuje miód. Od 19 lat się tym zajmujemy – podaje, dodając, że w tym roku z powodu gorszej sytuacji krajan, zainteresowanie jego produktami jest wyraźnie mniejsze.
Również członkowie straży z drużyny młodzieżowej, uatrakcyjniali rodzinny festyn. Nastolatkowie pokazali umiejętności nabyte podczas szkoleń.
- Chcielibyśmy, aby przekazywali wiedzę i umiejętności swoim rówieśnikom – relacjonuje skarbnik.
- Wszystko się odbywa pod naszym nadzorem. Jest czas na zadawania pytań, a my odpowiadamy
Magdalena Lizurej
[email protected]
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze