Ogródki działkowe to takie tajemnicze miejsca, gdzie mimo panującego wokół pośpiechu, hałasu i ciągłego przepychania się do przodu, jest cisza, spokój, a ludzie są dla siebie przyjaźni. W Wieluniu takich ogródków jest ponad tysiąc. Odwiedziliśmy kilka z nich, aby dowiedzieć się, jak się ludziom tu żyje.
Barbara Kaczor – Janas, Radomir Janas i Iwona Kaczor mieszkają w bloku na Starych Sadach. Działkę w Rodzinnym Ogrodzie Działkowym „Lasek” mają od siedmiu lat.
- Bardzo lubimy to miejsce – uśmiecha się Iwona Kaczor.
- Za jego zieleń, której najbardziej brakuje w blokach. Za to, że nie ma tu betonu i nie jest tak gorąco, jak w mieszkaniu.
- To jest taka nasza odskocznia od codzienności – dodaje Radomir Janas.
- Taka chwila zapomnienia.
Działkę traktują głównie rekreacyjnie. Nie uprawiają tu żadnych warzyw. Mają jabłonie i śliwy. Jest tu za to bardzo dużo kwiatów.
- Są między innymi begonie zwisające, pelargonie, lobelie, dalie, petunie – wylicza pani Iwona.
- A na skalniaku posadziliśmy bratki. Jak kupiliśmy działkę, to tu nic nie było tylko fundamenty pod domek. Potem wspólnie naradzaliśmy się, gdzie, co postawić, posadzić, gdzie moglibyśmy coś jeszcze poprawić. I tak zaprojektowaliśmy, a następnie własnymi rękami zrobiliśmy to wszystko.
Swój pobyt na działce rodzina rozpoczyna raz od wypicia kawy, innym razem od podlewania, czy grabienia, a jeszcze kiedy indziej od wyrywania chwastów. Tu nie ma reguły. Ale już na pierwszy rzut oka widać, że działka jest wychuchana.
- Do wychuchania jej jeszcze brakuje, ale jesteśmy na dobrej drodze – śmieje się pani Iwona.
- Wymaga to przede wszystkim systematyczności – wyjaśnia jej tata Radomir.
- Codziennie trzeba poświęcić jej chwilę - nieraz godzinkę, nieraz mniej. Bo jak się troszkę odpuści, to potem jest dużo pracy.
Za wielki atut działki, rodzina uważa sąsiadów.
- Są oni super i to jest najfajniejsze – mówi bez namysłu pan Radomir.
- Można powiedzieć, że wszyscy tworzymy tu taką działkową rodzinę.
- Jeden drugiemu zawsze coś pomoże, porozmawiają – dodaje Barbara Kaczor – Janas.
Również w ROD „Lasek” swoją działkę ma Marek Szymański z Wielunia.
- Kupiliśmy ją z żoną spontanicznie dziesięć lat temu – opowiada.
- Jechałem rowerem tą ścieżką obok i tu na furtce wisiała karteczka o sprzedaży. Rzuciłem na działkę okiem. A że akurat nikogo nie było, zrobiłem też parę zdjęć. Gdy zobaczyły je żona i córki, decyzja była krótka: trzeba to kupić i koniec. Wtedy tu był tylko ten grill z wędzarnią i nowiutki domek, który jeszcze pachniał drewnem.
To, jak działka wygląda dzisiaj, to efekt wspólnej pracy pana Marka i jego żony.
- Przez te dziesięć lat, co roku coś tu dosadzamy, ale bez żadnego jakiego planu – mówi mężczyzna.
- Więc mamy maliny, jeżyny, borówki amerykańskie, porzeczki, agrest, czereśnię, jabłonkę. Czereśnia, co prawda owoców nie miała, ale kwitła pięknie. Za to będzie coś tam wiśni. A te tuje przy płocie wsadziliśmy trzy lata temu. Były malutkie, a teraz już ładnie podrosły i taki parkan się z nich robi.
Na działce dominują jednak kwiaty. Wśród nich róże, lilie i rododendrony, które królują tu w maju.
- Kwiaty to jest żywioł żony, jej robota – uśmiecha się pan Marek.
- Ja się do nich specjalnie nie pcham. Ona je dogląda. Jak tylko przyjdzie na działkę, to zaraz zaczyna chodzić koło kwiatów.
Marek Szymański jest od trzech lat emerytem i bardzo lubi spędzać czas na swojej działce.
- Najpiękniej tu jest rano – zachwyca się.
- Panuje taki spokój. Powietrze jest świeżutkie. Słońce świeci jeszcze nisko i błyszczy się rosa. A na dzikiej czereśni kosy uwiły gniazdo i wylęgły się w nim dwa małe. To normalnie bajer. Ja już nigdzie nie muszę jeździć na wczasy. Tu jest najlepiej – bez tłoku, bez hałasu i upałów.
Rekreacyjny charakter ma również działka Elżbiety i Mariusza Pilarczyków z Wielunia. Podobnie jak poprzednie, także ona znajduje się na terenie ROD „Lasek”.
- Działkę mamy już sześć lat – rozpoczyna pan Mariusz.
- Kupiła nam ją teściowa na rocznicę ślubu. Gdy się pojawiła pandemia, to ta działka uratowała nam życie, bo mieszkamy w bloku w małym mieszkanku. A nigdzie nie można było wyjść, więc przyjeżdżaliśmy tutaj.
Wszystko, co znajduje się na działce, to efekt pracy i pomysłu jej właścicieli.
- Jak ją dostaliśmy, to nic tu właściwie nie było – wspomina pani Elżbieta.
- Ani prądu, ani wody. Stał tylko garaż, a więc zagospodarowywaliśmy ją od podstaw. Jak nastała pandemia, to zaczęliśmy budowę domku.
Teraz stoi on już w swojej pełnej krasie. Można w nim mieszkać cały rok, bo jest ocieplony. Największe wrażenie robi okazały taras.
- Dziewięćdziesiąt procent czasu spędzamy na nim – mówi pan Mariusz.
- Mamy tu takie bujaki, które są bardzo lubiane przez dzieci – dodaje małżonka.
- Stoi też tam drewniany stół, który mąż sam zrobił.
Swój kącik na działce mają również dzieci. Oliwia i Tobiasz mogą bawić się na małym placu zabaw z huśtawką i zjeżdżalnią.
Działka jest ciągle w trakcie tworzenia. Właściciele chcą wymienić trawę na nową, a przy okazji wyrównać powierzchnię działki. Zamierzają też zrobić miejsce na grilla, przy którym można by było posiedzieć. A Mariusz marzy też o skalniaku.
- Dzisiaj nie wyobrażamy sobie życia bez działki – twierdzą zgodnie małżonkowie.
- Ona jest takim naszym oczkiem w głowie.
Barbara i Andrzej Drygałowie mają działkę w pobliżu osiedla Kardynała Stefana Wyszyńskiego w ROD Poziomka. Nabyli ją pięć lat temu.
- Tutaj bardzo trudno jest kupić działkę – zauważa pan Andrzej.
- Bo jak się tylko pojawi jakieś ogłoszenie o sprzedaży, to zaraz są chętni. My z półtora roku szukaliśmy tej działki. Rowerami jeździliśmy tu i pytaliśmy o taką. I w końcu znaleźliśmy. Mamy tu blisko z domu, pieszo około dziesięciu minut drogi.
- Chcieliśmy taką działkę, żeby mieć swoje warzywa, a przede wszystkim odpocząć – dodaje pani Barbara.
- I kiedy przejdziemy na emeryturę, to żebyśmy nie musieli siedzieć w bloku na balkonie w tych czterech ścianach.
Podzielili ją na dwie części – rekreacyjną i warzywną. Rozdziela je alejka obsadzona kwiatami, która kończy się przy domku.
- Ten domek to duma naszej działki – mówi pani Barbara.
- Mąż zbudował go sam.
- Ale żona mi w tym pomagała – od razu dodaje pan Andrzej, który obok domku zbudował również huśtawkę.
- To dla Barbary, żeby mogła na niej wypoczywać.
Na warzywniaku posadzone są ogórki, pomidory, fasolka szparagowa, cebula, buraczki.
- Ogórki to na kiszenie, sałatki, pikle, a z pomidorów robimy przeciery – wyjaśnia kobieta.
- Jest komu rozdać, bo mamy dwóch synów. Na działce rosną też jabłoń, śliwa, trochę malin, borówek i jeżyn.
Państwo Drygałowie bardzo kochają swoją działkę. Przychodzą tu, kiedy tylko mają na to czas. Robią to nawet zimą.
- Napalimy sobie wówczas w kominku, wypijemy kawę, posiedzimy godzinkę – dwie i wracamy – mówią.
- Bo tu jest zawsze pięknie, również zimą.
Halina Kuczera z Wielunia też ma działkę przy osiedlu Kardynała S.Wyszyńskiego. Gospodaruje na niej już od 37 lat.
- Pochodzę ze wsi i bardzo chciałam taką działkę – mówi pani Halina.
- W domu mieliśmy pole, więc robotę w ziemi znam. Jak tylko zaczęli rozdawać te ogródki, to złożyliśmy z mężem podanie do Związku Działkowców, no i przyznali go nam.
Jej działka odróżnia się od większości sposobem zagospodarowania. Tu dominuje funkcja użytkowa.
- Zawsze starałam się, żeby na niej wszystko było – warzywa, owoce i kwiaty – mówi.
- Kiedyś sadziliśmy tu nawet ziemniaki, kalafiory, czy kapustę. Dziś są tu pomidory, fasola, czosnek, marchew, koper, dynia i wiele innych. Z owoców mam wiśnie, brzoskwinie, morele, gruszki, aronię, winogron. A potem to wszystko wykorzystuję. Robię przetwory, zamrażam. Moje wnuczki w ogóle nie jadły gerberków. Sami robiliśmy musy.
Praca na działce jest dla pani Haliny relaksem. Przez tyle lat bardzo dobrze poznała różne tajemnice upraw i dzisiaj chętnie dzieli się nimi z młodszymi działkowiczami.
- Staram się tu być codziennie, choć nie zawsze mi to wychodzi – przyznaje.
- Mój mąż też kochał to miejsce. Mówił, że to dla niego sanatorium i wczasy. Dlatego teraz uprawiam głównie kwiaty cięte, żeby zanieść mu na grób. Bo też mu się coś z działki należy. Cieszy mnie to, że mam tutaj takich dobrych sąsiadów. Żyjemy ze sobą bardzo dobrze i zawsze mogę na nich liczyć.
Ela Wodecka
[email protected]
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze