Z kndydatką na burmistrza Elżbietą Urbańską-Golec o trwającej kampanii wyborczej i innym spojrzeniu na Wieluń, rozmawia Sławomir Rajch
Zrobiliście to, jesteście w drugiej turze. Dodatkowo jako Obywatelski Wieluń, wprowadziliście do Rady Miejskiej trzy nowe nazwiska. Czy wynik, który pani uzyskała, ponad 25 proc. poparcia, jest dla pani zadowalający i czy to dobry prognostyk na II turę?
- Siedmiu kandydatów na burmistrza to duża liczba, która nie czyniła mnie pewną tego, że wejdę do drugiej tury. Programy kandydatów były bardzo podobne, więc to nie jest do końca tak, że liczyłam na tę drugą turę. Spodziewałam się, że otrzymam ponad dwa tysiące głosów, mam ich dużo więcej, ok. 3400. To dla mnie bardzo zadowalający wynik. Nasza formacja zaczynała od zera, nie ma zaplecza partyjnego i doświadczenia kampanijnego. Wszyscy przyglądali się nam z ciekawością, czekali na nasze błędy. Poradziliśmy sobie świetnie. Wprowadzenie trzech radnych to sukces. Mają oni wiedzę, wykonali ciężką pracę w kampanii. Ten wynik to nie przypadek, to efekt tego co założyliśmy sobie na początku, czyli że będziemy uczciwie walczyć o głosy wyborców.
Z perspektywy tych kilku dni myśli pani, że można to było rozegrać inaczej, lepiej przepracować tę kampanię i osiągnąć wyższy wynik?
- Oczywiście zawsze można coś zrobić lepiej i bardziej efektywnie. Tutaj mamy sukces, bo celem była druga tura. Ta kampania jest specyficzna. Zaczęła się w dość nietypowym okresie meteorologicznym, bo pierwsze dni czy tygodnie przypadły na zimę, dopiero teraz zrobiło się cieplej. W Wieluniu było siedmiu kandydatów na burmistrza, do tego każdy komitet wystawił swoich radnych. Było strasznie trudno, żeby wiele rzeczy zorganizować pod kątem logistycznym. Od samego początku przyjęliśmy strategię, że nie patrzymy na błędy innych, tylko chcemy uniknąć własnych. Kampania była bardzo kreatywna, włożyliśmy w nią bardzo dużo pracy i generalnie jesteśmy z niej zadowoleni.
Rozumiem, że nie zgadza się pani zupełnie z tezą Pawła Rychlika, że była to kampania jałowa.
- Nie wiem, co pan poseł miał na myśli, mówiąc te słowa. Być może chodziło o kwestie związane z jakimiś bardzo twardymi argumentami, być może zabrakło panu posłowi mocnej krytyki urzędującego burmistrza. My w kampanii nie chcieliśmy robić podziałów, szukaliśmy jako Komitet Wyborczy Obywatelski Wieluń zgody, tego, co można zrobić dla samorządu. Być może w takim sensie była jałowa, bo każdy skupiał się na sobie. Nie oceniam jej jednak negatywnie.
Na pewno po ogłoszeniu wyników odebrała pani mnóstwo telefonów z gratulacjami. Czy były też takie, które panią zaskoczyły?
- Było ich dużo, ale najfajniejsze rzeczywiście są te od mieszkańców, do których dotarliśmy i których do siebie przekonaliśmy. Jeden rzeczywiście mnie zaskoczył. Skontaktowała się ze mną jedna z wieluńskich rodzin, która ma niepełnosprawne dziecko. W trakcie rozmów, podczas kampanii wyborczej, poprosili mnie o znalezienie pomocy psychiatrycznej dla ich dziecka. Udało mi się znaleźć numer i ich zarejestrować. Dzwonili do mnie kilka razy, ja nie mogłam odebrać, bo tych telefonów było mnóstwo. Później jednak udało nam się wreszcie porozmawiać i było to najbardziej wzruszające podziękowanie.
To był moment wzruszający i pokazujący, że warto iść w politykę?
- Bez wątpienia był to rozczulający moment. To, co mnie jeszcze naprawdę zaskoczyło to fakt, że nasze filmy publikowane w mediach społecznościowych miały bardzo dużą oglądalność. Może to nie przekładało się na te popularne "lajki", ale po opublikowaniu informacji, na messengerze sporo się działo.
W czym jest Pani lepsza od Pawła Okrasy? Dlaczego ludzie powinni pójść na wybory i głosować na Elżbietę Urbańską-Golec?
- Mam zupełnie inny styl i spojrzenie na sposób sprawowania władzy. Jestem osobą bardzo zadaniową. Można wiele opowiadać o tym, jak powinno wyglądać sprawowanie władzy przez burmistrza. Jeżeli jest jakiś pomysł, rzecz do zrobienia to trzeba ją konsekwentnie wykonać i nie ulegać wpływom różnych środowisk. Jestem praktykiem, a nie politykiem. W swoich działaniach chcę skupić się na mieszkańcach, ale też i na konkretnych projektach. Jestem też osobą, która chce łączyć, a nie dzielić.
Zdawała sobie pani sprawę, że ta druga część kampanii, czyli przed drugą turą może wyglądać zupełnie inaczej, będzie mniej delikatna? Była pani gotowa na jakieś ataki?
- Już w pierwszej turze nie oszczędzano nas, pojawiało się bardzo wiele informacji, które nie są prawdziwe, nie były związane ze mną. Pojawił się hejt, wiązanie mnie z PiS-em, publikowanie zdjęć z przeszłości, przesyłanie różnych rzeczy przez komunikatory internetowe. Teraz jest walka o wszystko, o fotel burmistrza, choć moim zdaniem słowo „walka” nie jest adekwatne. Określiłabym to mianem możliwości pracy na rzecz mieszkańców. Być może tu jest ta duża różnica między mną, a innymi kandydatami. Mam dystans do słowa "zwycięstwo", bo co ono tak dokładnie oznacza? Objęcie przez kogoś posady burmistrza? Moim zdaniem nie. To zwycięstwo idei, pomysłów, chęci zmian w samorządzie.
Mówi pani o tym, w jaki sposób była atakowana w tej kampanii wyborczej. Jest też argument, który zdaje się burmistrz chce wykorzystać w drugiej turze. Chodzi o to, że mieszka pani na terenie gminy Czarnożyły.
- Mogłabym teraz zadać pytanie: czy mieszkając w Wieluniu, czy gdziekolwiek indziej, nie mogę odpowiednio wykonywać swojej pracy? Jest to argument populistyczny. Jest wielu samorządowców w województwie łódzkim, którzy mieszkają gdzie indziej, a są burmistrzami czy wójtami w innych gminach. Gmina Czarnożyły nie leży też za górami, za lasami, jest we wszystkim związana z Wieluniem. Dodatkowo nie ma to wpływu na moje dokonania życiowe, które można gołym okiem zobaczyć w Wieluniu, a nie w Czarnożyłach.
Czego spodziewa się pani w drugiej turze? Jakiego procentowego rozkładu głosów się pani spodziewa?
- Jestem daleka od dokładnego szacowania wyników i pewności. Podchodzę do tego z wielkim dystansem. Są statystyki, że ten drugi kandydat, występujący przeciw obecnemu włodarzowi zbiera głosy od osób, które odpadły w pierwszej turze. Ja jednak nie jestem do nich przekonana. To jest głos wyborców i trzeba ich przekonać do tego, żeby oddali go na mnie. Całą tę kampanię prowadzę po to, aby przekroczyć granicę 50 proc. i zdobyć mandat do tego, by być burmistrzem. Biorąc pod uwagę frekwencję z 7 kwietnia, głównym zadaniem będzie zmobilizowanie mieszkańców gminy do tego, żeby poszli na wybory.
Znamy skład nowej rady miejskiej. Czy widzi pani w tych ludziach potencjał do rozmowy i współpracy, czy myśli pani, że dobrze by się z nimi współpracowało?
- Pierwsza moja myśl była taka, żeby z każdym nowym radnym porozmawiać. Chciałabym osiągnąć z nimi porozumienie i chęć do współpracy. Tam nie ma osób przypadkowych, jeśli wyborcy dali mandat właśnie im, to z jakiegoś powodu. Znam ich dokonania i uważam, że mimo rozproszenia mandatów, potencjał rady jest bardzo duży. Będzie tam dużo doświadczenia i wiedzy, a także - zwłaszcza ze strony moich radnych - chęć do zmian i działania. Szanuję to i zdaję sobie sprawę, że jak w każdej radzie będzie opozycja. To jest jednak ten obszar, który można wykorzystać do rozwoju, choć łatwo na pewno nie będzie.
Jaki ma pani pomysł na pokonanie rywala? Może np. w ilości czy wielkości banerów?
- Nie, ta "gigantomania" jest mi w ogóle całkowicie obca...
... czyli nowych, wielkich banerów pani rozwieszać nie będzie?
- Zmienimy trochę w kampanii profil spojrzenia na wybory. Jeśli dotychczas mówiliśmy, że zasługujemy na więcej to teraz, jak jestem w drugiej turze chcemy powiedzieć, że lepszy Wieluń jest możliwy. Idziemy w tym kierunku, że to, co dzisiaj wydaje się abstrakcyjne jak np. wprowadzenie Wielunia w grupę miast, które są dla nas wzorem pod różnym kątem, jest naprawdę możliwe do realizacji. Przede wszystkim wspólnota, realizowanie wielu zadań po konsultacjach z mieszkańcami, zmiana kontaktu na linii urząd - mieszkaniec, burmistrz - rada. Do tego wprowadzenie nowego myślenia, że się da, że można. Wyzwaniem jest m.in. zadłużenie miasta i realizacja odkładanych inwestycji. Za chwilę wzrosną ceny energii, nie mamy w Wieluniu za dużo możliwości oszczędzania na wydatkach w budynkach publicznych. Jeśli zostanę burmistrzem, pierwszy rok będzie kluczowy pod kątem pozyskania środków z Krajowego Planu Odbudowy, którego perspektywa sięga 2026 roku. Lepszy Wieluń jest możliwy, jeśli weźmiemy się do pracy, przestaniemy dzielić, a zaczniemy współpracować.
Jeśli mówimy o pracy to wiadomo, że zmiana burmistrza wiąże się też - z częściową przynajmniej - wymianą kadry w ratuszu. Ma pani jakieś plany w tym zakresie? Czy pracownicy ratusza mają się czego bać?
- To była bardzo niefajna rzecz w tej kampanii, panowała taka narracja, że będę robić „czystki”, jeśli wygram wybory. Oczywiście, że muszę przyjrzeć się na początku strukturze niektórych wydziałów, na pewno wzmocnić te, które będą kluczowe w kontekście pozyskiwania środków czy realizowania inwestycji. Struktura urzędu musi być przede wszystkim dostosowana do skutecznej realizacji konkretnych zadań.
Wyobraża sobie pani ten moment, w którym dociera wiadomość o tym, że będzie pani nowym burmistrzem?
- Wbrew pozorom jestem człowiekiem - pod względem emocji - dość spokojnym. Bardziej wzrusza mnie telefon od mieszkańca z podziękowaniem niż wielka rzecz, która dotyczy bezpośrednio mnie. Chciałabym powiedzieć z całą siłą i mocą, że to dla mnie bardzo odpowiedzialna rzecz. Jeśli wyobrażam sobie teraz ten moment, to nie jako wielka euforia, ale jako moment głębokiej refleksji i odpowiedzialności. Od tego czasu rozpocznie się praca na rzecz mieszkańców.
Czy ma pani takie odczucie, że jako kobiecie jest pani trudniej pokonać swojego przeciwnika?
- Obawiałam się tego na początku, kiedy przystępowałam do kampanii. Zastanawiałam się czy Wieluń jest w stanie zaakceptować kobietę na stanowisku burmistrza. Obecnie nie czuję się gorzej z tego powodu, nie czuję też, żeby miałoby być mi trudniej. Powiem więcej - uważam że bycie kobietą to mój atut. Nie muszę wygrać tych wyborów za wszelką cenę, a moje zdanie nie musi być najważniejsze. Mam umiejętności do tego, żeby rozwiązywać problemy w formie dialogu, rozmowy i dążenia do wspólnego punktu. Czasami trwa to krócej, czasami dłużej. Jestem konsekwentna i wiem, do którego momentu chcę dojść. I dojdę!

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze