Historia ta rozpoczyna się w 1777 roku w Skomlinie. Ówczesny łowczy sieradzki i kasztelan wieluński Władysław Bartochowski stawia w swoim skomlińskim majątku spichlerz zbożowy. A budowla nie byle jaka. Na podmurówce, z drewna modrzewiowego, trzykondygnacyjna, pokryta dwuspadowym dachem z gontów i gotowa pomieścić 300 ton zboża. Staje się budynkiem gospodarczym unikalnym w skali kraju.
Imponujący spichlerz w Skomlinie przez wieki rzetelnie pełni swoją funkcję. Jednak lata mijają i ząb czasu nie oszczędza budowli. Obiekt wymaga gruntownej rewitalizacji. Doskonale wiedzą o tym członkowie Stowarzyszenia Miłośników Ziemi Skomlińskiej i wójt gminy Skomlin. Wspólnie postanawiają działać.
- Próby i pomysł na odnawianie spichlerza pojawiły się już niemal ćwierć wieku temu. Wcześniej obiekt był mocno eksploatowany przez gminną spółdzielnię. Przeznaczony był na maksymalnie 400 ton zboża, a sypano do niego nawet i 700! – opowiada wójt gminy Skomlin Grzegorz Maras i dodaje, że w efekcie ściany trochę się zwichrowały.
A dach był już tak zrujnowany, że miłośnicy ziemi skomlińskiej nie mogli na to dłużej bezczynnie patrzeć. Zwrócili się z propozycją do wójta Marasa i wspólnie złożyli wniosek o dofinansowanie. Prezesem stowarzyszenia był wówczas profesor Akademii Górniczo - Hutniczej w Krakowie Jan Małolepszy, pochodzący ze Skomlina i darzący tę ziemię niezmiennym sentymentem.
Przyznane wówczas środki wystarczyłyby tylko na jedną połać dachową, wobec czego ostatecznie z remontu zrezygnowano. Jak mówi wójt Grzegorz Maras, to jednak była „pierwsza jaskółka wiosnę czyniąca”.
- Po dwóch, czy trzech latach złożyłem ponownie wniosek, gdy nadarzyła się okazja. Tym razem udało się i gont wymieniliśmy. Przy okazji zrobiliśmy lekkie poprawy konstrukcji i wreszcie przestało się do środka lać – opowiada ze swadą włodarz gminy Skomlin i dodaje, że parę ładnych lat od tego momentu upłynęło, a gont będzie konserwowany już trzeci raz.
Od tamtej pory ciągle jest coś robione, drobne naprawy i poprawki. Ten obiekt wymaga jednak większego nakładu finansowego. I tu złotym środkiem okazała się współpraca gminy ze starostwem wieluńskim.
- Starostwo złożyło wniosek do Polskiego Ładu, a realizację inwestycji scedowało na nas. Mamy ok. 250 tys. zł na konserwację gontu i wymianę odeskowania szczytów dachowych – mówi Grzegorz Maras.
Kolejne środki gmina pozyskała już samodzielnie. Otrzymana kwota dofinansowania pozwala na szerszy zakres inwestycji. Remont obejmie wnętrze spichlerza. Nastąpi m.in. wymiana podłóg, konserwacja konstrukcji drewnianych, odgrzybianie – na to gmina wyda blisko 700 tys. zł. Ten etap zabezpieczy obiekt i przygotuje go do tworzenia izby pamięci. Ma być zakończony do połowy przyszłego roku. Potem gmina zacznie szukać środków na tworzenie samej izby pamięci. W planach są m.in. biura, pomieszczenia socjalne i boksy tematyczne.
Wójt Grzegorz Maras podkreśla, że z chęcią wspiera projekt, ale izba pamięci to przede wszystkim pomysł, plan i zaangażowanie Stowarzyszenia Miłośników Ziemi Skomlińskiej.
- W ubiegłym roku stowarzyszenie przeprowadziło zbiórkę eksponatów, które mogłyby prezentować się w izbie pamięci. W ten sposób zgromadziliśmy ponad 700 wyjątkowych przedmiotów.
- Ludzie przywozili dosłownie cuda. Na przykład kołyskę z czasów przedwojennych, pokrytą malunkiem z tekstem kołysanki i kwiatami. To naprawdę coś fajnego i robi wrażenie - z radością opowiada wójt.
Wachlarz potencjalnych eksponatów jest szeroki. Od kopaczki czy butów z XVIII wieku, poprzez inne różności i dawne przedmioty codziennego użytku, robiące dziś niesamowite wrażenie. To wszystko, co ludzie przez lata gromadzili gdzieś na strychach czy zachowali na pamiątkę, teraz poprzynosili na wyposażenie gminnej izby pamięci.
Wszystko jest skatalogowane, zabezpieczone, zapakowane i pieczołowicie ułożone na paletach. Skarby ziemi skomlińskiej cierpliwie czekają, by ujrzeć światło dzienne i godnie prezentować się oczom zwiedzających miejscową izbę pamięci.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze