Reklama

Zakasali rękawy do roboty

Budynek po szkole podstawowej we Wielgiem tylko w części jest zagospodarowany przez przedszkole i bibliotekę. Od kilku lat większość pomieszczeń stała pustych. To się może wkrótce zmienić, ponieważ gmina przeznaczyła obiekt na potrzeby zakwaterowania uchodźców z Ukrainy. O to, aby sale doprowadzić do użytku, zadbali mieszkańcy Dymku i Wielgiego.

W środę, 2 marca, w dawno nieużywanej części starej szkoły panował gwar, jakiego od kilku lat tu nie widziano. W ruch poszły szczotki, ścierki i mopy. Mieszkańcy Wielgiego i Dymu skrzyknęli się, aby przygotować miejsce dla uchodźców z ogarniętej wojną Ukrainy. Każdy kąt został wypucowany. Kolejnego dnia, w czwartek, w oknach zawisły pachnące, białe firany.
- W pierwszej kolejności uchodźcy będą kwaterowanie w Szkole Podstawowej w Ostrówku, wcześniej działało w tym miejscu gimnazjum, więc nie wszystkie pomieszczenia są używane. – podaje wójt Ryszard Turek, wójt Ostrówka.
- Dyrektor Andrzej Jażdżyk uznał, że wystarczy sal, aby dzieci się uczyły na górze. Trzy sale na dole, z dostępem do natrysków i łazienek, przekaże uchodźcom.  Na holu będą mieli coś w rodzaju stołówki. W szkole jest miejsce dla około 25 osób.  Jeśli zostaną zapełnione,  kolejni uchodźcy zostaną umieszczeni we Wielgiem. Ile ludzi o nas do nas trafi, o tym zdecydują służby wojewody, które zajmują się rozlokowaniem uchodźców. 
Wójt zaznacza, że również prywatne osoby przyjmują sąsiadów zza wschodniej granicy. Kilka rodzin ukraińskich znalazło schronienie u mieszkańców. 
We Wielgiem może zamieszkać około 40  osób. 
- Umyte zostały okna, przetarta  podłoga,  uruchomione zostały sanitariaty  - wymienia Łukasz Mądraszek, naczelnik OSP Wielgie.
-Teraz działają tak, jak wtedy, gdy jeszcze szkoła funkcjonowała. Z  mniejszych łazienek są zrobione prysznice.  Jeśli chodzi o elektrykę, to góra jest skończona, dół został do lekkich poprawek.
Naczelnik zaznacza, że przy porządkowaniu pomieszczeń pracowało nawet około 20 osób. 
 - Musimy jeszcze zorganizować kuchnię, aby te osoby, które będą tutaj mieszkały, mogły sobie coś ugotować – mówi Mądraszek.
- Mieszkańcy już deklarowali, że kuchenki czy lodówki, jeśli ktoś ma, to tutaj dostarczą. W strażnicy też mamy taką lodówkę, której nie używamy, bo posiadamy nową, możemy ją tutaj dostarczyć- dodaje. 
Mężczyzna sądzi, że pewne kwestie mogą wyniknąć na bieżącą, w trakcie użytkowania budynku. Wtedy trzeba będzie się z nimi zmierzyć.
Jedną z osób, która chciała pomóc w doprowadzeniu budynku do odpowiedniego stanu, jest Danuta Migdał. Jak sama przyznaje, nie jest w stanie ciężko pracować, ale może pomóc chociażby potrzymać firany przy wieszaniu. 
 - Córka tutaj była,  sprzątała – mówi 74-latka.
- Trzeba pomagać.  Moi rodzice wspominali wojnę. Tata w Niemczech był na wojnie, opowiadali ludzie, jak było.  Polska to samo przechodziła w 1939 r., co Ukraina teraz. Każdy chce spokoju, było tak dobrze, Ja mam już swoje lata, także co Bóg da, to będzie, ale dla małych dzieci to stres. Mej wnuki też przeżywają. A dopomagać uchodźcom, kiedy jest tak ciężko, to trzeba. Nie wiemy, co nas może spotkać.
 

Magdalena Lizurej
[email protected]

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kulisy.net




Reklama
Najnowsze wiadomości