Reklama

Były kolędy, klasyka i humor też

W niedzielę, 14 stycznia, Orkiestra Dęta OSP Słupsko po raz kolejny dała koncert noworoczny. Była to impreza, którą można nazwać wydarzeniem muzycznym w najpełniejszym tego słowa znaczeniu. Wygrani byli wszyscy ci, którzy na nie przyszli do miejscowej remizy.

 

Już samo wejście muzyków na scenę było małym spektaklem. Wchodzili od ostatniego rzędu i od razu intonowali kolędę. Było to kilkanaście dźwięków, które powtarzały się. Następni, którzy zajmowali swoje miejsca, przyłączali się do tego i brzmienie stale się wzmacniało. Gdy już wszyscy zasiedli za pulpitami i pojawił się dyrygent Damian Janas, kolęda wreszcie zabrzmiała pełną mocą. Spotkało się to z bardzo gorącym przyjęciem publiczności. A potem ze sceny popłynęły dźwięki kolejnych kolęd i pastorałek.

Reklama

Niewątpliwą atrakcją koncertu była również schola „Jeruzalemki”, którą przy parafii w Mokrsku prowadzi Lucyna Panaszek. Dziewczynki pokazały, że nie tylko potrafią ładnie śpiewać, ale i współpracować z orkiestrą dętą, która im akompaniowała.

Koncert miał dwie wyraźne części. W pierwszej publiczność słuchała kolęd i pastorałek, w drugiej orkiestra grała klasykę muzyki symfonicznej. Część pierwsza zakończyła się dość zaskakująco i pokazała, że w orkiestrze są również utalentowani wokaliści. Jeden z muzyków, trębacz Karol Kowalik, zaśpiewał pastorałkę „Bosy pastuszek”. Wspierały go w tym „Jeruzalemki”, a akompaniowali oczywiście koledzy z orkiestry. Wszyscy zebrali gromkie brawa.

Reklama

Część drugą rozpoczął znany „Marsz torreadora” z opery „Carmen” Georges’a Bizeta. I już tu widać było, że w trakcie koncertu będzie się działo. I rzeczywiście, kolejne utwory przyjęte zostały przez publikę bardzo ciepło, a wręcz entuzjastycznie. W wykonanym błyskotliwie „Walcu nr 2” Dymitra Szostakowicza, w solowych wstawkach, swoje umiejętności prezentowali młodzi członkowie orkiestry. A w polce „Foyerfest” Józefa Straussa furorę zrobił dodatkowy instrument, który w orkiestrach na co dzień nie występuje. Było to ... kowadło, a „zagrał” na nim Przemysław Lipieta, były perkusista Orkiestry Dętej z Dzietrzkowic. Nic zatem dziwnego, że ten wpadający w ucho utwór nazywany jest też „Polką z kowadłem”. Poprzedzony on został zabawną scenką, w której jeden z członków orkiestry prosił kowala o naprawienie swojego zepsutego instrumentu. Kowal na kowadle tak długo trąbę naprawiał, że do niczego się już ona nie nadawała. I nie wiadomo, jak zakończyłby się koncert, gdyby nie dyrektorka Domu Kultury w Ożarowie Natalia Zwierz, która przekazała muzykowi nowy instrument w miejsce tego "naprawionego".

Wydarzenie było też okazją do podsumowania pracy słupskiej orkiestry w roku ubiegłym. A ma się ona czym pochwalić. Dała 26 koncertów, uczestniczyła w warsztatach muzycznych w Gniewinie, Pawłowicach i Wieluniu. Najbardziej jednak wszystkich cieszą nowe instrumenty.

Reklama

- Miniony rok był wyjątkowy i nie boimy się tego powiedzieć, chyba historyczny – mówił kapelmistrz Damian Janas. - Dom Kultury w Ożarowie ze środków pozyskanych z Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego zakupił dla naszej orkiestry tubę, trzy sakshorny tenorowe, trąbkę i dziesięć pulpitów. Również Fundacja „Młodzi propagują sztukę”, z którą współpracujemy, a której prezesem jest pan Marek Patyk, złożyła do tego ministerstwa projekt „Młodzi propagują orkiestrę dętą”. Dzięki temu otrzymaliśmy stamtąd 101 tysięcy złotych na zakup instrumentów muzycznych i innego sprzętu. I teraz jesteśmy przeszczęśliwi, że właściwie wszystkie instrumenty w naszej orkiestrze zostały wymienione na nowe.

Niedzielny koncert prowadziła wspomniana już Lucyna Panaszek.

Reklama

 

 

 

 

 

 

 

 

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kulisy.net




Reklama
Najnowsze wiadomości