Reklama

Chata Małolata

1 lipca br. zapisze się na kartach historii Raciszyna jako dzień, w którym swoje gościnne drzwi otworzyła przed dziećmi i młodzieżą Chata Małolata – społeczna inicjatywa, która powstała m.in. dzięki wsparciu WKG.

W życiu często bywa tak, że wiele wartościowych pomysłów i projektów wykuwa się z trudem i w pocie czoła, by potem przynieść wymierne owoce, dać ludziom wiele radości i otworzyć im oczy na coś ważnego. Nie inaczej było z Chatą Małolata, o której początkach i aktualnej działalności opowiedziały nam Marta Kucharska – pomysłodawczyni i „dobry

duch” tego miejsca, oraz Malwina Wodzyńska, współzałożycielka Chaty oraz prezes fundacji Inicjatywa, działającej z ramienia WKG.

 

>

Dać książkom drugie życie

 

– Wszystko zaczęło się od książek, a konkretnie od... trzech tysięcy książek – wspomina Marta Kucharska. – Na jednym z portali sprzedażowych znalazłam ogłoszenie, że ktoś chce się pozbyć ogromnego księgozbioru, należącego do starszych państwa, którzy zbierali je przez całe życie. Kolekcja znajdowała się w Bolesławcu, więc logistycznie nie było to łatwe, ale zorganizowałam transport i dwa tygodnie później przyjechała do nas przyczepka wypełniona po brzegi książkami. Trzeba było wymyślić, co z nimi zrobić. Przerobiłam jeden pokój we własnym domu na bibliotekę, ale na dłuższą metę życie z kilkoma tysiącami książek pod jednym dachem było dość uciążliwe. Mój syn powiedział: „Mamo, oddaj je ludziom”. „Ale tak za darmo?”. „Nie za darmo – za uśmiech”. I tak oto, spontanicznie narodziła się akcja „Książka za uśmiech”. Dwa dni później powstała strona internetowa, z czasem dorobiliśmy się pięknego logo. Ludzie zaczęli przychodzić do mnie i zabierać książki – nie oczekiwałam niczego w zamian, poza narysowaniem uśmiechu na tablicy, którą trzymam do dzisiaj na pamiątkę. To jak adopcja zwierzaka w schronisku – śmieje się pani Marta.

Reklama

 

>

Od słów do czynów

 

„Książka za uśmiech” wpisała się na stałe w życie raciszyńskiej społeczności. Jednak pani Marta nie zamierzała na tym poprzestać. – Widziałam, że dzieci, które przychodzą do mnie po książki, tak naprawdę nie mają tutaj swojego miejsca, w którym mogłyby się spotykać i robić razem coś twórczego. Na najbliższe warsztaty plastyczne musiały jeździć do Działoszyna, dlatego pomyślałam, że fajnie byłoby im stworzyć taką kreatywną przestrzeń – tłumaczy Marta Kucharska. Od pomysłu do realizacji droga była jednak długa i wyboista. Problemem był przede wszystkim brak lokalu. – Najpierw zwróciłam się do urzędu miasta i gminy, jednak bez rezultatu. Nikt nie widział w tym potencjału, tym bardziej, że miała to być inicjatywa non-profit. Kiedy okazało się, że drzwi urzędu miasta i gminy są zamknięte, pani Michalina Strykowska, dyrektor szkoły w Raciszynie podpowiedziała mi, żebym porozmawiała z Malwiną Wodzyńską z WKG, która może coś w tej kwestii pomóc – opowiada pani Marta.

Reklama

 

Pomysł okazał się strzałem w dziesiątkę. – Od początku bardzo spodobała mi się ta inicjatywa. Wcześniej jako WKG organizowaliśmy Dzień Dziecka, różne

konkursy, w których sponsorowaliśmy nagrody, ale to były działania sporadyczne, od czasu do czasu. A to miejsce zostało wymyślone od A do Z z myślą o dzieciach. Marta to kobieta, której życiowym motorem jest działanie na rzecz innych ludzi. Myśli przede wszystkim o dzieciach – o ich rozwoju, o tym, jak wydobyć na światło dzienne i zagospodarować ich pasje i talenty – mówi Malwina Wodzyńska. – Z lokalem faktycznie nie było łatwo. U nas w WKG nie ma takiego miejsca, tym bardziej, że kluczowe jest w tym wypadku bezpieczeństwo dzieci. Byliśmy jednak przekonani, że projekt „Książka za uśmiech” musi być kontynuowany, bo ta inicjatywa bardzo się ludziom podobała i zaczęło być o niej głośno w całej Polsce. Przyszło mi do głowy, że książki i dzieci mogliby przyjąć pod swój dach strażacy z OSP Raciszyn, którzy dysponowali wolnym lokalem. Poprosiłam o pomoc Prezesa WKG Rafała Pożyczkę, pojechaliśmy razem do zarządu straży pożarnej, strażacy bardzo otwarcie podeszli do tematu i bez problemu udało nam się dogadać – wyjaśnia.

Reklama

 

– Malwina zadzwoniła do mnie od razu i powiedziała: „Mamy lokal, przenosimy się! Jest tylko jeden warunek – tam się musi dziać!”. No i od tamtej pory ciągle się coś dzieje – uśmiecha się Marta Kucharska.

 

>

Wespół w zespół

 

Po pozytywnej decyzji straży pożarnej i dzięki wsparciu fundacji Inicjatywa można było zacząć przygotowania do wielkiego otwarcia. Trzeba było zainwestować dużo czasu i trochę pieniędzy, żeby dostosować lokal do potrzeb dzieci, który wcześniej pełnił funkcję... sklepu

spożywczego. Trzeba jednak mocno podkreślić, że w akcję zaangażowali się także inni ludzie, którzy na co dzień pracują w miejscowej szkole, prowadzą z dziećmi warsztaty plastyczne czy recenzują ich prace konkursowe. – Ściany były puste, w miejscu, gdzie dzisiaj wisi piękna tablica korkowa znajdowało się... stoisko mięsne – wspomina pani Marta. – Na początku chciałam, aby te ściany dzieci pokryły własnymi rysunkami, ale finalnie stanęło na tym, że Anna Bęben – nauczycielka biologii i geografii z Raciszyna – z wielką precyzją i poświęcając dużo wolnego czasu, namalowała piękne drzewo, Agnieszka Godszling – doktor sztuki z Działoszyna – stworzyła wszystkie logotypy, a o cały wystrój wnętrza zadbała Anna Kubarycz – wylicza ludzi dobrej woli pomysłodawczyni tego miejsca.

Reklama

 

– Mieliśmy już lokal, prace przed otwarciem szły pełną parą. Mieszkańcy Raciszyna uwierzyli, że można stworzyć coś z niczego, bez wielkich nakładów finansowych – wystarczy trochę czasu, dobrych chęci, zwykłej ludzkiej empatii i serca. Z czasem, z początku nieśmiało, a potem coraz chętniej zaczęli się angażować we wspólny projekt. Przynosili całymi torbami zabawki, gry planszowe, puzzle, książki za uśmiech przychodziły i nadal przychodzą z całej Polski. Burmistrz gminy Działoszyn podarował stoliki i krzesła. Ludziom spodobało się to, jak działamy, złapali razem z nami tego „bakcyla”, wiele osób przyczyniło się do tego, jak to miejsce wygląda obecnie – dopowiada Malwina Wodzyńska. – Do pełni szczęścia brakowało nam tylko... nazwy. Ogłosiliśmy więc konkurs dla uczniów szkoły podstawowej w Raciszynie. Dzieci miały za zadanie wymyślić nazwę i logo. Powstały genialne prace – niekonwencjonalne, z pazurem. Ostatecznie zwyciężyła klasa 2a z nazwą Chata Małolata. W nagrodę zorganizowaliśmy dzieciom wycieczkę do WKG – zwiedziły kopalnię i przemiałownię, odbyły warsztaty w laboratorium, uczestniczyły w pokazie filmów na temat naszego zakładu, a na koniec zjedliśmy wspólnie pizzę i lody.

Reklama

 

>

Chata pęka w szwach

 

Za nami pierwsze cztery miesiące działalności Chaty Małolata. Czy pomysł się sprawdził? To mało powiedziane! – Dzieci przychodzą coraz chętniej i tłumniej. Warsztaty cieszą się taką popularnością, że często imprezę zaplanowaną na jeden dzień musimy dzielić na dwa lub trzy. Chata dosłownie pęka w szwach – mówi Malwina Wodzyńska. – Krzewimy tutaj lokalną kulturę, otaczamy się wspaniałymi ludźmi, którzy razem pracują na rzecz edukacji najmłodszych. Nikt nie czerpie z tego zysków, utrzymujemy się wyłącznie z dobrowolnych datków. Mieszkańcy Raciszyna i okolic przychodzą z własnej woli i organizują różnego rodzaju warsztaty, m.in. las w szkle, kochajmy pszczoły, pokazy wielkich baniek mydlanych czy nauka tańców latynoskich. Razem z Martą chciałybyśmy raz jeszcze serdecznie podziękować tym wszystkim wspaniałym osobom, które angażują się w rozwój naszej Chatki i realizują zajęcia dla najmłodszych. Odwiedzają nas także wycieczki szkolne. W planach mamy m.in. wizytę weterynarza z Pajęczna, który przyjedzie z psami, opowie, jak się o nie troszczyć i szkolić. Myślimy również o poszerzeniu oferty dla starszej młodzieży – chcielibyśmy zorganizować warsztaty malowania toreb i koszulek, kupić młodym ludziom farby i sztalugi – wylicza pani Marta. – Można u nas również zorganizować urodziny – pierwsza taka impreza już się odbyła i solenizantka była zachwycona! – dodaje.

Reklama

 

– Jest między nami chemia, autentyczna synergia – przekonuje Malwina Wodzyńska. – Nadajemy z Martą na tych samych falach, dogadujemy się w mig, jakbyśmy znały się od zawsze. Mamy jeszcze wiele pomysłów, planów na przyszłość, ale wolałabym na razie nie zdradzać szczegółów. Jedno jest pewne – pasja otwiera wiele nowych możliwości, Chata Małolata się rozwija i będzie się działo!

 

>

Drzwi otwarte dla wszystkich

 

– Budujemy tutaj naszą małą-wielką wspólnotę z prawdziwego zdarzenia. Każda taka społeczność, zwłaszcza wiejska jest jak jedna duża rodzina. Kiedy szykowaliśmy się do otwarcia, było sporo sceptycznych głosów, że to się może nie udać, a z czasem okazało się, że dosłownie brakuje nam miejsc. Ludzie przychodzą tu nie tylko na warsztaty czy po to, żeby adoptować książki, które przecież nie są tanie, a czytelnictwo w Polsce, jak wiadomo, kuleje. Przede wszystkim, mają tu swoje miejsce w Raciszynie. Dzieci mogłyby spędzić ten czas przed komputerem czy ze smartfonem w ręce, a wolą przyjść do Chaty Małolata i dowiedzieć się np. jak się robi miód czy szyje przepiękne maskotki. To, czego dzisiaj brakuje ludziom, to bezinteresownego podejścia do życia. Prawdziwą wartością jest pomaganie ludziom bez oczekiwania czegoś w zamian – tłumaczy Marta Kucharska. Wtóruje jej Malwina Wodzyńska: – Nie wiemy, ilu mamy wokół uzdolnionych, pełnych talentów ludzi, dopóki sami do nas nie przyjdą. Na otwarciu było mnóstwo mam z dziećmi – ktoś powiedział dobre słowo, ktoś przyniósł kwiaty, ktoś upiekł babeczki. Wszystko za darmo, w ramach integracji.

Reklama

 

– To coś znacznie więcej niż tylko otwarcie i prowadzenie lokalnej świetlicy. Wstaję każdego dnia z przyjemnością i od rana myślę, czym będę się tu dzisiaj zajmować. W Chacie Małolata jestem u siebie – kończy uśmiechnięta Marta Kucharska.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kulisy.net




Reklama
Najnowsze wiadomości