W Ostrówku Walentynki obchodzone są od kilku lat pod znakiem akcji charytatywnej. Koło Misyjne, działające w miejscowej szkole podstawowej pod opieką katechetki, Katarzyny Majdy, przy wsparciu ks. Konrada Żyznego, wykorzystuje okazję do sprzedaży piernikowych serc. Dochód ze słodkich wypieków przeznaczając na potrzeby edukacyjne dziecka z Afryki. Tym razem pomoc poszła na konto 9-letniego Pascala.
„Adopcja serca” to misyjna akcja, dzięki której dzieci z krajów tzw. Trzeciego Świata mają możliwość zdobycia wykształcenia przy materialnym wsparciu „rodziców adopcyjnych”. Osoby, które podejmują się „adopcji” zobowiązują się na łożenie określonych kwot na potrzeby jednego ucznia. Z punktu widzenia Europejczyka wysokość składek jest niewielka, wynosi kilkanaście euro na miesiąc. Pod opiekę żaka z Afryki postanowiło wziąć Koło Misyjne, działające przy Szkole Podstawowej im. Rotmistrza Pileckiego w Ostrówku. Już siódmy raz wysyłają pieniądze na potrzeby konkretnej osoby. Od dwóch lat środki są przeznaczane na kształcenie Pascala. Członkowie Koła zdobywają je, sprzedając ciastka.
Tym razem za hasło obrali sobie słowa św. Grzegorza „Miłość sprawdza się w czynie”. Dzieciaki przygotowały pierniki, które misternie ozdobiły miłosnymi sentencjami. Ciastka były rozprowadzane po mszach w kościele pw. Przenajświętszej Trójcy w Ostrówku. Zaopatrzyć się w nie w szkole mogli również uczniowie najmłodszych klas. Członkowie Koła byli pod wrażeniem hojności parafian. Nabywcy za słodycze płacili tradycyjnie „co łaska”. Udało się zebrać ponad 1,6 tys. zł. To rekordowa kwota. Wspólnie zdecydowali, że 1 tys. zł zostanie przekazany na „Adopcję”, a reszta na wsparcie rodziny Ramusiów ze Skrzynna, która w pożarze straciła dom.
- Od trzech lat, aby zgromadzić pieniądze, piekliśmy pierniki, ale do tej pory organizowaliśmy nocleg w szkole i robiliśmy to wspólnie- relacjonuje Katarzyna Majda, opiekunka szkolnego „Koła Misyjnego”.
- Tym razem, ze względu na pandemię, nie mogliśmy w ten sposób spędzić czasu. Dzieci przygotowywały ciastka w domach. Niektórzy piekli wspólnie w mniejszym gronie. Przynosiły już gotowe wyroby. Zapakowaliśmy je razem, ksiądz zaprosił nas na plebanię. Dla dzieci to też była frajda. Mimo, że chodzą do jednej szkoły, to pochodzą z różnych miejscowości, więc nie spotykają się. Mamy teraz lekcje on-line. Była okazja, aby się zobaczyć, a przy okazji pomóc komuś.
Katechetka podkreśla, że w poprzednich latach akcja rozprowadzania ciastek przebiegała zupełnie inaczej.
- Wcześniej dzieci chodziły po Ostrówku, po urzędach i te pierniczki wraz z życzeniami walentynkowymi, rozdawały, przy okazji prosząc o datki. Muszę podkreślić, że ciastka są zawsze pięknie udekorowane, każde to jest takie małe dzieło sztuki, z wypisaną sentencją – akcentuje.
W „adopcji” uczestniczą już siódmy raz. Pascal to trzecie dziecko, które wspomagają.
- My sami nie wybieramy sobie ucznia, ale Pallotynki, które zajmują się misjami, go jakby przydzielają. Czasami np. zdarza się, że dziecko wyjeżdża z rodzicami i wtedy jest zmiana – mówi Majda.
Koło Misyjne skupia kilkanaście osób, które są bardzo zróżnicowane wiekowo, najmłodsi członkowie chodzą o III klasy a najstarsi to ósmoklasiści. Jak mówi Katarzyna Majda kilka lat temu zaproponowała założenie takiego koła i znalazło się wielu chętnych, którzy byli zainteresowani, aby się w nim udzielać.
- „Adopcja serca” to nie jedyna akcja jaką przeprowadzamy. W poprzednich latach robiliśmy również przedstawienia, kolędowaliśmy od domu do domu i przekazywaliśmy środki na Papieskie Dzieło Misyjne Dzieci. Zadaniem Koła, które utworzyliśmy. jest uwrażliwienie młodzieży i dzieci na innych, mniej zamożnych. Zwracamy uwagę, że są na świecie kraje, gdzie panuje głód, gdzie nie każdy może chodzić do szkoły, bo rodziców na to nie stać. I np. uczy się tylko jedno z rodzeństwa. Szkoła też staje się miejscem, gdzie dziecko dostaje posiłek. Cieszę się, że dzieci zdają sobie z tego sprawę i chcą brać udział w polepszaniu losów swoich rówieśników. A najlepiej pomóc inwestując w edukację – uważa pani Katarzyna.
Uczeń, któremu pomagają nie jest dla dzieci anonimowy. Utrzymują z nim kontakt.
- Mamy informacje o dziecku, którego edukację sponsorujemy. Dostajemy zdjęcia tego chłopca i krótkie listy po francusku, bo w Kamerunie dzieci uczą się w języku francuskim. Sama mam znajomą, która wspomagała finansowo chłopaka. Wybrał studia teologiczne i został księdzem. Kiedy był na misjach w Czechach odwiedził ją. Wiem, że to spotkanie przebiegało w bardzo wzruszającej atmosferze – mówi opiekunka Koła.
- Nie wszystkim się pomoże, ale i tak warto się dzielić. To jest cudowne, że dzieci mają tyle zapału – podkreśla, wspominając czas, kiedy nie była w stanie prowadzić spotkań po lekcjach, ponieważ zastępowała koleżankę, pracując na dwa etaty
- Dzieciom bardzo jednak zależało, abyśmy się spotykali, a jedyna możliwa pora to była 7:00 rano i one przez chyba rok o tej 7:00 przychodziły. Takie postawy dodają nauczycielowi skrzydeł. W dodatku większości z tych dzieci nie uczę, bo prowadzę katechezę w klasach I-III – opowiada z dumą.
- W naszych spotkaniach chodzi o obudzenie wrażliwości na drugiego człowieka, który ma dużo mniej, a nie jest temu winien. Te dzieci mają o wiele gorzej niż polskie, a przecież nie miały wpływu na to, że urodziły się w Afryce, a nie w Europie – kończy.
Magdalena Lizurej
[email protected]
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze