To nie był wypadek przy pracy, a bolesna lekcja futbolu. WKS 1957 Wieluń przegrał u siebie aż 1:7 z Ekologiem Wojsławice w 3. kolejce Decathlon Klasy Okręgowej. Wynik, który szokuje, zawstydza i każe kibicom zadać sobie pytanie – dokąd zmierza drużyna, która jeszcze kilka miesięcy temu biła się na czwartoligowych boiskach? Choć oczywiście to tylko jeden mecz i jedna porażka.
Pisząc ten tekst, muszę zacząć od szczerego wyznania – nie byłem na meczu. Nie rozmawiałem też z trenerem Marcelem Surowiakiem ani z zawodnikami WKSu 1957 Wieluń. To, co Wam przekazuję to moja dziennikarska obserwacja i refleksja na podstawie faktów, wyniku i kontekstu, który aż krzyczy z tabeli i boiska.
To, co wydarzyło się w sobotę, 23 sierpnia w „Lasku Wieluńskim”, trudno nazwać inaczej niż kompromitacją. WKS 1957 klub z ponad dwudziestotysięcznego miasta przegrał na własnym stadionie, chociaż w tym przypadku słowo stadion to duże nadużycie (Stadion Miejski jest w „remoncie", a remont stoi w miejscu) – aż 1:7 z Ekologiem Wojsławice. Tak, z tym samym Ekologiem, który już raz, w inauguracyjnej kolejce Klasy Okręgowej wpakował siedem goli Płomieniowi Makowiska. Wtedy można było mówić o frycowym beniaminka. Tym razem nie ma takiego usprawiedliwienia. Jeśli nie wiecie gdzie leżą Wojsławice, lepiej szybko nadrobić geograficzne zaległości, bo o tej drużynie w kontekście lokalnej piłki na poziomie „okręgówki" będzie jeszcze długo głośno.
Wielunianie strzelili gola w 29. minucie za sprawą Karola Iry, który ma już cztery trafienia na swoim koncie z pięciu bramek ogółem zdobytych przez wielunian w tym sezonie — zdecydowanie to najjaśniejsza „karta" w talii Surowiaka, ale później na boisku istniał już tylko jeden zespół. Cztery trafienia Kępniaka, a także bramki Woźniakowskiego, Cnotalskiego i Rachuckiego sprawiły, że Ekolog urządził sobie w Wieluniu strzelecki festiwal. Kibice mogli tylko przecierać oczy ze zdumienia – bo choć każdy rozumie, że latem zespół stracił kilku kluczowych piłkarzy, w tym najlepszych strzelców, to jednak nic nie usprawiedliwia aż takiego wyniku na tym poziomie rozgrywek.
Jeszcze w poprzednim sezonie WKS 1957 walczył w czwartej lidze i zdobył 47 punktów, mimo to spadł do „okręgówki". Początek bieżących rozgrywek dawał nadzieję – zwycięstwa z TS Janiszewice i Pogonią Zduńska Wola pozwalały myśleć, że drużyna będzie jednym z faworytów ligi. Jednak konfrontacja z mocnym, choć wciąż tylko okręgowym, Ekologiem Wojsławice brutalnie zweryfikowała tę wizję, to znaczy: Wieluń jednym z faworytów jest, ale nikt przed nim się nie położy. Co więcej, to na razie Wieluń upadł i to dość boleśnie.
Czy to był wypadek przy pracy? Kibice w Wieluniu mają prawo oczekiwać, że tak choć naszym zdaniem to bolesna lekcja futbolu. Kolejny mecz, w Działoszynie z miejscową Wartą (30 sierpnia) może być okazją do odbudowy morale i pokazania, że ta drużyna potrafi walczyć o najwyższe cele. Jedno jest pewne – porażka 1:7 pokazuje, że ponowny awans i powrót do czwartej ligi nie będzie wcale taki prosty – swój akces zgłasza też Ekolog i dobitnie to w Wieluniu podopiecznym trenera Marcela Surowiaka udowodnił.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze