Andrzej Jaźwiec, prezes zarządu wieluńskiego oddziału Związku Nauczycielstwa Polskiego, w rozmowie z Magdaleną Lizurej mówi o degradacji etosu nauczyciela oraz nadziei na zmiany w oświacie.
Pozytywnie ocenia pan zmiany, które mają nastąpić w „Karcie nauczyciela”
Reformy trwają, my optujemy za tym, żeby oświata nie była własnością polityczną, ale społeczną. Bo każdy, kto przychodzi, chce wprowadzać swoje reformy. Nie zawsze konsultowane z przedstawicielami nauczycieli. W zamianach chodzi m.in. o likwidację dwóch stopni awansu zawodowego, stażysty i nauczyciela kontraktowego. Zostaje mianowany i dyplomowany. Tylko proces przechodzenia z jednego awansu do drugiego będzie wydłużony. My, jako związek, oceniamy te zmiany jako niekorzystne.
Nauczyciele podnoszą, że ich pensje są zbyt niskie, pan się z tym zgadza?
W tym półroczu staraliśmy się zabiegać o to, żeby były podwyżki w oświacie 20 procentowe. W lutym prawie zaakceptowano ten pomysł. Natomiast później zaproponowano podwyżki, realizowane teraz w maju, na poziomie 4,4 proc. To nawet nie pokrywa wskaźnika inflacji, który wynosi kilkanaście procent.
Może to doprowadzić do kolejnych protestów, podobnie jak kilka lat temu?
Trzeba się liczyć z tym, że środowisko nauczycielskie, pracowników oświaty będzie protestować. Mogą to być różne formy. Badaliśmy, jaką formę protestu preferowałoby środowisko nauczycielskie.
Nauczycieli brakuje?
Rozmawiam z nimi i trafiają do mnie informacje od osób, które chcą jak najszybciej odejść z zawodu. Np. jeśli mają możliwość przejścia na świadczenia kompensacyjne. Poza tym przechodzą do innych zawodach.
Ten problem to jest tylko kwestia tylko wynagrodzeń?
Nie. Ten trud i wysiłek, niedostrzegany przez ogół, powoduje zniechęcenie do tego, aby podejmować działania w zakresie oświaty. Z tego co wiem, w kraju brakuje około 3 tys. nauczycieli. Być może ta liczba do września zwiększy się, bo dotąd trwa ruch kadrowy, choć plany są zatwierdzane w maju.
Młodzi ludzie nie przychodzą do zawodu chętnie?
Nie przychodzą. Pomimo tego, że w społeczeństwie panuje przekonanie, iż nauczyciele się nie przepracowują, skoro mają 18 godzin pensum, wakacje i ferie. Ale jakoś do tego Eldorado nikt nie chce przychodzić. Nie kwapią się aby podejmować wysiłek, związany z nauczanie. Do tego dochodzą roszczenia rodziców, postawy uczniów. To zniechęca. Sądzę że tu jest szkopuł.
Zawód nauczyciela, według pana, ulega deprecjacji?
Cały czas dążymy do tego, aby do tego nie dochodziło. Ktoś, kto powie że jest nauczycielem, żeby się czuł pewnie w środowisku społecznym. Dzisiaj wiemy, że ci którzy nie są wynagradzani właściwie, są traktowani jak Pariasi. Chcemy to zmienić. Na razie wypalenie zawodowe jest wśród nauczycieli częste, a kolejki do psychologów czy psychiatrów rekrutują się z tego grona. Pamiętajmy, że najpierw pandemia, potem wojna w Ukrainie, sprawiły, że trudniej było ten zawód wykonywać.
To wszystko dla polskiej oświaty nie rokuje dobrze.
Dużo zależy od Ministerstwa Edukacji i Nauki. Jeśli MEN by się przyjrzało i zareagowało zmianami prawnymi i decyzyjnymi, które spowodują, że ci ludzi odnajdą się w tym zawodzie, będą się realizować z chęcią i pasją. Jestem optymistą i patrzę z nadzieją w przyszłość. Musi coś drgnąć, żeby w oświacie nastąpiły widoczne zmiany.
Magdalena Lizurej
[email protected]
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze