Jedno poddanie, jeden decydujący moment i zwycięstwo na gali Oktagon 81 w Pradze. Mateusz Strzelczyk, zawodnik Husaria Truskolasy Fight Club, przetrwał piekło w klatce i w dramatycznych okolicznościach pokonał faworyta gospodarzy Milosa Petraska. Dla Czecha był to ostatni pojedynek w karierze, zaś dla zawodnika MMA pochodzącego z Opatowa leżącego w powiecie kłobuckim, prestiżowe zwycięstwo o którym mówi w rozmowie z portalem kulisy.net.
Mateusz Strzelczyk został bohaterem gali Oktagon 81, która miała miejsce w minioną niedzielę, 28 grudnia, w praskiej O2 Arenie. 34-letni zawodnik sprawił niemałą sensację, poddając Milosa Petraska, który zapowiadał, że po tym starciu zakończy sportową karierę.
Strzelczyk szybko sprowadził walkę do parteru i próbował tam szukać przewagi. Z czasem inicjatywę przejął jednak Petrasek. W końcówce pierwszej rundy Czech zdominował Polaka, sprowadził go na matę i bezlitośnie obijał łokciami. Na twarzy pojawiła się krew, a przed przerwaniem pojedynku uratowała go syrena kończąca rundę.
Druga odsłona początkowo wyglądała podobnie. Zawodnik gospodarzy znów znalazł się w dominującej pozycji i kontynuował ataki. Wydawało się, że Strzelczyk jest o krok od porażki. Wtedy jednak nastąpił nieoczekiwany zwrot akcji. Opatowianin mieszkający na co dzień w Wilkowiecku wykorzystał moment i „wyciągnął” rękę rywala, zakładając dźwignię na łokieć. Petrasek, mimo prób obrony był zmuszony do odklepania.
Statystyki po walce tylko podkreśliły niezwykłość tego zwycięstwa. Milos Petrasek wyprowadził aż 56 celnych ciosów, podczas gdy Mateusz Strzelczyk… zaledwie jeden. Ten jeden okazał się jednak decydujący.
„Zakończenie dźwignią na rękę! Mateusz Strzelczyk uciszył praską publiczność, poddając Milosa Petraska” – podsumowano pojedynek na oficjalnym profilu organizacji Oktagon MMA w serwisie X.
Po walce Mateusz Strzelczyk nie ukrywał satysfakcji, choć jak sam przyznał najważniejsze było samo zwycięstwo.
– Każda wygrana walka cieszy. Czy ta szczególnie? Najważniejsze, że udało się wygrać – mówił w rozmowie z portalem kulisy.net.
Zapytany o to, co w takich momentach decyduje o przetrwaniu ogromnego naporu rywala, odpowiedział bez wahania:
– Wszystkiego 50 na 50, ważny jest mental, doświadczenie, umiejętności, chęć zwycięstwa – podkreślał Strzelczyk.
I rzeczywiście, doświadczenia mu nie brakuje. Mateusz ma za sobą występy w czołowych polskich organizacjach MMA, między innymi: Babilon MMA oraz w federacji KSW. Swoją przygodę z zawodowymi walkami rozpoczął bardzo wcześnie.
– W KSW zaczynałem kiedy wiedzieli o nim tak naprawdę tylko pasjonaci tego sportu, w wieku 19 lat, przed 15 laty. To było na rok lub dwa przed pojawieniem się w federacji Mariusza Pudzianowskiego – wspominał w rozmowie z kulisy.net.
Dla czesko-słowackiej organizacji Oktagon MMA Strzelczyk walczy od około pięciu lat. Gala w Pradze była szczególna również z innego powodu, była pierwszą transmitowaną w Polsce przez TVP Sport, która pokaże wszystkie wydarzenia Oktagon MMA w 2026 roku. Będzie więc szansa na oglądanie mieszkańca powiatu kłobuckiego na szklanym ekranie zdecydowanie częściej.
Po tak wyczerpującym pojedynku polski fighter nie ukrywa, że potrzebuje chwili wytchnienia.
– Teraz zdecydowanie czas na zasłużony odpoczynek i czas z rodziną. Czekam jednak już teraz na propozycje kolejnych walk – zakończył Mateusz Strzelczyk w rozmowie z portalem kulisy.net.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze