W Słupsku stało się już tradycją, że w każdy czwartek spotykają się panie z tutejszego klubu seniora. 17 października, w ramach spotkania, wybrały się do lasu w Brzezinach, w gminie Skomlin, na grzybobranie.
- Normalnie spotykamy się po południu, ale dziś zebrałyśmy się rano, żeby razem pójść na grzyby – mówi Sabina Kmiecik, przewodnicząca Klubu Seniora w Słupsku. - No i też pooddychać tym leśnym powietrzem, dotlenić się, a przy okazji zrobić ładne zdjęcia, żeby później, w zimowe wieczory, można było wspólnie wspominać, jak to na grzybach było.
Do lasu wybrało się dziesięć pań i jeden pan – Józef Wieczorek z Mokrska, który na razie do słupskiego klubu seniora nie należy, ale w przyszłości kto wie.
Początkowo wyglądało na to, że wyprawa zakończy się fiaskiem. Grzybów było jak na lekarstwo. Dopiero później, gdy grupa weszła w głąb lasu, było ich więcej. Ostatecznie zbiory oceniono jako nie najgorsze. Panie, w zależności od szczęścia, zebrały do pół koszyka grzybów.
- Nie jest to dużo, ale jesteśmy zadowolone – uśmiecha się Bogusława Sawer. - Grzybów może niewiele, bo ostatnie noce były chłodne. A rosną najlepiej, gdy jest cieplej. Więc, żeby trochę nazbierać, trzeba było się nachodzić.
A co dalej z zebranymi grzybami?
- Mam w domu suszarkę i będę suszyć – mówi dalej pani Bogusława. - Najlepsze są suszone prawdziwki. Gdy się je potem zamoczy, to do zupy są jak świeże. Dobre też są suszone podgrzybki. U mnie w piątki bardzo często gotujemy zupę grzybową, bo wszyscy ją lubią. Ale robię też pierogi z kapustą i grzybami, barszcz z grzybami.
Wiadomo już, że grzyby posłużą też do łazanek na wigilijny stół.
- Bo my tutaj, w klubie, robimy sobie wspólną wigilię – wyjaśnia Janina Zimoch. - I wtedy łazanki z grzybami muszą być.
- A z tych, które nazbierałyśmy, zrobimy też pierogi i barszcz – dodaje Sabina Kmiecik. - W zeszłym roku nasza koleżanka, pani Ciurowa, przyniosła dwa słoiki suszonych grzybów i wszystko wsypałyśmy do barszczu. Było go tyle, że aż nam wykipiał. A pachniał, jak nie wiem co.
Ostatni, wspólny wypad do lasu był już trzecią wyprawą na grzyby w tym roku.
- A chodzimy tam też w dużej mierze dla relaksu – podkreśla pani Janina. - Bo ja grzybów już jem niewiele. Ale do lasu to ciągnie mnie jak wilka. I chociaż sił nieraz brakuje, to jagód nazbieram choćby na stołku. Lubię tę leśną ciszę i to przebywanie na powietrzu wiosną, latem, jesienią. I jak nie w lesie, to chociaż w ogródku.
Zbieranie grzybów to też wiele emocji.
- Znajdzie się, czy też się nie znajdzie jakiegoś grzybka – śmieje się Bogusława Sawer. - A jak się znajdzie, jaka to radość. I wtedy szukam dalej, wokół tego miejsca. Robię coraz większe kółeczka. Nieraz zostawię gdzieś wiadro, a jak znajdę więcej grzybów, to zbieram je wtedy do bluzy, czapki, aż w końcu odnajdę i wiadro. I znów jest radość.
- Ja, to co dziś nazbierałem, oddałem koleżance na ich wspólne potrzeby – dodaje Józef Wieczorek. - Bo przyjechałem głównie pospacerować po lesie. Zrobić te siedem, czy dziesięć kilometrów i wrócić do domu. Grzyby dla mnie są na drugim planie.
Wyprawa do lasu zakończyła się, jak wszystkie czwartkowe spotkania - wspólną kawą i ciastem w słupskiej remizie.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze