Przemysław Wróbel sześć lat temu uległ wypadkowi pod Paryżem. W wyniku tego zdarzenia doznał urazu czaszkowo-mózgowego oraz kręgosłupa w odcinku szyjnym. Stan był ciężki, ale codzienna rehabilitacja przyniosła znaczną poprawę. Dziś 38-latek, choć wielu lekarzy i fizjoterapeutów nie dowierza, zaczął mówić, samodzielnie jeść i jest pionizowany. Wciąż wymaga jednak kosztownej terapii, dlatego 19 listopada odbędzie się bal charytatywny na jego rzecz.
- Syn pojechał do pracy do Francji we wrześniu 2016 roku i niestety uległ tam wypadkowi, został potrącony przez samochód – opowiada Iwona Wróbel, mama Przemka.
- W szpitalu w Paryżu spędził cztery miesiące. Kiedy pierwszy raz pojechaliśmy do niego, lekarz powiedział, że stan jest ciężki, ale będą robić wszystko, żeby z tego wyszedł, a jeśli wyjdzie to czeka go długa, kosztowna rehabilitacja.
32-latek wówczas doznał urazu czaszkowo-mózgowego, powodującego porażenie czterokończynowe oraz urazu odcinka szyjnego kręgosłupa, miał też połamane żebra. W Paryżu przeszedł trzy operacje kręgosłupa.
- Na początku nie myślałam, że przeżyje. Rozpoczęliśmy jednak walkę o syna, o jego powrót do sprawności. Udało nam się go sprowadzić do szpitala w Wieluniu, gdzie na OIOM-ie leżał od stycznia do kwietnia, a potem zabraliśmy go do domu – mówi Iwona Wróbel.
- Był pod respiratorem, miał dokarmianie dojelitowe, czyli tzw. PEG-a, założony cewnik. Bardzo ciężko się z nim współpracowało ze względu na spastyczność mięśni, przykurcze, był bardzo sztywny.
Iwona wzięła bezpłatny urlop i opiekowała się synem w domu, ale oczywiście miał również zapewnioną codzienną rehabilitację. Bliscy zdecydowali się także na prywatne dwutygodniowe turnusy w Krakowie. Za pierwszym razem, w 2018 r., Przemek trafił do ośrodka Votum, w kolejnych latach był w innych miejscach. Stał się również uczestnikiem Środowiskowego Domu Samopomocy w Wieluniu – na razie do końca roku, z powodu wielu wyjazdów, nie uczęszcza na zajęcia.
Obecnie 38-latek codziennie ćwiczy z fizjoterapeutą, dwa razy w tygodniu metodą Vojty, dwa tygodnie w miesiącu (jedną godzinę) ma rehabilitację w ramach NFZ i dwa razy w tygodniu odwiedza go logopeda.
- To czego się nauczyłam, też robię, czyli ręce i stopy mu masuje, twarz, wykonuje ćwiczenia, które mi pokazała logopedka. Od rana opiekuję się synem, na 15:00 chodzę do pracy i wtedy zostaje z nim mąż – opowiada mama Przemysława.
W tym roku mężczyźnie został przyznany także asystent osoby niepełnosprawnej. Rolę tę pełni Joanna Bartnicka, która bardzo pozytywnie wpłynęła na Przemka. Dzięki niej uczestniczył niedawno w 10-dniowym obozie z Fundacji Aktywnej Rehabilitacji w Łodzi. Postarała się również o pozyskanie dofinansowania na zakup wózka elektrycznego, rodzice musieli dopłacić jedynie 400 zł.
- Wcześniej zebraliśmy już na leczenie syna ponad 30 tys. zł, wszystkie te środki przeznaczyliśmy na wyjazdy do Krakowa, bo tą domową rehabilitację pokrywamy z własnych pensji – przyznaje Iwona Wróbel.
- Teraz chcielibyśmy przeprowadzić remont łazienki i dostosować ją do potrzeb syna. Mamy problemy z kręgosłupem, mąż jest po dwóch operacjach, więc sami już powoli nie jesteśmy w stanie go dźwigać. Wcześniej z PFRON-u postaraliśmy się o środki na wykonanie zjazdu, a teraz znów możemy składać wniosek na likwidację kolejnych barier architektonicznych.
Przemek, dzięki codziennej ciężkiej pracy, dokonał czegoś niemożliwego. Lekarze i rehabilitanci nie dowierzają, że mimo takiego urazu, uczynił znaczne postępy. Zmniejszyła się spastyczność mięśni, zaczął mówić, samodzielnie jeść, próbuje sam utrzymać kubek, myć zęby.
- Jestem przeszczęśliwa, że jest w takim stanie, bo na początku myślałam, że się zapłaczę, wszystkiego musiałam się nauczyć, od obsługi respiratora po karmienie przez PEG-a. Miałam chwile zwątpienia, ale kiedy chciałam się poddać, to zawsze wtedy znalazł się ktoś, kto wyciągał rękę i mówił, że działamy dalej – podsumowuje rodzicielka.
- Cały czas mam nadzieję i jakoś do końca wierzę, że będzie jeszcze sam chodził.
Teraz Przemek przebywa na trzytygodniowej rehabilitacji w szpitalu w Sieradzu. W trakcie rozmowy z mamą połączył się z nami telefonicznie i pozdrowił nas. Ma dla kogo wyzdrowieć, bo jest ojcem dwójki dzieci.
Aby wspomóc jego powrót do zdrowia i ułatwienie codziennego funkcjonowania, odsyłamy Państwa do zbiórki internetowej na siepomaga.pl. Bliscy zapraszają też 19 listopada na bal charytatywny do Rudy, którego pomysłodawcą był znajomy rodziny. Koszt to 360 zł od pary, 180 zł od osoby. Zapisy możliwe są pod numerami telefonów: 730 712 227 oraz 570 405 099 i potrwają do 10 listopada. Na chętnych będą czekać cztery dania gorące, zimna płyta, stół z ciastem, kawą, herbatą, zabawę poprowadzi DJ, będzie pokaz pary tanecznej salsy i bachaty, występ przygotowany przez DPS Skrzynno, a imprezę uatrakcyjni loteria fantowa.
Katarzyna Cieślik
[email protected]
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze