Odbiór i zagospodarowanie odpadów komunalnych pochłonie z gminnej kasy Pajęczna nawet 1,5 mln zł. To konsekwencja decyzji rady miejskiej. Radni postanowili stawki dla mieszkańców zostawić na dotychczasowym poziomie, mimo sporej podwyżki Eko-regionu. Może zabraknąć na inwestycje – ostrzega burmistrz.
Temat odpadów wraca w Pajęcznie jak bumerang. Tutejsi w związku z niewielką odległością od wysypiska chcieliby mieć tanie śmieci. Tymczasem opłaty od trzech lat sukcesywnie rosną. Kwestia jest mocno zapalna i już nie raz radni debatowali po każdym kolejnym przetargu, czy i o ile podnosić. W ubiegłym roku wzrost opłat był nieproporcjonalny do wydatków na gospodarkę odpadami. Radni nie zdecydowali się obciążyć mieszkańców, długo wzbraniali się przez jakąkolwiek podwyżką. Na tym terenie działa bardzo silna społeczna presja, wywierana przez wyborców. Radni nie chcą przyjmować na siebie odpowiedzialności za podwyżki. Już w ubiegłym roku, mimo braku stosownych przepisów, z budżetu gminy poszły setki tysięcy złotych na faktury dla Eko-regionu. Nie pomogła ulga na kompostowanie, która miała zmniejszyć tonaż frakcji bio. Ludzie korzystają z upustu, a ilość zielonych odpadów nie zmniejsza się.
Po ostatnim przetargu z kalkulacji, przeprowadzonych w urzędzie wynika, że aby gospodarka odpadami w pełni się zbilansowała z 28 zł od osoby stawka powinna przekroczyć dopuszczalny przepisami próg 38,38 zł od osoby. Podczas prac komisji obrady były bardzo burzliwe. Na posiedzeniu rady miejskiej radni byli jednak zgodni, o podwyżce nie zdecydowali. Oficjalnie zezwolili za to na pokrycie różnicy z budżetu, ponieważ po zmianie przepisów stało się to oficjalnie możliwe. Szacunki mówią o kwocie ok. 1,3 mln zł rocznie, jeśli jednak ilość odpadów będzie rosła w dotychczasowym tempie, może się oprzeć nawet na 1,5 mln zł.
- Mam prośbę do pana burmistrza, do panów burmistrzów, żeby pracować cały czas, jeśli chodzi o gospodarkę odpadami, żeby wypracowywać taki sposób, żeby opłaty były na tym samym poziomie. Albo żeby w jakiś sposób zagospodarować tą ilość śmieci, żeby to, że radni przegłosują taką uchwałę, nie spowodowało tego, że panowie burmistrzowie usiądą na laurach i widząc, że jest takie zielone światło, że gmina może dokładać, przestali działać w ty kierunku – zwrócił się radny Marcin Krzak do Piotra Mielczarka, burmistrza.
- Oczywiście, że to nie jest rozwiązanie docelowe – odpowiadał szef pajęczańskiego ratusza.
- Jeśli w takim tempie będziemy nasze środki zużywać na wydatki bieżące, to we wrześniu czy w październiku staniemy przed problemem przygotowania budżetu – zaznaczał Mielczarek, przypominając, że już poprzednia opinia Regionalnej Izby Obrachunkowej zawierała uwagi.
Burmistrz zaznacza, że powoła zespół, mający zająć się śmieciowym problemem, zaprasza do niego również zainteresowanych radnych.
- Ta uchwała nie załatwia nam spokoju, wręcz przeciwnie. Z każdym miesiącem ten nasz spokój będzie coraz mniejszy, bo konsekwencje każdej faktury, zapłaconej do Eko-regionu, będziemy odczuwać z miesiąca na miesiąc – uważa burmistrz Pajęczna.
- Wydanie na wydatek bieżący, bo płatności za śmieci są wydatkiem bieżącym, 1 mln czy 1,5 mln powoduje, że my zamykamy sobie drogę do uzyskania np. 9 mln kolejnych, zakładając, tak jak w „polskim ładzie” 90 proc. dofinansowanie. Zamykamy sobie ścieżkę wykonania inwestycji. No cóż. Taki jest wybór i taką uchwałę trzeba będzie realizować – skwitował Mielczarek, zapewniając, że prace nad własnym systemem segregacji będą postępowały.
Burmistrz Pajęczna podaje, że cała sytuacja, choć korzystna dla mieszkańców, z punktu widzenia ich budżetów domowych, dla finansów gminy korzystna nie jest.
- Dla mieszkańców korzyść jest w takiej postaci, że stawka pozostanie bez zmian – mówi Mielczarek.
- Z punktu widzenia naszego budżetu nawet nie tegorocznego, ale bardziej przyszłego, sytuacja jest naprawdę ciężka. Rozumiem mieszkańców, którzy są zadowoleni, ale w przyrodzie nic nie pozostaje bez konsekwencji. Radni mają świadomość, tego, że kłopoty na pewno będą. Przewaga wydatków bieżących nad dochodami i stosunek do inwestycji będzie bardzo mocno zachwiany.
Burmistrz zaznacza, że przychody rosną wolniej niż wydatki, chociażby rachunki za prąd, które się podwoiły.
- Jeśli do śmieci dołożymy już nie 700 tys. zł tylko 1,5 mln zł, to nadwyżka, którą wypracowaliśmy, prowadząc bardzo oszczędną politykę, zostanie przeznaczona na rachunki, a ja bym wolał inwestować w infrastrukturę, bo potrzeby są bardzo duże, każdy sołtys wie, gdzie jaką drogę trzeba zrobić czy naprawić – dowodzi Piotr Mielczarek.
Samorządowiec obawia się sytuacji, gdzie gmina nie zaaplikuje o środki zewnętrzne, ponieważ nie stać jej będzie na wkład własny.
- Dołożenie tego miliona jest równoznaczne, że zabieramy sobie szansę pozyskania kolejnych 9. Radni to na pewno wiedzą, dobrze by było, aby mieszkańcy mieli tego świadomość – uważa Mielczarek.
- Wprost powiedziałem radnym, że istnieje duże prawdopodobieństwo tego, że nawet jeśli następne nabory będą, to nie ma sensu składać wniosków, bo cóż tego że dostaniem dofinansowanie, jeśli nie będziemy w stanie zabezpieczyć wkładu własnego - podsumowuje burmistrz Pajęczna.
Magdalena Lizurej
[email protected]
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze