Reklama

Śmieci znowu pójdą w gorę?

Otwarcie przetargu na odbiór i zagospodarowanie odpadów komunalnych z terenu gminy Pajęczno musiało być jak kubeł zimnej wody dla samorządowców. Po raz kolejny Eko-region dyktuje stawki, które wymuszają ogromne podwyżki dla mieszkańców. Już teraz gmina do odpadów sporo dopłaca. Radni, aby nie pogrążyć gminnej kasy, chcąc czy nie chcąc, będą musieli sięgnąć do kieszeni wyborców.

Od niemal trzech lat temat wysokości stawki za odbiór śmieci rozgrzewa do czerwoności opinię publiczną. Nie tylko w Pajęcznie, ale i w większości gmin w Polsce. Firmy odbierające odpady, które są zazwyczaj monopolistami na swoim terenie, dyktują warunki. Kolejne podwyżki tłumaczą wzrostem opłaty środowiskowej. Przy czym wykorzystują swoją pozycję i utrzymują marże. Dlatego śmieciowy biznes przynosi im nieraz kokosy, a z roku na rok zarobek rośnie. 
W gminie Pajęczno problem jest tym bardziej gorący, że mają na swoim terenie ogromne składowisko odpadów. Muszą znosić wzmożony ruch ciężarówek, odpady w przydrożnych rowach, gubione przez śmieciarki i smród. Dlatego chcieliby przynajmniej płacić mniej. Niestety sąsiad ma inne zadanie. Eko-region zapragnął się rozrastać. Po tym, jak tutejsi  w 2020 r. zaprotestowali przeciw zakusom śmieciowego giganta, ten pogroził im paluszkiem i oferty  nie złożył wcale. Potem do kolejnego postępowania przystąpiłm, oferując wzrost ceny za zagospodarowanie odpadów z 702 zł na 804. 
- Nie są do końca złe wiadomości, bo jednak ta oferta się pojawiła, co w perspektywie sprzed kilku miesięcy nie było takie oczywiste – komentował wówczas Piotr Mielczarek, burmistrz Pajęczna, zaznaczając, że cena jest i tak bardziej korzystna, niż dla sąsiednich gmin, a problemem ma być produkcja coraz większych ilości odpadów.
Mimo to radni przez kilka miesięcy odrzucali propozycje urzędu o podniesienie opłat dla mieszkańców. Mocno protestowali Robert Sikora i Marcin Krzak. Ten ostatni od dwóch lat powtarza, że receptą na wszystko nie może być zawsze podwyżka dla mieszkańców. Radny wytyka ratuszowi bierność w sprawie odpadów.
- Taki ma pan sam wpływ jak urząd – odpowiedział mu na którejś sesji zirytowany burmistrz Mielczarek
- Niech pan da tą złotą receptę, zaczniemy to wykonywać już dzisiaj – akcentował.
Wielokrotnie o rozsądek przy podejmowaniu decyzji o wysokości stawek apelowała skarbnik gminy Aneta Wiśniewska, zaznaczając, że gmina nie ma nadwyżki operacyjnej, a faktury za śmieci trzeba zapłacić. Jeśli nie złożą się na rachunki mieszkańcy, dopłacać musi urząd. Podobnych wydatków nie można jednak kredytować. 
Od września pajęczanie płacą po 28 zł od osoby, chyba że kompostują bioodpady, wtedy po 25 zł. To się jednak prawdopodobnie niedługo zmieni. Gmina planowała wydać przez najbliższe 12 miesięcy ok. 3,5 mln zł na odpady, natomiast Eko-region chce o wiele więcej, bo 4,5 mln. Stawka za zagospodarowanie tony śmieci wzrasta z 804 zł do 1076,76 zł.
- Nie jest to stawka najwyższa, jednak w okolicy są samorządy, które dostały tańszą propozycję – podaje Piotr Mielczarek. 
- Komisja przetargowa ocenia tę ofertę pod względem formalnym – mówi.
Z ponad 1 tys. zł 300 to skalkulowane przez Eko-region koszty dowozu jednej tony odpadów, a ponad 700 zł to zagospodarowanie śmieci. Znalazły się samorządy, które leżą dalej od składowiska, ale płacą mniej. 
Gmina znajduje się teraz pod ścian. W przypadku unieważnienia postępowania, mogą nie zdążyć zorganizować kolejnego przetargu do 1 kwietnia. To  do tej daty obowiązuje stara umowa. 
Samorządowy informują, że z roku na rok odpadów przybywa o ponad 100 t. rocznie. Nie pomogła nawet ulga na kompostowanie. Większość tutejszych zadeklarowała zagospodarowanie śmieci zielonych we własnym zakresie, jednak tonaż odpadów wcale nie zmalał.
 - Może to oznaczać, że mieszkańcy wywożą te odpady bezpośrednio na składowisko – uważa burmistrz. 
Samorządowcy chcieliby mieć możliwość weryfikacji, ile faktycznie odpadów trafia z ich terenu na RIPKO. Zaproponowali umieszczenie przy wadze swojego pracownika, jednak właściciel wysypiska się nie zgadza. 
Propozycja Eko-regionu dla mieszkańców  może oznaczać ogromną podwyżkę. Być może do maksymalnego zgodnego z przepisami  poziomu czyli 38,38 zł. Czy faktycznie radni zgodzą się na taką opcję? W połowie marca radni spotkai\ją się na posiedzeniu. Wśród wielu sprawa na pewno znajdzie się temat stawek za odpady. 
- Analiza wydolności finansowych naszego budżetu znacznie przekracza możliwość pokrycia różnicy pomiędzy stawką, a faktyczną ceną za odbiór odpadów, jeśli miałaby zostać dotychczas obowiązujące – zaznacza burmistrz. 

Spore nadzieje samorządowcy wiążą z postaniem gminnego punktu selektywnej zbiórki odpadów. Liczą, że taka instalacja zahamuje wzrost cen.
-  To kluczowa inwestycja dla gminy – uważa wiceburmistrz Pajęczna Adam Stachera.
- Jeśli instalacja powstanie, mieszkańcy będą mogli oddawać tam papier, butelki pet czy szkło. Kilogramy surowców nie będą obciążały konta gminy, można też będzie je spieniężyć.
Gmina zdobyła środki na tę inwestycję z „polskiego ładu”. Piotr Mielczarek informuje, że trwa przygotowanie dokumentacji do ogłoszenia postępowania przetargowego. Urzędnicy chcą wszystko dopiąć na ostatni guzik. 
Burmistrz Pajęczna podaje również, że w ciągu najbliższych kilku tygodni poinformuje o swojej decyzji odnośnie podwyższenia rządnych składowiska.
 

Reklama

Magdalena Lizurej
[email protected]

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kulisy.net




Reklama
Najnowsze wiadomości