Eko-Region zdecydował o odwołaniu do Samorządowego Kolegium Odwoławczego w Sieradzu od decyzji burmistrza Pajęczna, Piotra Mielczarka. Chodzi kwestię podwyższenia rzędnych na składowisku w podpajęczańskim Dylowie. Szef pajęczańskiego ratusza odmówił zgody na realizację planowanej inwestycji.
Wniosek inwestora obejmuje przebudowę drogi technologicznej i podniesienie wysokości kwater o kolejne pięć metrów, oznaczałoby to podwyższenie i tak wysokich na kilkanaście metrów hałd, dlatego zamiary Eko-regionu wzbudziły ogromny, społeczny sprzeciw. Odbyły się nawet pikiety przeciw rozbudowie wysypiska.
Piotr Mielczarek swoją decyzję ogłosił pod koniec kwietnia po prawie dwuletniej procedurze. W tym czasie termin jej wydania był kilkukrotnie przekładany, a samorządowiec mierzył się z zrzutami mieszkańców o opieszałość.
W ciągu ostatnich miesięcy do ratusza spływały poszczególne opinie, od Państwowego Gospodarstwa Wodnego Wody Polskie, z Urząd Marszałkowskiego, Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska oraz Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Pajęcznie. Dla inwestora wszystkie były korzystne, nawet miejscowy sanepid, ku oburzeniu tutejszych, nie widzi przeciwskazań, co do realizacji planowanej inwestycji. Sam Mielczarek nie ukrywa zdziwienia.
- O ile po ludzku i tak prosto, cóż tam Wody Polskie oddział Sieradz, czy siedziba główna w Poznaniu, dla nich to jest po prostu kolejny dokument i kolejna taka decyzja, ale że nasz pajęczański sanepid wydał taki dokument, to wiemy, że to bardzo mieszkańców zirytowało, dla mnie to też było takim negatywnym zaskoczeniem – komentuje burmistrz.
Mimo to szef pajęczańskiego ratusza podjął decyzję, na którą naciskali mieszkańcy. Włodarz podaje, że formuła wysypiska w gminie już się wyczerpała i tutejsi zaznaczają to bardzo głośno.
-Mieszkańcy bardzo wyraźnie mówią o tym, że wysypisku mówimy stop, aczkolwiek mają świadomość, że zakład segregacji będzie nadal funkcjonował, a to oznacza że ruch samochodów się nie zmniejszy albo będzie nawet większy – twierdzi.
Dla mieszkańców fakt, że Eko-Region skorzystał ze swojego prawa do odwołania, nie jest zaskoczeniem. Obawiają się, że mając korzystne dla siebie opinie, łatwo przeforsuje własne plany. Czy będzie tak, jak podczas jednego z protestów mówił radny miejski, Wojciech Beśka, że niezbędnym atrybutem każdego mieszkańca Dylowa Szlacheckiego i ul. Sienkiewicza będą zatyczki do nosa? Jedno jest pewne, tutejsi nie odpuszczą tak łatwo. Ostatecznie nie mają nic do stracenia, mierzą się z ruchem ciężarówek, gubionymi przez nich odpadami, smrodem, a za to nie mogą liczyć nawet na preferencyjne stawki za odbiór i zagospodarowanie odpadów.
Magdalena Lizurej
[email protected]
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze