W sobotę i niedzielę (16 i 17 grudnia) odbywał się „weekend cudów” czyli finał ogólnopolskiej akcji „szlachetna paczka”, którą organizuje Fundacja Wiosna. W inicjatywie chodzi szczególnie o to, aby potrzebujące rodziny otrzymały pomoc skrojoną na miarę ich potrzeb i dzięki temu mogły wyjść z trudnej sytuacji. W rejonie wieluńskim paczki trafiły do 30 rodzin.
W prace w rejonie wieluńskim zaangażowało się 18 wolontariuszy, którzy odwiedzili 68 rodzin. Do programu nie można zgłaszać się osobiście, wolontariuszy musi o trudnej sytuacji powiadomić osoba trzecia. Kolejnym krokiem jest szczegółowy wywiad – rozmowa z wolontariuszami, dopiero potem zapada decyzja, czy rodzina może zostać pomocą w formie „szlachetnej paczki” objęta. W tym roku w rejonie wieluńskim ochotnicy przeprowadzili 68 wywiadów, a do pomocy zakwalifikowano 30 rodzin. Niemal do ostatniej chwili nie było wiadomo, czy wszystkie znajdą swoich darczyńców. Pomoc dla ostatniej z nich została zadeklarowana około 18:00 w piątek, na kilkanaście godzin przed finałem.
- Odbywamy pierwsze spotkanie i poznajemy historię tej rodziny, pytamy co sprawiło, że teraz jest im troszkę ciężko, na drugim spotkaniu pytamy już o konkretne potrzeby. Proces jest wieloetapowy, to pozwala nam uzyskać gwarancję, że darczyńca pomaga faktycznie rodzinie, która tego potrzebuje – opowiada o kulisach działania zaangażowanych w projekt osób Natalia Skórzak, liderka Szlachetnej Paczki w powiecie wieluńskim.
Reklama- Chodzi o to by pomagać tak, aby to pomaganie było mądre – podkreśla.
Osoby chętne do wsparcia potem wybierają z bazy rodzin tych, którym chcą pomóc. Często w przygotowanie jednej paczki zaangażowane są instytucje, szkoły, firmy, ale też grupy przyjaciół czy krewni.
Jak podkreślają wolontariusze oraz darczyńcy czas, który poświęcają na pracę w „szlachetną paczkę” procentuje w postaci pozytywnych emocji, jakie towarzyszą rozdawaniu prezentów.
Co roku pomoc w rozwożeniu podarków oferują strażacy. Jan Janik prezes OSP Masłowice zaznacza, że nie opuścił jeszcze żadnego finału. Wiele razy w ciągu tych kilkunastu lat w jego oczach pojawiały się łzy wzruszenia.
- Zajmujemy się jako strażacy głównie logistyką, w tym roku nie ma tych rodzin dużo, więc tej pracy będzie mniej, niż nieraz bywało – Janik wspomina, że zdarzało iż wracali nawet po północy do domu, a następnego dnia od rana znowu rozwozili, ponieważ rodzin było ponad 120.
- Ze mną są trzy osoby z młodzieżowej drużyny pożarniczej, staramy się zaszczepić u nich ducha pomagania. Straż jest po to, by pomagać – kwituje.
Tak jak w poprzednich latach cały sztab mieścił się na Dworcu Kulturalnym Wieluń-Dąbrowa. Dyrektor Wieluńskiego Domu Kultury, Elżbieta Kalińska, zapewnia, że dla takich inicjatyw WDK zawsze ma otwarte drzwi.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze