Reklama

Ukraińscy lekarze remedium na problemy kadrowe?

Pomysł, aby ściągnąć do Polski medyków zza wschodniej granicy nie jest nowy. Rządzący już pod koniec 2020 r. zmienili przepisy, które uprościły procedurę uznania kwalifikacji zawodowych dla medyków spoza Unii Europejskiej. Miało to ułatwić zalepienie kadrowej dziury. Po ataku Rosji na Ukrainę do Polski uchodzili również lekarze. Dyrektorzy szpitali wietrzą dla siebie szansę na wzbogacenie się o specjalistów. W naszym regionie Ukraińcy lekarze już mają etaty. Sprawa nie jest jednak całkiem prosta, ponieważ muszą najpierw dostosować się do nowych warunków i opanować język. Na razie wykonują swoje obowiązki pod nadzorem kolegów.

Lekarze z Ukrainy już tu pracują
We wszystkich trzech szpitalach naszego regionu,  w Wieluniu, Wieruszowie i Pajęcznie, pracują już lekarze z Ukrainy bądź placówki chcą ich zatrudnić.
- Nawiązałam współpracę  z lekarzami z Ukrainy, na razie nie mogą samodzielnie wykonywać obowiązków, dopóki nie otrzymają zgody z ministerstwa zdrowia – podaje Eunika Adamus, prezes zarządu Powiatowego Centrum Medycznego w Wieruszowie.  
Z kolei w Wieluniu szlify w zawodzie zdobywają stażyści.
- Na chwilę obecną w szpitalu w Wieluniu jest dwóch stażystów z Ukrainy, każdy z nich ma swojego opiekuna – informuje Anna Freus, pełniąca obowiązki dyrektora SP ZOZ-u.
- Bardzo pozytywnie oceniamy tę współpracę. Dział kadr czyni starania, aby ściągnąć lekarzy z Ukrainy w ramach konkretnych specjalizacji, czyli kardiologii, rehabilitacji, medycyny ratunkowej, pulmonologii. Nie zamykamy się również na internistów.
Pajęczański szpital zatrudnił lekarki, pediatrę i internistkę, narodowości ukraińskiej.
„Obecnie obie lekarki finalizują niezbędne formalności w Ministerstwie Zdrowia, jednocześnie pracując zgodnie z obowiązującymi przepisami jako asystentki lekarzy. Po przyznaniu warunkowego prawa wykonywania zawodu lekarza, lekarki będą mogły samodzielnie wykonywać swoje obowiązki pod nadzorem opiekuna będącego lekarzem posiadającym specjalizację II stopnia lub tytuł specjalisty.” – informuje Biuro Prasowe SP ZOZ-u, jak zapewniają przedstawiciele służb prasowych, obie medyczki spełniają wszystkie wymogi związane z pracą lekarza w Polsce.
W toku jest rekrutacja kolejnego lekarza ze wschodu.
„SPZOZ w Pajęcznie z pozytywnym skutkiem prowadzi działania związane z pozyskiwaniem nowego personelu Nowy personel aktywnie angażuje się w pomoc pacjentom i w poznawanie specyfiki pracy SPZOZ w Pajęcznie.” – zapewnia biuro prasowe.

Najpierw muszą się wdrożyć

Reklama


Prezes Adamus szacuje, że aby swobodnie móc pracować, Ukraińscy lekarze potrzebują co najmniej roku. To czas niezbędny na poznanie języka, procedur i zdobycie umiejętności wypełniania dokumentacji medycznej.
- Na pewno nie jest tak, że lekarze z Ukrainy czy Białorusi  zaczną pracować tu i teraz, najpierw muszą się wdrożyć  - podkreśla.
- Język medyczny to język specjalistyczny, trzeba o tym pamiętać. Lekarze muszą nie tylko potrafić się porozumieć, ale również wypełnić prawidłowo dokumenty. Oczywiści dam szansę tym osobom, jeśli potrafią się odnaleźć w polskiej rzeczywistości, to pracę będą mieli.
Podobne zdanie prezentuje dyrektorka wieluńskiego szpitala.
- Barierą dla części lekarzy z Ukrainy jest język – sądzi.
-Wdrożenie w pracę w szpitalu w Polsce nie przychodzi natychmiastowo. Inne wymagania są stawiane przed lekarzami na Ukrainie, inne są w naszym szpitalu czy ogólnie w szpitalach w Polsce.
Problem został podjęty podczas kongresu pracodawców szpitali powiatowych. Wydarzenie odbyło się w maju. Podczas rozmów z przedstawicielami ministerstwa zdrowia szefowie placówek medycznych wskazywali na kształt przebiegu procesu wdrażania się obcokrajowców do pełnienia obowiązków w Polsce.
-Podnosiliśmy, że lekarz z Ukrainy wymaga wdrożenia i będzie musiał być wskazany lekarz ze strony szpitala, który niejako "nauczy" takiego medyka działania w naszym systemie informatycznym i w naszych realiach – relacjonuje Freus.
- Musimy mieć świadomość, że taka praca nie zostanie podjęta od razu w sposób samodzielny.
Niedobory kadry dają się we znaki
W naszym regionie, podobnie jak  w całej Polsce, medyków po prostu brakuje. Nałożyło się na to kilka czynników. Jeszcze kilka lat temu zarobki lekarzy były zdecydowanie niższe, dlatego wielu młodych, wykształconych medyków wyjechało w poszukiwaniu lepszych perspektyw za granicę. Ponad to rząd z opóźnieniem zareagował na monity przedstawicieli szpitali odnośnie zwiększenia miejsc specjalizacyjnych.
- Kiedyś lekarze pracowali w kilku miejscach, np. w szpitalu i przychodniach, zapełniali wakaty, teraz nastało inne pokolenie. Młodzi medycy chcą w jednym miejscu zarabiać takie same pieniądze – sądzi Eunika Adamus.
- W Polsce zarobki lekarzy są teraz dobre, ale nie ma kto zapełniać dziur. Ponad to lekarze wolą pracę w poradniach, o ustalonych porach, bez pracujących weekendów. A praca w szpitalu ma zupełnie inny charakter.   
Obecnie to medycy dyktują warunki. Bardzo często to nie powody finansowe są motorem do podjęcia pracy w tym czy innym miejscu.
- Lekarze nie mają problemu z znalezieniem zatrudnienia, większość szpitali ma deficyty kadry lekarskiej – mówi Freus.
- To lekarze wybierają miejsca, gdzie będzie im wygodniej, kierując się upodobaniami czy własną sytuacją życiową. Bardzo często wpływu na wybór miejsca pracy nie ma oferta finansowa, bo zarobki są mniej lub bardziej wyrównane, ale inne aspekty, jak atmosfera, możliwość rozwoju, lepszy dojazd.
Szefowie placówek medycznych od ręki są w stanie przyjąć specjalistów. W Wieruszowie widzieliby u siebie pediatrów, internistów i lekarzy pracujących w nocnej i świątecznej opiece zdrowotnej. W Wieluniu od razu praca byłaby dla kardiologów, pulmonologów, lekarzy ze specjalnością w zakresie rehabilitacji, czy medycyny ratunkowej.
Dyrektorzy nie ukrywają, że kłopoty kadrowe spędzają im sen z powiek. Z wieluńskiego szpitala odchodzi niedługo ordynator interny, jednak Anna Freus zaznacza, że w tym momencie oddziałowi nie grozi paraliż.
- Ordynator oddziału internistycznego złożył wypowiedzenie – przyznaje.
- Pan doktor swoją decyzję argumentował tym, iż od kilku lat dojeżdża do Wielunia, a otrzymał propozycję pracy na miejscu. Nie była to sytuacja dla mnie komfortowa, ale rozumiem decyzję pana doktora i życzę mu zadowolenia i sukcesów w nowej pracy. Pan ordynator bardzo dobrze się sprawdził w czasach pandemii, prowadził oddział covidowy i bardzo mu za to serdecznie dziękuję.
Dyrektorka nie ukrywa, że każde odejście lekarza rodzi kłopot  kadrowy.
- Każdy kierownik jednostki bo odejściu medyka ma problem i musi się po prostu nagimnastykować, aby od nowa zbudować zespół – podkreśla.
- Od dłuższego czasu prowadzę rozmowy z lekarzami, aby zabezpieczyć pracę oddziału i na dzień dzisiejszy mogę zapewnić iż oddział internistyczny nie zostanie zamknięty.
Tymczasem wizja zamykania oddziałów jest realna w całym kraju, takie sytuacje stają się powszechne. W Wieluniu kilka lat temu były kłopoty i na internie, i na oddziale noworodkowym. W Wieruszowie jesienią nie funkcjonował oddział internistyczny, po tym jak odeszli stamtąd lekarze. Prezes Adamus chciała się nawet podać do dymisji, jednak nie została ona przyjęta, a szefowa ostatecznie kryzys kadrowy zażegnała.
-  Jeśli dyrektor nie jest w stanie zabezpieczyć kadry medycznej to oddziału nie ma - komentuje Anna Freus.
- To jest problem ważniejszy nawet niż finanse.
Dlatego dyrektorzy dwoją się i troją, aby wykwalifikowanych specjalistów do siebie ściągnąć. Na razie przez kilka lat nie ma co oczekiwać, że sytuacja ulegnie poprawie.
- Kadry lekarskiej musi więcej wychodzić na rynek, przedstawiciele ministerstwa informują o zwiększeniu miejsc na specjalizacjach. Jednak należy mieć na uwadze to, że proces kształcenia lekarza specjalisty trwa dość długo. Ta luka nie zostanie zapełniona od razu – informuje dyrektorka wieluńskiego SP ZOZ-u.
- Cały czas poszukujemy lekarzy – podaje Adamus.

Magdalena Lizurej
[email protected]

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kulisy.net




Reklama
Najnowsze wiadomości