Setne urodziny to wydarzenie niezwykłe i rzadkie, będące świadectwem siły i wytrwałości. Sabina Pająk z gminy Rząśnia jest przykładem tego, jak ważne w codziennym życiu są rodzina, prostota, optymizm i pogoda ducha, a także… ziemniaki i hortensje.
W poniedziałek, 25 sierpnia, swoje setne urodziny świętowała Sabina Pająk, mieszkanka gminy Rząśnia. Był to niezwykły dzień zarówno dla samej jubilatki, jak i dla całej społeczności gminy.
Z okazji urodzin Sabinę Pająk odwiedził wójt gminy Rząśnia Tomasz Stolarczyk wraz z kierownikiem Urzędu Stanu Cywilnego Anną Gajewską - Bęben. W imieniu mieszkańców złożyli jubilatce serdeczne gratulacje, życząc zdrowia, pogody ducha i dalszych lat w otoczeniu bliskich. Uśmiechnięta stulatka otrzymała kwiaty, list gratulacyjny, upominek i kosz słodkości.
– Na dalsze lata życia życzymy jubilatce wszelkiego dobra, zdrowia i miłości najbliższych – podkreśla wójt Tomasz Stolarczyk.
Dostojna jubilatka urodziła się we Wręczycy pod Pajęcznem, a mieszka w Białej Ameryka, gdzie otoczona jest opieką jednego z synów. A w sumie wychowała ich pięciu. Męża pochowała ponad 30 lat temu.
- Pięciu synów urodziłam. I tylko ostatniego w szpitalu na porodówce. A wszystkich wcześniej w domu. I zdrowi byli, a rosły chłopy jak dęby. Każdy w wojsku potem służył – wspomina Sabina Pająk.
Do rodzinnej gromadki pani Sabiny dołączyło też czworo wnuków i również czworo prawnucząt.
Pomimo sędziwego wieku jubilatka cieszy się dobrym zdrowiem, sprawnością fizyczną oraz znakomitą pamięcią. Jej optymizm i uśmiech są powodem do dumy i radości dla bliskich. Zapytana o receptę na długowieczność seniorka odpowiada z uśmiechem, że nie ma jakiejś specjalnej.
- Tak bozia dała i tak się jakoś żyje. Raz było dobrze, a raz gorzej, ale jakoś dożyłam tej setki. Czasem się śmiało, a nie jeden raz płakało, ale po prostu pchało się to życie do przodu – wesoło opowiada Sabina Pająk.
Sabina Pająk lubi gotować, ale ani myśli zapisywać w zeszycie przepisów, bo jak twierdzi ma je po prostu w głowie. Jak mówi zaprzyjaźniona sąsiadka seniorki - Sylena Głowacz - najbardziej smakuje jej marchwianka z ziemniakami. To smaki z dzieciństwa.
- Bo co wtedy można było jeść innego – pyta retorycznie jubilatka urodzona w 1925 roku.
- Ziemniaki były. Raz z barszczem, a raz z kwaśnym mlekiem, a to zalewajka czy grochówka, albo placki kartoflane – takie było jedzenie i nic więcej. A smakowało i nikt nie wybrzydzał.
Energia stulatki jest wręcz zaraźliwa. Pani Sabina sama sprząta, gotuje, pierze i zmywa.
- Jeszcze w tamtym roku sama firanki wieszała – mówi z podziwem Sylena Głowacz.
Ulubione zajęcie stulatki to pielęgnowanie kwiatów. W ogródku rosną róże i lilie, ale oczkiem w głowie pani Sabiny są hortensje.
- Jak mi się już przykrzy w domu to idę do ogródka, pokopię, pogrzebię przy kwiatach, wody w konewce przyniosę i od razu mi lepiej.
Wizyty u lekarzy i specjalne diety nie wchodzą w grę. Od służby zdrowia jubilatka woli trzymać się z daleka, a za najlepszą dietę uznaje proste wiejskie jedzenie.
- Do lekarzy nie chodzę, bo wiadomo – skoro przyjmują, to muszą coś znaleźć. A jak znajdą to leki wypisują. Pomogą – dobrze. Nie pomogą – drugie dobrze. Grunt, że u lekarza byłaś i leki kupiłaś. To ja nie chodzę do lekarza i żadnych leków nie biorę – i tak sobie żyję – z uśmiechem wyraża swoje zdanie na temat służby zdrowia stulatka.
- Kto z młodych dzisiaj starych słucha – zaczyna ze śmiechem seniorka, ale dodaje po chwili, że jeśli miałaby już coś radzić to, żeby te swoje telefony i tablety rzucili, a wzięli się za naukę, albo za robotę.
Konkretną opinię stulatka ma też na temat polskiego więziennictwa.
- Wszyscy teraz do więzienia i do więzienia. Bo za dobrze im tam. Naje się taki za darmo, wygolony, wypasiony, ubrany i siedzi sobie zadowolony, a my za to płacimy. Budują te nowe więzienia, a lepiej by ludziom uczciwym domy pobudowali. A więźniów do roboty zagonić, a nie luksusy im zapewniać. Dać raz na dzień jeść, bata na tyłek i by się skończyło.
W życiu seniorki różnie bywało, ale jak sama mówi: wszystko jakoś się układa.
- Nie mogło być tak źle, skoro tyle lat przeżyłam. Pewnie, że było parę sytuacji, że mogłam mieć lepiej, ale tak Bóg pokierował, że to przeznaczenie było dla mnie i nie mogło iść do kogoś innego. Trzeba tylko słuchać i je wypełnić, a jak się nie chce to nie będzie dobrze.
Jedyne czego czasami seniorce brakuje to rozmowa i towarzystwo drugiego człowieka. Kiedy syn ma dużo pracy i nie ma go w domu wiele godzin, to samotność trochę doskwiera. Sabina Pająk nie ma jednak wielkich wymagań. Życzy sobie tylko:
- Żeby zdrową być i chodzić, a nie leżeć.
I tego serdecznie życzy szanownej jubilatce redakcja portalu kulisy.net, a Sabina Pająk błyskawicznie mknie do ogródka i po chwili obdarowuje reporterów obfitym bukietem hortensji.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze