Mieszkańcy domków jednorodzinnych przy ulicy Sieradzkiej w Wieluniu, w pobliżu stacji benzynowej, skarżą się na uciążliwy dym z pobliskiej piekarni Społem. Dodatkowym problemem nie do zniesienia, jak mówią, jest wszędobylska sadza opadająca z kominów, którą ciężko domyć. Od lat domagają się zmiany sposobu opalania pieców lub likwidacji piekarni.
Witold Białek, jeden ze skarżących się, mieszka przy ul. Sieradzkiej od 1977 roku. Zauroczony okolicą, kupił tu dom.
- Z tyłu budynku mam ogród – rozpoczyna.
- A w nim stolik, krzesła i spokój od miejskiego zgiełku. Ale co z tego, kiedy niemal obok wystają dwa wysokie kominy, z których się strasznie kopci. Najgorzej jest o szóstej rano, gdy rozpala się w piecach. Dym jest wtedy czarny. I tak na czarno dymi się co trzy godziny. Najgorzej jest, gdy wiatr wieje od wschodu. Wtedy wszystko leci w moją stronę. Sadzy jest multum – na oknach, parapetach. Wszystko trzeba prać. A warzywa to są od niej czarne. Nie mogę zrozumieć, że w centrum miasta funkcjonuje piekarnia opalana węglem.
Potwierdza to wszystko Danuta Tomaś, sąsiadka Witolda Białka.
- Nawet, jak z kominów się nie kopci, to ta sadza jest wszędzie – kobieta rozkłada bezradnie ręce.
- Na dachach, parapetach, a jak zawieje wiatr, to to wszystko fruwa. Kostka też jest czarna. Co roku muszę ją myć. To jest tragedia, nie da się żyć. A ponadto od dymu jest taki smród, że jak przyjechała koleżanka i weszła do mnie, to aż się dusiła. Nie wiem czym, oprócz węgla, oni tam palą, ale nieraz dym jest bardzo czarny. Kiedyś miałam nawet telefon, że się u mnie pali, bo tak się dymiło. O mało zawału nie dostałam. W niedzielę też nie dają nam spokoju.
- U mnie pod parasolem wypoczynkowym nie da się usiąść, bo niestety, na krzesłach i blacie jest sadza – dodaje Danuta Salejda, która mieszka w dalszym sąsiedztwie Witolda Białka i Danuty Tomaś.
- Nawet musiałam kupić nowy parasol, bo ten, który miałam, był cały w plamach od sadzy i nie dało się go wyczyścić. Nie sądzę, że coś zmieni się w sprawie tych dymiących kominów. Łamanie wszelkich przepisów w tym kraju jest normą. Tak więc mnie już nic nie zaskoczy.
Piekarnia, która jest sprawcą tego zadymiania, należy do Powszechnej Spółdzielni Spożywców „Społem” w Wieluniu. Zaczęła funkcjonować w 1968 r., kiedy w pobliżu najprawdopodobniej stały tylko pojedyncze domy. Korzysta ona ciągle z tradycyjnych metod wypieku chleba w piecach ceramicznych zbudowanych z szarej i czerwonej cegły. Opalane są one węglem.
- Dzięki temu mamy chleb o bardzo wysokiej jakości – mówi Włodzimierz Bednarek, prezes PSS Społem.
- My na tę jakość i markę pracowaliśmy przez wiele lat. Chleb pieczemy tradycyjnie, tak jak się to robiło 40 lat temu. Wytwarzamy go z najlepszych surowców, bez żadnej chemii. Nasi sąsiedzi też powinni wziąć pod uwagę naszą tradycję. W piekarni pracuje około dwudziestu osób, które wypiekają miesięcznie dziesiątki ton pieczywa. Słyniemy z niego i ma ono swoich klientów, o których musimy dbać. My nikomu nic nie robimy na złość.
Interweniujący w sprawie, twierdzą, że przed paru laty takiego zadymiania i tyle sadzy nie było. Piekarnia pracowała wtedy na jedną zmianę. Dym zaczynał unosić się w powietrzu o szóstej rano. I tak trwało do południa.
- Teraz są trzy zmiany i dym jest na okrągło – kontynuuje Danuta Tomaś.
- Ode mnie koleżanki wychodzą czarne. Mieszkam na wprost piekarni. Nie mogę otworzyć balkonu, bo jak usnę, to dym leci prościutko do mieszkania. Ja mam chyba najgorzej. W radiu, telewizji mówi się, że takie dymiące kopciuchy trzeba zgłaszać. A tu proszę, kopciuch dymi, wszyscy to widzą i nic. W Wieluniu są też inne piekarnie, ale żadna nie pali węglem. W tej, powinni zmienić piec na elektryczny albo gazowy.
Całkowita zmiana sposobu opalania z węglowego na gazowe lub olejowe w najbliższym czasie nie wchodzi w rachubę, chociażby ze względu na cenę tych paliw. Chyba, że zmienią się przepisy.
- Na pewno nie uda się tego zrobić w ciągu roku, czy dwóch lat – tłumaczy Włodzimierz Bednarek.
- Ale nie jestem hamulcowym i może kiedyś, na próbę, jeden piec uda nam się podłączyć do sieci gazowej. Będę się nad tym zastanawiał. Ale musimy pamiętać, aby utrzymać wysoką jakość naszego chleba, bo tego wymagają od nas klienci. Trzeba by było też wziąć pod uwagę podwyżkę cen. Może kiedyś specjaliści wymyślą inną technologię opalania, która nie będzie uciążliwa, ale nie zaszkodzi też w utrzymaniu jakości pieczywa.
By, jak najbardziej ograniczyć dymienie z komina, prezes Bednarek zapewnia, że w piekarni podjęto szereg działań.
- Używamy węgla wysokokalorycznego – mówi. - Stosujemy również Sadpal. To środek, który powoduje, że nie ma tyle sadzy, a dym nie jest tak agresywny. Zobligowani zostaliśmy do tego przez Ochronę Środowiska. Gdybyśmy go nie stosowali, natychmiast by to wychwycono. U nas wszystko jest ewidencjonowane. Wiadomo, ile rocznie spalamy węgla, ile zużywamy Sadpalu. Potem jest to przeliczane na tonę i musi się zgadzać. Sprawy związane z opalaniem piekarni prowadzi nam inżynier z Sieradza, specjalista od ochrony środowiska.
Danuta Tomaś ma jednak wątpliwości, czy ten środek jest ciągle stosowany. Ponieważ jest on drogi, przypuszcza nawet, że używa się go tylko wtedy, gdy mają być przeprowadzane kontrole i pomiary.
Mieszkańcy ul. Sieradzkiej zwracali się w tej sprawie m. in. do Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska w Łodzi i Urzędu Miejskiego w Wieluniu. Instytucje te przeprowadziły kontrole w piekarni, ale nie stwierdziły łamania obowiązujących przepisów. Interweniujący próbowali też sprawą zainteresować media ogólnopolskie, ale te nie podjęły tematu.
Czy jest zatem możliwe satysfakcjonujące dla obu stron rozwiązanie tego sporu na drodze rozmów i kompromisów?
- Nie unikam spotkań i chętnie porozmawiam z sąsiadami piekarni - kończy Włodzimierz Bednarek. - Ale chcę, żeby ta rozmowa była rzeczowa i uczciwa. Aby i oni starali się zrozumieć nasz racje.
Elżbieta Wodecka
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze