Jak ci ludzie tutaj żyją? Takie pytanie nasuwa się podczas spaceru ulicą Ludową w Wieluniu. Trwa tu budowa drogi i chwała gminie za tę potrzebną inwestycję. Szkopuł w tym, że prace budowlane stanęły w martwym punkcie i od dwóch tygodni nic się nie dzieje. Aura listopadowo-grudniowa zrobiła swoje i dla mieszkańców niektórych posesji dotarcie do swoich domów to wyzwanie iście survivalowe. Także dla dzieci droga do szkoły i z powrotem staje się trasą jak z runmageddonu.
Mieszkańcy niektórych posesji przy ulicy Ludowej w Wieluniu stracili cierpliwość i poprosili redakcję „Kulis…” o interwencję. Rzecz dotyczy postępów prac przy budowie drogi gminnej, a właściwie ich braku.
- To jest przerażające. Gryźliśmy się w język i nie odzywaliśmy się na ten temat. Ale jak od dwóch tygodni to błoto jest coraz gorsze, roztopy idą coraz większe, a nic się tu nie dzieje, to musieliśmy jakkolwiek poprosić o pomoc, bo sami sobie nie poradzimy – zwraca się do redakcji portalu kulisy.net zdenerwowana mieszkanka ulicy Ludowej w Wieluniu (nazwisko znane redakcji).
Nie wszyscy pozostają w tej sprawie anonimowi. Paulina Niemczyńska, właścicielka Kliniki Piękna przy Ludowej, opowiada, że pod jej salonem roboty zaczęły się trzy tygodnie temu. Wykopane zostały dziury na dwa metry, wybrana cała glina, rury włożone i zasypane. Niestety, od dwóch tygodni nic więcej się już nie wydarzyło.
- Przyszły śniegi i roztopy, jest jedno wielkie bagno. Ogromne dziury zagrażają mieszkańcom, bo są niezabezpieczone. Dzieci chodzą do szkoły po tym błocie, ślizgają się. Moje już dwa razy się wracały, bo się wywróciły na tym błocie i trzeba je było przebierać od nowa – mówi Paulina Niemczyńska.
Podobnie jest u sąsiadów. Dzieci przechodzą w drodze do szkoły obok wielkiej, głębokiej na około półtora metra, dziury. Wokół dziury są zwały ziemi. Przy jesienno-zimowej pogodzie to duże niebezpieczeństwo. Ktoś może tam wpaść, ziemia może się osunąć.
- Pójdzie jakieś dziecko, a nawet dorosły, poślizgnie się na tym błocie i wpadnie. Ziemia się na niego osunie i tragedia – denerwuje się Paulina Niemczyńska.
Mieszkańcy jednej z posesji od dłuższego czasu nie mają wywożonych śmieci. Nie dojedzie tam karetka, nie dojedzie straż, nie dojedzie tam nikt, bo nie ma dojazdu. Trzeba parkować przy głównej ulicy i nierzadko z ciężkimi zakupami brnąć przez błoto. Przy innej posesji to samo, wykopana wielka dziura i beztrosko pozostawiona własnemu losowi.
- Każdy z nas się liczy z tym, że to są roboty drogowe i będą utrudnienia, ale to nie jest utrudnienie. To jest po prostu odcięcie nas od normalnego funkcjonowania. Nie ma żadnej kładki, czy nawet prowizorycznego przejścia. Nie ma nic – rozkłada ręce Paulina Niemczyńska.
- Już nie wiemy co robić. Nikt nie chce robić nikomu problemów, ale nie może być czegoś takiego jak tutaj u nas. Nie może być tak, że ktoś nie ma dojazdu do swojej własnej posesji. A nawet dojście jest utrudnione – dodaje jedna z mieszkanek.
- Gdzieś tam dalej, może coś jest ruszane, ale tutaj u nas, na drodze dojazdowej, od dwóch tygodni żywej duszy nie ma – irytuje się Niemczyńska.
- A tu pośrodku, jakby pani przeszła to się pani zakopie po kolana. Ludzie się tutaj topią w błocie! A oni nic – dopowiada ze złością sąsiadka.
Irytację mieszkańców wzbudza też brak oficjalnych informacji na temat przestoju w pracach.
- Słyszeliśmy tylko pocztą pantoflową, że coś tam jest z nitkami od gazu, od światłowodu, ale to nie jest oficjalnie potwierdzone. Nikt w ogóle u nas nie był, nie próbują nam jakoś pomóc w normalnym funkcjonowaniu – mówi właścicielka salonu.
Sytuacja ma też niekorzystny wpływ na funkcjonowanie firm usługowych zlokalizowanych w okolicy. Klientki mają duży kłopot z dotarciem m.in. do salonu piękności. Widząc, jaką drogę musiałyby przebyć, aby się do niego dostać, po prostu zawracają. Trudno się dziwić. Owszem, różne salony urody i SPA oferują kąpiele błotne, ale chyba nie do końca o taką ich formę chodzi.
- Jest problem. Niektóre klientki odwołują wizyty, bo nie mogą dojechać. Boją się zakopać samochodem, czy nawet dojść. Albo gdy widzą jak to wygląda, to po prostu rezygnują. Tym bardziej, że często są to wizyty popołudniowe i wieczorne. Teraz szybko się ciemno robi, a po ciemku chodzenie po tej drodze jest co najmniej ryzykowne – mówi właścicielka Kliniki Piękna Paulina Niemczyńska.
- A samochody normalnie grzęzną w błocie. Nie ma możliwości przejazdu. Już nie raz i nie dwa kogoś wypychaliśmy – dodaje jeden z mieszkańców.
Wśród mieszkańców okolicznych posesji, zgromadzonych w pobliżu błotnego trzęsawiska, rozpoczyna się dyskusja.
- My, jako mieszkańcy potrzebujemy tylko dojścia do naszych posesji. Jakiejś kładki czy zrobienia czegoś, żeby dzieci mogły spokojnie do szkoły chodzić – mówi jeden z mieszkańców.
- Na razie są tylko kładzione rury odwadniające, a do drogi to jeszcze trochę. Rozumiemy. Tylko chodzi o to, żeby zrobili tak, żeby ludzie mogli tutaj normalnie funkcjonować. Robimy po jednej stronie, to po drugiej zróbmy tak, żeby można było stawiać samochody i żyć. My tu przecież po prostu żyjemy, a nie bywamy - z rozgoryczeniem dodaje starsza kobieta.
- Nie chodzi o to, żeby złośliwości robić komukolwiek, tylko żeby w końcu coś się ruszyło – studzi emocje właścicielka salonu piękności.
- Złośliwości to ta firma nam robi. Jak można zostawić to wszystko i ludzi w takim stanie. Czy oni tego nie widzą? To jest chore. Po prostu chore – kwituje zdenerwowany mieszkaniec pobliskiej posesji.
W rozmowie z reporterką portalu kulisy.net burmistrz Wielunia Paweł Okrasa mówi, że przestój w pracach może się zdarzyć przy każdej inwestycji, zwłaszcza wymagającej głębokich wykopów, gdzie dochodzi do kolizji pewnych instalacji podziemnych, takich jak: wodociąg, kanalizacja czy światłowód. Zdaniem burmistrza w newralgicznym miejscu było sporo takich kolizji, nienaniesionych wcześniej na mapy, a wykonawca boryka się z ich usunięciem.
- Gdzieś na trasie kanalizacji deszczowej był węzeł czy tłocznia kanalizacji sanitarnej. A tego nie było w mapach, ponieważ kiedyś ktoś tego dobrze nie zewidencjonował. Na tej inwestycji było przynajmniej kilka kolizji, które bardzo mocno zatrzymały te prace – mówi burmistrz Wielunia Paweł Okrasa.
- Dokładnie jutro (4 grudnia – przyp. red.) mamy spotkanie, radę budowy. Poprzednie inwestycje, czyli budowę kanalizacji czy wodociągów, robił inny podmiot. Tam już niestety minął czas związany z gwarancją czy reklamacją ze strony gminy. I teraz ten wykonawca musi te kolizje usunąć. Stąd takie niedogodności – tłumaczy szef wieluńskiego ratusza.
Burmistrz Okrasa podkreśla też, że niedogodności towarzyszą każdej budowie i odnosi się do warunków pogodowych.
- Do tego jeszcze doszło w ostatnim tygodniu, że spadł śnieg i był mróz, a pewnych prac po prostu nie da się wykonać w takich warunkach.
- Rozumiem, że są niedogodności, ale po prostu nie ma innej możliwości. Jak się buduje tego typu drogę, w sposób kompleksowy, to nie jest możliwe, żeby nie było uciążliwości dla mieszkańców. Mogę ich tylko za to przeprosić – mówi Paweł Okrasa.
Burmistrz nie mógł pojechać na Ludową w dniu rozmowy z reporterką portalu kulisy.net. Zapewnił jednak, że osobiście sprawdzi na miejscu jak to wygląda. Dodał, że w poniedziałek (1 grudnia – przyp. red.) rozmawiał z mieszkańcem ulicy Ludowej, który ani słowem nie wspomniał o tym, że ma jakiś problem z dojazdem do swojej posesji.
- Muszę sprawdzić, czy to co pani mówi jest zgodne z prawdą, ponieważ często jest tak, że pewne informacje medialne czy internetowe się nie potwierdzają. Dzisiaj nie jestem w stanie tam podjechać, natomiast jutro (4 grudnia – przyp. red.) na pewno. Przed spotkaniem z wykonawcą podjadę i zbadam to osobiście – zapewnia szef wieluńskiego ratusza.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Gdyby chodziło o galę dla Słowika, to by było załatwione w pięć minut!
Gdyby chodziło o galę dla Słowika, to by było załatwione w pięć minut!