Reklama

Jak dilerowi BMW nie udało się ukryć historii samochodu

Nawet w autoryzowanym salonie samochodowym można się naciąć. Ukrywanie rzeczywistej historii wypadkowej auta i propozycja zamiany BMW na… Opla Corsę. Opowieść ku przestrodze ze szczęśliwym zakończeniem, do którego pomogła doprowadzić interwencja reporterów portalu kulisy.net.

Historia zaczyna się dwa lata temu w salonie BMW we Wrocławiu. Seweryn Patyk kupił tam wówczas samochód za ponad 100 tys. zł.

- Nie poinformowano mnie o przeszłości wypadkowej samochodu. Zorientowałem się, gdy chciałem samochód sprzedać do salonu Mazdy i tam kupić nowy – opowiada.

Auto kupione we Wrocławiu trafiło do salonu Mazdy w maju bieżącego roku. Zostało dokładnie sprawdzone i okazało się, że ma niemałą historię wypadkową.

- Powiedziano mi, że auto miało dwie szkody. Jedna była na 14 tysięcy, a druga na ponad 60 tysięcy złotych. BMW w ogóle mnie o tym nie poinformowało, a gdy do nich dzwoniłem to wszystkiego się wypierali – relacjonuje właściciel samochodu.

Reklama

- Gdy pojechałem do ich salonu, żeby sprawę wyjaśnić i uzgodnić kwestię zamiany tego BMW na inne auto, to zaproponowali mi… Opla Corsę. Żałosne – dodaje.

Właściciel BMW nie przyjął tak atrakcyjnej oferty dilera i czekał na inne propozycje. Niestety, sprzedający i kierownik salonu mieli unikać z nim kontaktu przez blisko dwa tygodnie. Stracił cierpliwość i zwrócił się do redakcji portalu kulisy.net z prośbą o interwencję.

W rozmowie z reporterką kierownik wrocławskiego salonu BMW zapewnił, że taka sytuacja nie miała miejsca. Przeciwnie – klient został poinformowany o historii wypadkowej kupowanego samochodu, a później miał odrzucać każdą propozycję ze strony dilera, oczekując na zamianę użytkowanego przez dwa lata BMW na lepsze, bez żadnych dopłat i poniesienia kosztów dwuletniej eksploatacji. Kierownik zaznaczył, że zaproponował odbiór spornego BMW od klienta i zwrot pieniędzy w kwocie pomniejszonej o dwuletnie koszty eksploatacji, czyli ok. 17 tys. zł. Ta propozycja ugody została jednak odrzucona przez właściciela auta.

Reklama

- Bzdura! Za te dwa lata policzyli sobie 50 tysięcy – oburza się Seweryn Patyk i dodaje, że na to nie mógł się zgodzić.

Wydawało się, że spór pozostanie nierozstrzygnięty. Jednak kilka dni po rozmowie telefonicznej reporterki portalu kulisy.net z kierownikiem nastąpił nieoczekiwany zwrot akcji.

- Po waszej interwencji zaprosili mnie na rozmowę, żeby się jednak dogadać – mówi klient.

- Znalazłem u nich samochód siedmiomiesięczny, praktycznie nowy, którym jeździł kierownik. Zgodzili się, że mogę to auto wziąć, oddać poprzednie i dopłacić 60 tysięcy. Ostatecznie zdałem stary samochód i dopłaciłem do nowego 42 tys. zł. Tym razem przedstawili całą historię auta, przeprosili za nieporozumienie i jeszcze mi wydłużyli gwarancję – nie kryje zadowolenia właściciel BMW i dodaje: - A to wszystko dzięki waszej interwencji.

Miejsce zdarzenia mapa Wieluń
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kulisy.net




Reklama
Najnowsze wiadomości