Reklama

Jak babcia robiła "prawko", czyli o tym, że na życiowe wyzwania nigdy nie jest za późno

Najlepiej charakter 64-letniej Jolanty Bizan ze Skomlina oddaje słowo „wytrwała”. Pani Jola przypomina - nie, nie skałę - a kroplę wody, która przebije się przez najgrubszy mur, aby osiągnąć swój cel. Dziś dla wielu może być przykładem na prawdziwość powiedzenia, że chcieć to móc.

 

Kiedy w ubiegłym roku zdecydowała, że pójdzie na kurs prawa jazdy, nie za bardzo wierzyła, że będzie samochodem sama kierowała. Bo przecież przez całe życie jedynym pojazdem, którego kierownicą władała, był rower. W samochodzie była tylko pasażerką.

Reklama

 

Jola podjęła decyzję

 

Kiedy żył mąż, woził Jolantę wszędzie, gdzie chciała, gdzie jechać musiała, a on sam nie miał tego jeszcze dosyć. Ale zmarł. Od tego czasu zmuszona była polegać już tylko na córce.

- Zawieź mnie tu, zawieź mnie tam, mówiłam – opowiada. - I jechałyśmy. Denerwowało mnie jednak to, że zabieram jej cenny czas. Jeszcze bardziej denerwowałam się, gdy nieraz zostawałam w aucie z wnuczką, jej córeczką, bo mama poszła coś załatwić. Chciałyśmy na przykład wyjść z auta, pochodzić, ale jak, kiedy nawet kluczyka ze stacyjki nie umiałam wyjąć, bo bałam się, że coś popsuję!

Reklama

Jednak w którymś momencie coś w niej pękło i postanowiła to zmienić.

- Po mężu został mi samochód – opowiada dalej. - Stał w garażu, opłacony. Moja własność, bo mąż mi go przepisał, choć prawa jazdy nie miałam. I kiedyś tak sobie pomyślałam, że sprzedać go nie sprzedam, ale nie może być tak, że auto stoi w garażu, a ja będę do końca życia zależna od córki. Chciałam stać się niezależną.

Zanim jednak zapisała się na kurs, postanowiła sprawdzić, czy za kierownicę się nadaje. Wykupiła sobie dwie godziny jazdy.

Reklama

- Instruktor wytłumaczył, co gdzie jest, jak się włącza samochód, jak się skręca i kazał mi jechać – mówi. - Byłam bardzo zdziwiona. No ja mam jechać? Jak to ja mam jechać?! Byłam tym zszokowana. No ale włączyłam samochód, umiałam skręcić i pojechałam. I choć właściwie prócz tego, niewiele więcej potrafiłam, bo nawet dobrze biegów nie zmieniałam, postanowiłam zapisać się na kurs.

 

Jola na kursie prawa jazdy

 

- Szukałam w Internecie jakiejś szkoły jazdy – opowiada. - Czytałam, przeglądałam i w końcu zdecydowałam: A, niech będzie pan Sylwester Słoński z Wielunia.

Reklama

W wakacje zeszłego roku zapisała się tam na kurs prawa jazdy. Zaczęło się dość niefortunnie.

- Umówiłam się z panem Słońskim na pierwszą jazdę na placu targowym – śmieje się. - No i już pech na dzień dobry, bo źle się umówiliśmy. On czekał na mnie na targu przy cmentarzu w Skomlinie, a ja na niego w Wieluniu, gdzie przywiozła mnie córka. Czekam, nie przychodzi, więc dzwonię i pytam, gdzie jest. „No jak to gdzie? W Skomlinie”. Ostatecznie pierwszą jazdę z instruktorem Słońskim odbyłam w Wieluniu. Pojeździliśmy troszkę po pobliskich dróżkach i tak się rozpoczęło moje szkolenie.

Reklama

Na kolejnych lekcjach kursantka jeździła do Dzietrzkowic, Łubnic, ale najwięcej po Wieluniu.

- Jest tak, że po pięciu, dziesięciu godzinach, a to zależy od tego, ile już uczeń umie, jedzie się do Sieradza – tłumaczy. - Ale ja na to nie byłam chyba jeszcze gotowa, bo instruktor stwierdził, że dalej jeździmy po Wieluniu. Do Sieradza pojechałam znacznie później.

Trzydzieści godzin jazdy w ramach kursu, okazało się dla Jolanty za mało. Postanowiła dokupić jeszcze kilka godzin m. in. u instruktorki Dominiki Dziekan - Pietrzak, której też wiele zawdzięcza. 

Reklama

- Niech mi pani wierzy, różnie było na tych jazdach – macha ręką. - Był płacz, śmiech, nieraz totalne załamanie. Ale nigdy nie zdarzyło się, żeby instruktorzy do mnie krzyczeli. Bo na przykład pan Słoński jest niesamowicie opanowanym człowiekiem. Ileż on musiał ze mną przejść: „Pani Jolu, pani tu skręci”, „Pani Jolu, skręcając w małą dróżkę, hamuje pani”. Ale ja nie do końca tego słuchałam, bo myślałam, że dlaczego mam hamować, skoro i tak już wolno jadę. Mogę przecież skręcić bez hamowania. I było źle, więc zawracaliśmy i miałam zrobić to samo. I znów nie hamowałam. A instruktor: „Pani Jolu, pani mnie nie słucha”. Oj, nieraz przydałby się jakiś gumowy młotek do popukania mnie w głowę, żebym zaczęła słuchać.

Jolanta mówi, że nauka jazdy wywołuje silny stres, że człowiek jest cały czas spięty. I być może te silne emocje powodują, że uwagi instruktora nie zawsze trafiają do ucznia.

Reklama

 

 

Jola na egzaminie

 

Egzamin teoretyczny zdała za drugim podejściem.

- Bo za pierwszym razem byłam tak zestresowana, że nawet myszki przy komputerze nie mogłam utrzymać – mówi. - Ale pojechałam na drugi dzień i zdałam. Poszło mi dobrze. Na 74 punkty, uzyskałam 72. Jeden kamień z serca mi spadł, ale pozostał drugi – egzamin z jazdy.

Tu już tak gładko nie poszło. Jolanta zdała go za piątym razem.

- A jakie wcześniej popełniałam błędy? Na kursie pięknie pokonywałam łuk na placu i wjeżdżałam w kopertę, przodem i tyłem – uśmiecha się. - Robiłam to idealnie. A na egzaminie wyjechałam za linię i na miasto już nie pojechałam. Innym razem, cofając, nie dałam kierunku. Ale to wszystko przez stres, nerwy. Trzeba umieć panować nad emocjami w czasie egzaminu.

Reklama

Chwile niepewności przeżyła też za tym piątym razem, 7 marca.

- Jak wróciliśmy już z jazdy po mieście na plac przy WORD-zie, egzaminator pisał i pisał – opowiada. - Więc pomyślałam, że będzie chyba szósty raz. A jak nie za szóstym, to będzie siódmy. Ale dostałam karteczkę z wynikiem pozytywnym. Moja radość była nie do opisania. Biegłam, jak nastolatka z tą karteczką do córki, która mnie przywiozła do Sieradza. Przeskakiwałam po dwa schody. Dobiegłam do jej samochodu i krzyknęłam: zdałam! Córka zaczęła płakać ze szczęścia. Wierzyła we mnie. Przed egzaminem dała mi kopa i poskutkowało. Ja chyba przez te moje 64 lata nie zaznałam takiej radości, jak po zdaniu tego egzaminu.

Reklama

Przez cały czas egzaminowych perypetii, Jolanta miała wielkie wsparcie swoich córek oraz wnuczki. Ta ciągle ją motywowała słowami: „Babciu, dasz radę”.

 

Jola już kierowcą

 

Od egzaminu upłynęło już ponad pięć miesięcy.

- Ja w tej chwili nie wyobrażam sobie dnia bez samochodu, bo czułabym się, jakby brakowało mi tlenu – śmieje się. - W aucie czuję się, jak ryba w wodzie. Jestem szczęśliwą osobą, bo spełniły się moje marzenia. Ale dopiero teraz w pełni dociera do mnie wszystko to, co mówił instruktor w czasie nauki. Jeszcze mam to w uszach: „Nie zapomnieć o kierunku”, „Najpierw hamulec pani Jolu, potem sprzęgło”’, bo ja robiłam na odwrót. Te pięć miesięcy potrzebne mi były, żeby opanować idealne parkowanie, wycofywanie, czy wyprostowanie auta. I chociaż to się robi na egzaminie, to potrzeba czasu, aby nabrać wprawy. No i trzeba chcieć i kochać jeździć.

Reklama

Na razie Jolanta zwiedza okolice. Nie oddala się od Skomlina więcej niż 50 km. Była już w Kluczborku, Oleśnie, Załęczu, Praszce. Planuje Bolesławiec. Ale w przyszłym roku marzy jej się dłuższa wyprawa. Chce dotrzeć do Pokrzywnej na Opolszczyźnie przy granicy z Czechami.

- Nieważne za którym razem uda się zdać egzamin – kończy z uśmiechem. - Ważne jest to, by spełnić marzenia. Warto ponosić trud, bo potem satysfakcja jest wprost niemożliwa.

 

Słowo od Joli

 

Chciałabym złożyć panu, panie Sylwestrze Słoński serdeczne podziękowanie za wsparcie, cierpliwość i profesjonalizm, które okazał pan jako mój instruktor nauki jazdy. Pana umiejętności i dedykacja miały ogromny wpływ na moje osiągnięcia i pewność siebie za kierownicą.

Dzięki panu zdobyłam nie tylko niezbędne umiejętności praktyczne, ale również wiedzę teoretyczną, która pozwoliła mi lepiej zrozumieć zasady ruchu drogowego i kulturę jazdy.

Pana spokojna i metodyczna forma nauczania, sprawiła, że czułam się pewnie na drodze, nawet w początkowych fazach nauki.

Chciałabym również docenić pańską cierpliwość i umiejętność dostosowania się do mojego tempa nauki.

Zawsze znalazł pan czas, aby odpowiedzieć na moje pytania, wyjaśnić wątpliwości i skupić się na obszarach, które wymagały dodatkowej uwagi. To pozwoliło mi na efektywne doskonalenie moich umiejętności jazdy. Dodatkowo pańska pozytywna i przyjazna postawa sprawiła, że nauka jazdy była przyjemnym doświadczeniem. Pana umiejętność budowania atmosfery, zaufania i komfortu, pomogła mi przezwyciężyć lęki i stres związany z prowadzeniem samochodu.

Dzięki panu teraz czuję się pewnie za kierownicą i jestem gotowa na samodzielną jazdę. To pańskie wysiłki i wiedza przyczyniły się do mojego sukcesu jako kierowcy.

Jeszcze raz chciałabym wyrazić moje głębokie podziękowanie za pańską pracę i poświęcenie jako mój instruktor nauki jazdy. Cieszę się, że miałam okazję uczyć się od takiego profesjonalisty jak pan. Pańska rola w moim rozwoju jako kierowcy jest nieoceniona.

Życzę panu dalszych sukcesów i satysfakcji w pańskiej pracy. Niech pańskie umiejętności i pasja nadal inspirują i wpływają na innych uczniów - kończy Jolanta Bizan. 

Drugie zdjęcie:

Dodatkowe godziny jazdy z instruktorką Dominiką Dziekan - Pietrzak, pozwoliły Jolancie na jeszcze lepsze przygotowanie się do egzaminu /fot.: archiwum prywatne 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 29/08/2024 20:18
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kulisy.net




Reklama
Najnowsze wiadomości