Reklama

23 lata minęły jak jeden dzień. Sołtys Elżbieta Włodarczyk z Piekar o życiu swojej wsi

Elżbieta Włodarczyk od lutego 2003 roku jest sołtysem wsi Piekary w gminie Sulmierzyce. W tym czasie zmieniło się naprawdę wiele, lecz jedno pozostało bez zmian. Sołtyska wciąż lubi ludzi i zawsze znajdzie powód, żeby wyjść z domu. - Mój mąż mówi, jak ty byś gdzieś nie wyszła, to byś była chora. A ja na to, a chcesz, żebym była chora? - śmieje się Elżbieta.

Kiedy w 2003 roku koleżanka mamy namówiła ją, żeby wystartowała w wyborach na sołtysa, Elżbieta Włodarczyk była w Piekarach nowa. Pochodzi ze Stróży w gminie Rząśnia. Nie była pewna, czy mieszkańcy w ogóle ją znają i czy jej zaufają.

- Mówię sobie, no nie wiem, ludzie mnie nie znają. A tu jednak wybrali mnie - wspomina Elżbieta.

Kandydatów na sołtysa było wtedy dwóch. Wygrała Elżbieta. I tak zaczęła się historia, która trwa już 23 lata. Obecna kadencja jest jej szóstą.

Przez te wszystkie lata chętnych do przejęcia sołeckiej funkcji nie było zbyt wielu. I tak zawsze mieszkańcy wybierali ją. Dla niej samej bycie sołtysem nigdy nie było jednak wyłącznie tytułem czy kolejnym obowiązkiem do odhaczenia.

Reklama

Najważniejsi są ludzie

Przez dziesięć lat pracowała jako świetliczanka. Kiedy pojawiła się możliwość podjęcia tej pracy, odbywały się też wybory na radną. Miała już przygotowane wszystkie dokumenty. Wtedy dowiedziała się jednak, że po wyborze na radną nie mogłaby pracować na świetlicy. Nie zastanawiała się długo.

- Gdyby mnie wybrali, to i tak bym zrezygnowała. Bo praca na świetlicy była dla mnie wszystkim. Przemyślałam to i nie żałuję - zaznacza Elżbieta.

To właśnie świetlica była przez lata jednym z najważniejszych miejsc jej codziennych spotkań z mieszkańcami.

Reklama

- Ludzie odwiedzali mnie na świetlicy. Czy to z podatkiem przyszli, czy po prostu porozmawiać przy kawie. Kontakt z mieszkańcami zawsze był dobry.

Dziś jest już na emeryturze, ale do świetlicy nadal zagląda. Są tam zajęcia kulinarne, podczas których mieszkańcy gotują i pieką. Organizowane są też bezpłatne zajęcia z rękodzieła.

- Bez świetlicy nic by się tutaj nie działo - przyznaje.

Z miejsca, gdzie były chwasty, zrobiło się serce Piekar

Kiedy została sołtysem, świetlica wyglądała zupełnie inaczej.

- Katastrofa była na świetlicy. Tam była tragedia. Warunków żadnych. Chwasty były ogromne. Nawet nie było gdzie robić zebrań - opowiada gospodyni wsi. 

Reklama

Jej marzeniem stał się remont. Budynek mieszkańcy wybudowali jeszcze w latach 60. i przekazali go społeczności. Dziś trudno porównywać go z tym, co zobaczyła przed laty. Jest schludnie, są nowe meble, odbywają się zajęcia i spotkania. Obok powstał plac zabaw i altanka. Świetlica działa już dwunasty rok i nadal jest miejscem, w którym coś się dzieje. A dzieje się naprawdę sporo.

Są spotkania z okazji Dnia Kobiet, wspólne pieczenie pierników przed Bożym Narodzeniem, ciasta i poczęstunki. Jesienią mieszkańcy spotykają się przy pyzach i kartaczach z serem. Co roku świetlica razem z sołectwem przygotowuje też mikołajkowe paczki dla dzieci do 12. roku życia.

Reklama

Elżbieta Włodarczyk sama ma swoją ulubioną formę spędzania czasu. Szydełkuje i robi makramy. Jej dom pełen jest własnoręcznie wykonanych ozdób. Na stołach leżą ręcznie robione obrusiki, a kolejne prace powstają wtedy, kiedy tylko znajdzie chwilę.

- Kiedy tylko przychodzi wrzesień, to uwielbiam szydełkować. Lubię to i robię. Inspiracje czerpię z internetu czy z różnych gazet.

Wieś się zmieniła

Kiedy w 2001 roku robiła spis mieszkańców, w Piekarach mieszkało około 500 osób. Dziś jest ich niewiele, ponad 200.

- Dzieci jest bardzo mało u nas na wsi. Dlatego my starsi musimy działać, bo nie ma kto - mówi sołtyska.

Reklama

Młodych mieszkańców jest coraz mniej. Ci, którzy zostali, często pracują i mają niewiele czasu. Zmieniło się też podejście do wiejskich festynów. Przez dziewięć lat sołectwo organizowało pikniki rodzinne, ale z roku na rok przychodziło coraz mniej osób.

- Zainteresowanie festynami jest mniejsze niż kiedyś - zauważa sołtys.

Nie znaczy to jednak, że mieszkańcy przestali się spotykać. Po prostu robią to trochę inaczej, wspólnie z Kołem Gospodyń Wiejskich, które działa już 11 lat. Początkowo było stowarzyszeniem, a od roku funkcjonuje jako KGW. Należy do niego ponad 30 osób w różnym wieku. Elżbieta również jest członkinią koła. Wspólnie gotują, pieką, przygotowują potrawy na gminne wydarzenia, a czasem po prostu organizują sobie wyjazd. Było już kino, teatr czy kabaret. Z takich wycieczek mogą korzystać również mieszkańcy.

Reklama

Współpraca z gminą układa się bardzo dobrze.

- Ściśle współpracujemy z gminą. Nie ma innej opcji! - podkreśla Włodarczyk. 

Piekary można spotkać m.in. na Cepeliadzie, Targach Ogrodniczych czy Jarmarku Bożonarodzeniowym. Panie z KGW gotują, pieką i pokazują, że nawet w niewielkiej miejscowości można zrobić coś wspólnie.

Pieniądze mogą poczekać. Zdrowie dziecka nie

Jednym z takich momentów był ubiegłoroczny piknik. A właściwie jego brak. Koleżanka z KGW miała wnuczkę chorą na guza mózgu. Zamiast wydawać pieniądze na zabawę, kobiety zdecydowały, że przeznaczą je na leczenie dziewczynki.

Reklama

To chyba najlepiej pokazuje jak ważna jest lokalna społeczność. Nie chodzi tylko o organizowanie imprez i spotkania przy stole. Chodzi o to, żeby wiedzieć, kiedy ktoś potrzebuje pomocy.

- Teraz są takie czasy, że nie można też wchodzić z butami w czyjeś życie. Trzeba wiedzieć, czy można komuś pomóc, zapytać, bo nie wszyscy sobie tego życzą - mówi.

Jako sołtyska ma też zadania, które przejęła jeszcze po swoim poprzedniku. Gdy przychodzi kolęda, ustala, kto pojedzie po księdza. Zbiera pieniądze na kwiaty do Bożego Grobu, zajmuje się również strojeniem krzyży w maju.

Reklama

Czasem usłyszy coś przykrego. Wie, że praca społeczna taka właśnie jest.

- Raz jest dobrze, raz źle. Wiadomo, jak to na wsi bywa, ale ja bardzo lubię kontakt z ludźmi. Sprawia mi to przyjemność.

„Trzeba wiedzieć, kiedy zejść”

Dziś jednak po raz pierwszy od wielu lat nie jest pewna, co będzie dalej. Niedługo skończy 67 lat. Zdrowie zaczyna przypominać o sobie coraz częściej. Czy wystartuje w kolejnych wyborach? Jeszcze nie wie.

- Nie mówię tak, nie mówię nie. Martwię się po prostu o swoje zdrowie.

Jedno jest pewne. Trudno będzie jej całkiem usiedzieć w domu. Może więc jeszcze nie czas na pożegnanie. Może przyjdzie kolejna kadencja, a może rzeczywiście powoli odda sołeckie obowiązki komuś innemu.

Reklama

Po 23 latach ma jednak poczucie, że zrobiła swoje. Zastała świetlicę zarośniętą chwastami i bez warunków do spotkań. Dziś jest to miejsce, gdzie dzieci pieką babeczki, dorośli uczą się rękodzieła, gospodynie gotują, a mieszkańcy spotykają się przy wspólnym stole. I chyba właśnie to jest jej największym powodem do satysfakcji.

- Ja wcale nie czuję, jakby to był jakiś obowiązek, tylko przyjemność. Tak jest, kiedy lubi się kontakty z ludźmi - podsumowuje. 

Miejsce zdarzenia mapa Wieluń
Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 17/08/2026 12:29
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kulisy.net




Reklama
Najnowsze wiadomości