Tomasz „Jezus” Rolnik od zawsze wiedział, że sport to walka – nie tylko na trasie, ale przede wszystkim ze samym sobą. Kiedy w weekend 26–27 lipca w Zduńskiej Woli pokonał 23 pełne pętle ARM RACE Selekcja 24 osiągnął to o czym marzył: pierwsze miejsce Open, przebiegając niemal 117 kilometrów z ponad 300 przeszkodami. To debiut na podium – i zwycięstwo – po 80 oficjalnych startach. Jego historia sięga jednak znacznie dalej. Tym razem z cotygodniowego cyklu: O co biega? Poznajcie Tomasza Rolnika!
Początki: od niemal 100 kilogramów wagi do pasji przeszkód
Mieszkaniec Woli Wiązowej, 34‑letni mąż i ojciec dwójki dzieci, Tomasz Rolnik opowiada, że sportowa droga zaczęła się od nadwagi i potrzeby zmiany.
– Biegam od czterech, pięciu lat… ważyłem blisko 100 kilogramów… – wspominał.
Wzorem okazał się telewizyjny program „Kanapowcy” w którym ludzie w podobnym wieku z dużo większą otyłością niż Rolnik zaczynali walkę o zdrowie, zmianę trybu funkcjonowania a czasem nawet życie. Wtedy też Tomasz podjął decyzję o zmianie życia o 180 stopni: zredukował kalorie, odstawił słodycze, słodkie napoje, tłuszcze, węglowodany, alkohole, i po czasie pojawiły się efekty: 12 kilogramów mniej w osiem tygodni.
– Trzeba chcieć i zdecydowanie zmienić nawyki żywieniowe oraz tryb życia. W moim przypadku nie było żadnej diety. Był i jest deficyt kaloryczny oraz aktywność fizyczna, która jest kluczem. Samo nie zrobi się nic. Jeśli ktoś chce schudnąć i zadbać o siebie i swoje zdrowie tej aktywności fizycznej musi być dużo – podkreślał, doradzając innym zmianę stylu.
– Oczywiście wszystko małymi krokami, u mnie było podobnie – cztery lata temu miałem problem żeby przebiec 4 kilometry, strasznie się męczyłem. A pierwsze dwa tygodnie? Non stop bolał mnie żołądek bo musiał przyzwyczaić się do zupełnie innego stylu odżywiania. Nie od razu Kraków zbudowano, ale jeśli ktoś ma zacięcie i chce to da radę – zaznaczał w rozmowie z portalem kulisy.net.
Ninja Warrior i Stowarzyszenie Wieluń Biega
Niedługo później spotkał Damiana Szczesnego, prezesa Stowarzyszenia Wieluń Biega, który „wkręcił” go w struktury Stowarzyszenia. Rolnik wystartował pierwszy raz w barwach Wieluń Biega w październiku 2022 roku – i zaczęła się jeszcze bardziej poważna sportowa przygoda.
– Wstąpiłem w struktury Wieluń Biega, ale od razu wiedziałem, że nie chce biegać tak po prostu. Postanowiłem, że będę biegał przeszkodowo, długodystansowo i w biegach wojskowych. Rzeczywiście tak właśnie biegam, nie tylko na terenie Polski, ale i Holandii. Oczywiście zdarza mi się biegać w standardowych biegach, jak choćby w Wieluńskiej Pionie – miło wtedy jest spotkać się ze znajomymi ze Stowarzyszenia Wieluń Biega. Bardzo doceniam te momenty – kontynnuuował.
Jednocześnie Tomasz Rolnik ma za sobą start w polsatowskim programie Ninja Warrior gdzie mógł sprawdzić się na torze – emisja odcinka miała miejsce w marcu tego roku.
ARM RACE Selekcja 24h – triumf w dobę
Arm Race Selekcja 24 rozgrywany był w Zduńskiej Woli, a jednym z pomysłodawców tego biegu jest Michał Piotrowicz. To jak na razie jedyna i pierwsza polska edycja 24‑godzinnego przeszkodowego biegu z prawdziwego zdarzenia. Do tej pory Tomasz Rolnik brał udział dwukrotnie w 24-godzinnym Ultimate Warrior Obstacle Run w holenderskim Reuver. Jeśli zaś chodzi o Polskę był to pierwszy raz, zarówno dla niego jak i organizatorów tego biegu.
– Michał Piotrowicz to człowiek, który robi bardzo dużo dla przeszkodowych biegów w Polsce. Bieg Arm Race Selekcja 24 godziny w Zduńskiej Woli to strzał w dziesiątkę. Namawiałem go nawet żeby coś podobnego zorganizował u nas w Wieluniu. Wiadomo jednak, że do tego potrzeba pomocy ze strony sponsorów i włodarzy miasta – zaznacza.
Dystans 5 kilometrów z 12 przeszkodami dla kategorii Open w której biegł Rolnik (dla Elity 13 przeszkód przyp.red.) powtarzany był w pętlach przez całą dobę. Tomek pokonał aż 23 pełne pętle (plus dodatkowe 1,5 kilometra), co dało łącznie ponad 116 kilometrów i blisko 300 przeszkód.
– To wcale nie była bułka z masłem. Człowiek ma ciężko przeżyć dobę bez snu, a co dopiero biegać z przeszkodami – przyznawał po biegu. Jako jego trzeci bieg 24‑godzinny, przygotowywał się wiedząc, że tempo trzeba dawkować.
– Nie mogłem narzucić szybkiego tempa – inaczej bym nie dotrwał – mówił dla portalu kulisy.net.
Strategia zwycięzcy? – Wiedziałem, że jak usiądę lub pójdę spać na dłużej, to jak wstanę nie będę w najlepszej formie, dlatego lepiej być w ruchu. Przerwy maksymalnie 15 minut – głównie na szybkie jedzenie, szczególnie napój izotoniczny, żel lub owoc, co pętlę lub dwie. O jedzeniu typu jakaś zupa, kiełbasa czy karkówka nie było nawet mowy – Po 16–18 godzinach organizm odmawiał już przyjmowania batonów i żeli – relacjonował. – Tylko woda i izotonik. – mówił w kontekście jedzenia na trasie, na której wcale nie było kolorowo nawet dla takiego twardziela jak reprezentant Stowarzyszenia Wieluń Biega, którego to Stowarzyszenie uhonorowało na początku tego roku podczas oficjalnej gali tytułem Herosa za 2024 rok wraz z innymi pięcioma osobami za przebiegnięcie w jednym stracie co najmniej 100 kilometrów. Wraz z nim uhonorowani zostali: Izabella i Tomasz Kellerowie, Andrzej Derkowski, Grzegorz Sobczyk oraz Łukasz Stanek.
– Ból stóp, odciski, pęcherze, obolałe nogi i rozdarte dłonie. Wydawać by się mogło, że to łatwe gdyż były na trasie chociażby ścianki techniczne: może ze 3–4 przeszkody tego typu, ale nawet z takiej ścianki 2,5 metrowej zeskoczyć na tak rozwalone i zmęczone nogi, to jest wyczyn. Jak trzeba było podejść pod skośną ściankę i z niej zeskoczyć 2 metry, albo na pionową 2,5 metrową ściankę i z niej zeskoczyć. No to też człowiek się jak najbardziej spuszczał na rękach wyprostowanych po to tylko, aby jak najmniejszy spadek był na nogi, żeby cierpiały jak najmniej. To bardziej wszystkich ludzi na trasie „rozkładało" niż te techniczne przeszkody, siłowe na ręce. – typowy rachunek krwawy w OCR. – Ból jest jednak tymczasowy, a chwała zostaje wieczna – dodaje z dumą nasz rozmówca.
Nie obyło się bez ambicji: choć w kategorii Open nie musiał pokonywać przeszkody nr 13, zrobił to – bo miał siłę. I wykonał wszystkie przeszkody techniczne – w tym ścianki pionowe i skośne, z których zeskoki na zmęczone mięśnie były niezwykle bolesnym wysiłkiem jak już wspominaliśmy.
Poprosiliśmy Tomasza, aby zliczył swoje starty w ciągu tych czterech lat. Statystyka? Co najmniej 80 oficjalnych startów w 4 lata – wojskowe, przeszkodowe, zwykłe. Ale dopiero w Zduńskiej Woli wskoczył pierwszy raz na podium – i to na najwyższy jego stopień.
– Marzenie spełnione – zawsze chciałem wygrać, i ten pierwszy raz… to smakowało wybornie – podsumowuje, zresztą tą czystą radość bohatera naszego tekstu było widać na nagraniu, które kilka dni temu zamieściliśmy na facebookowym profilu portalu kulisy.net.
Trening: praca, rusztowania i brak infrastruktury w Wieluniu i okolicy
Na co dzień Tomasz pracuje za granicą przy montażu rusztowań – co paradoksalnie stało się jego naturalną siłownią.
– Po pracy buduję tory przeszkodowe z rusztowań żeby się szkolić oraz trenować. Służyło mi to przygotowaniom do rywalizacji Ninja Warrior Polska. Buduję je zarówno w pracy, będąc za granicą, jak również kiedy jestem w domu. Ale w regionie Wielunia brakuje takiej infrastruktury – mówi i dodaje: – Gdyby w Wieluniu dzięki obecnym władzom powstał tor OCR, byłoby nas więcej – ludzi trenujących biegi przeszkodowe. W naszym Stowarzyszeniu Wieluń Biega są ludzie, którzy chętnie spróbowaliby tego rodzaju biegów, ale zwyczajnie nie mają gdzie tego zrobić, zarówno mężczyźni jak i kobiety – zaznacza.
Najbliższe miejsce to Łask – kilkadziesiąt kilometrów od Wielunia z torami rapto‑ringowymi, i ponad 40 przeszkodami, ale treningi trwają krótko – ze względu na bolące dłonie i stopy.
– Zazwyczaj trening na takim torze trwa maksymalnie 20 minut, więc nie ma sensu jechać kilkadziesiąt kilometrów do Łasku. Dlaczego tylko tyle? Ponieważ jest to tak wymagający i intensywnie wytrzymałościowy trening, że później na dłoniach robią się pęcherze, odciski – krótko mówiąc nie da się rady więcej. Co prawda na osiedlu Stare Sady jest coś do podciągania czy przejścia, jednak dla tej dyscypliny sportu nie sprawdza się to zbyt dobrze – podkreśla w kontekście braku odpowiedniej infrastruktury Tomasz Rolnik.
Życie poza przeszkodową trasą
Rolnik to nie tylko biegacz, ale również strażak‑ochotnik związany z jednostką Ochotniczej Straży Pożarnej w Woli Wiązowej.
– Tak naprawdę w szeregach Ochotniczej Straży Pożarnej jestem odkąd tylko mogłem być, więc od 16. roku życia. Można więc powiedzieć, że jestem pełnoletnim strażakiem, będąc w szeregach tej formacji już 18 lat – śmieje się Tomasz i dodaje.
– Przede wszystkim to dla mnie duża rzecz móc reprezentować na zawodach biegowych też swoją jednostkę, noszę przecież czapkę z dystynkcją strażacką, więc można powiedzieć, że zawsze są ze mną - kontunnuje, który też co ciekawe ma zacięcie muzyczne. Przez kilka lat bowiem grał na gitarze basowej w zespole Circletrip z Woli Wiązowej, a także parę lat w zespole Messenger z Bełchatowa.
– Długie włosy, broda, i tak jakoś przylgnęła do mnie ksywka Jezus w młodzieńczych latach i już tak zostało – tłumaczy skąd przydomek Jezus.
Na pytanie czy dzięki grze w zespołach miał okazję poznać kogoś ciekawego, kogoś ze świata muzyki odpowiada – Tak udało mi się poznać Litze, a więc Roberta Friedricha, wokalistę Luxtorpedy, założyciela Arki Noego czy wreszcie członka Acid Drinkers.
Co ciekawe, Tomasz jest także zapalonym motocyklistą. W swojej „stajni" posiada Yamahę Virago 535.
– Pierwszy motocykl kupiłem pięć, sześć lat temu. Jest to motocykl typu Chopper bobber. Co prawda czasu na to mam już troszkę mniej, ale kiedy tylko mi pozwala to jeździmy wspólnie z naszą ekipą - niezależnymi motocyklistami z okolic Widawy, naprawdę świetni ludzie – zdradza kolejną swoją pasję.
Co dalej? Cele i marzenia
– We wrześniu jadę do Kopenhagi w Danii, co prawda to 5-kilometrowy bieg, ale też zupełnie nowy kraj, trasa oraz ludzie – zapowiada. Potem marzy o… mistrzostwach Europy lub świata w biegach przeszkodowych – nie ninja, ale standard OCR: 3 czy 5 lub 10 kilometrów.
– Pod koniec maja na Węgrzech były otwarte Mistrzostwa Europy w biegach przeszkodowych, choć bardzo chciałem niestety nie mogłem pojechać, ponieważ już miałem zaplanowany start w Holandii w tym samym czasie – tłumaczy.
Sprawdzić się międzynarodowo – gdy w Polsce zwykle plasuje się w top 20–25 % stawki, a więc na 800 osób zajmował pierwsze 200 miejsc – to cel realny.
– Uwielbiam biegać z orzełkiem na klacie zagranicą, w barwach Wieluń Biega i naszych narodowych: biało–czerwonych pokazywać, że Polska jest siłą! – dodaje z dumą.
A najbliższe starty... dopytujemy.
– Jeśli mowa o najbliższej przyszłości to na pewno Bieg Morskiego Komandosa, który odbędzie się w ostatni weekend wakacji, czyli 30-31 sierpnia. Impreza organizowana w Gdyni to XVI edycja biegu inspirowanego szkoleniem komandosów, z trasą pełną przeszkód terenowych. Uczestnicy biegną w pełnym umundurowaniu, z replikami broni, w tym wypadku z gumową AK-47, którą trzeba mieć przy sobie nawet przy pokonywaniu przeszkód. Dodatkowym obciążeniem jest plecak w którym znajdować się będą trzy butelki wody po półtorej litra każda – tłumaczył.
– Z plaży ruszamy o godzinie 4.45, ma to związek z wybuchem II Wojny Światowej na Westerplatte. Ciekawy, fajny bieg zwłaszcza, że jedziemy tam z Wielunia w 6,7 osób. Reprezentacja naszego regionu będzie więc bardzo mocna – zaznaczał na zakończenie naszego spotkania bohater naszego cyklu w tym tygodniu.
Wszystko zaczyna się w głowie
Tomasz „Jezus” Rolnik to człowiek, który zmienił życie. Cztery lata temu nie mógł przebiec 4 kilometrów bez zadyszki. Dziś wskakuje na najwyższy stopień podium w 24‑godzinnym biegu OCR, a więc biegu z przeszkodami. Jego historia pokazuje, że wszystko zaczyna się od decyzji: chcesz się zmienić – działasz. Apeluje o rozwój infrastruktury dla biegów przeszkodowych w Wieluniu, żyje treningiem: codzienna praca, rusztowania, siłownia, bieganie, rower, basen.
Przed nim nowe cele: udział w imprezach zagranicznych, mistrzostwa OCR – europejskie i światowe – pokazanie Polski na sportowej mapie OCR. I to wszystko – pomiędzy byciem mężem, ojcem i strażakiem‑ochotnikiem. Ta historia inspiruje i pokazuje, że można. Wystarczy chcieć i działać...
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze