Reklama

Kopali w piłkę, by zebrać na sprzęt do szpitala

Środki na bezprzewodowe urządzeni do KTG planuje zebrać Fundacja „Dla zdrowia”, działająca przy wieluńskim SP ZOZ-ie. W sobotę, 4 czerwca, po raz drugi, przy współudziale WKS-u, zorganizowała charytatywny turniej piłki nożnej. W rozgrywkach wzięło udział dziewięć drużyn, zarówno dzieci jak i dorosłych.

Ekipy policjantów, strażaków, pracowników szpitala i zatrudnionych w Budolaku oraz Rejonowym Banku Spółdzielczym w Lututowie a także  dziecięce drużyny z WKS-u Wieluń, Płomienia Makowiska, Zespołu Szkół Specjalnych oraz KS-u Panki wzięły udział w charytatywnym turnieju „Profilaktyka i sport grają fair play”.
- Bardzo ważnym celem, dla mnie osobiście, była integracja osób niepełnosprawnych z pełnosprawnymi – komentowała wiceprezes Fundacji „Dla zdrowia”, Honorata Freus-Grzelak.
- Oczywiście ten cel finansowy również był istotny. Zależy nam, aby panie, które spodziewają się potomstwa, nie musiały być podłączone pod żadne kable ani pasy.
Freus-Grzelak podaje, że dochód z poprzedniego charytatywnego turnieju, który odbył się zimą, wyniósł 7 tys. zł.
- Wtedy grały zaledwie cztery drużyny, mieliśmy pandemię, zawodnicy nam się pochorowali, więc uważam, że i tak osiągnęliśmy sukces – podkreśla wiceprezeska.
Patronat nad imprezą objął burmistrz Wielunia Paweł Okrasa.
- Cieszę się, że dzięki organizatorom znowu dzieje się coś ciekawego w weekend, że zarówno dzieci jak i dorośli mogą się aktywizować – stwierdził szef wieluńskiego ratusza.
- To jest niezwykle ważne, aby soboty nie spędzić tylko przed telewizorem czy przed komputerem, ale sportowo się aktywizować – dodawał.
Jak podkreśla ordynator oddziału ginekologiczno-położniczego SOZOZ-u w Wieluniu, Wojciech Ordon, sprzęt, który dzięki Fundacji zostanie zakupiony na oddział, ułatwi przeprowadzanie badań u przyszłych mam.
- Największa korzyść dla matki jest taka, że przy tradycyjnym KTG kobieta musi leżeć z podpiętymi kablami, obwinięta pasami – podaje lekarz.
- W przypadku nowoczesnego urządzenia, to okablowanie odchodzi w zapomnienie. Mama musi mieć podpięte tylko czujniki na brzuchu. Może np.  spacerować, a zapis jest prowadzony zdalnie. Mamy nad nim na bieżąco nadzór. Jeśli dziej się coś niepokojącego, to urządzenie alarmuje.  
Sprzęt jest nie tylko bardziej wygodny, ale też zapis szybciej trafia bezpośrednio do położnika, więc lekarzowi łatwiej wykryć potencjalne zagrożenie.   
Urządzenia do kardiotokografii służą do rejestracji czynności serca płodu oraz skurczów macicy. Sprzęt, jaki ma się wkrótce pojawić w Wieluniu, jest na wyposażeniu największych szpitali położniczych. Jak informuje Honorata Freus-Grzelak, ma kosztować 40 tys. zł. To cena wynegocjowana.  

Magdalena Lizurej
[email protected]

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kulisy.net




Reklama
Najnowsze wiadomości