Reklama

Małżonkowie świętowali złote gody - warto przez życie iść razem

Restauracja „Malinowy Dwór” w piątek, 30 czerwca, stała się areną bardzo wzruszającej uroczystości. Swój jubileusz złotych godów, na zaproszenie wieluńskiego ratusza, świętowały tam pary, które pobrały się w 1972 r. Małżonkowie zostali odznaczeni medalami od prezydenta za długoletnie pożycie, nie brakło kwiatów oraz życzeń od samorządowców, parlamentarzysty Pawła Rychlika oraz ministra Marcina Przydacza.

- Moglibyśmy długo mówić o tym, jaka jest definicja miłości, trudno byłoby znaleźć jedną, która by wszystkiemu odpowiadała – stwierdził burmistrz Wielunia, Paweł Okrasa, dla którego rok 1972 jest wyjątkowy, ponieważ do czas jego narodzin.  

Reklama

- (…) Moim zdaniem najpiękniejsze słowa, które zostały kiedykolwiek napisane na temat miłości, zostały zawarte w 1. Liście do Koryntian, mojego imiennika, który pisał o miłości, że jest cierpliwa, łaskawa, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą, nie pamięta złego itd. (…) państwu się to wszystko udało – zwrócił się do jubilatów Okrasa.

Wtórował mu poseł Paweł Rychlik.

- Te 50 lat to historia życia ludzi, których  połączyła miłość – podkreślał parlamentarzysta.

- Z pewnością w ciągu tych 50 lat każdy kolejny dzień przecież świętem nie był. Były chwile radości, momenty wspaniałych emocji, ale zapewne nie brakło dramatów, niejednokrotnie  pewnie tragedii. Przeżyliście to wszystko wspólnie dzięki pierwiastkowi, którym jest właśnie miłość. (…) państwo pokazujcie młodym ludziom, że można podjąć wspólną drogę i że warto ją podejmować – zaznaczał poseł.

Reklama

Małżonkowie chętnie wracali do wspomnień sprzed pół wieku, kiedy ich uczucia do drugiej połówki się rodziły.

- Poznaliśmy się na weselu, ja byłem jako sąsiad, a żona była kuzynką panny młodej – opowiada Czesław Muszyński.

- Myślę, że nawzajem się sobie spodobaliśmy.  Ja byłem dużo szczuplejszy, więc łatwiej wychodziło podrywanie. A żona mnie zauroczyła, w końcu aż z Tomaszowa Mazowieckiego za nią tutaj przyjechałem – żartuje.

- Dobrze grał na akordeonie i tym mnie ujął – zdradza sekret całego podrywu Elżbieta Muszyńska, która z mężem dochowała się dwóch dorosłych synów, a teraz cieszy się z wnuków.

Reklama

Zgodnie twierdzą, że dobrali się na zasadzie przeciwieństw, to mąż jest spokojniejszy, a żona bardziej wyrywna.

Również w małżeństwie Anny i Bogusława Wróblów temperamenty rozkładają  się podobnie.

- Mój mąż jest spokojny, a ja jestem taka wariatka – śmieje się z dystansem żona.

- My się tak docieramy. Mąż mówi, że jestem pozytywna wariatka, dogadujemy się.

Pani Anna przyznaje, że to ona zrobiła pierwszy krok ku pogłębieniu znajomości.

- Moja koleżanka była bliską sąsiadką mojego męża i ja ją poprosiłam: „zapoznaj mnie z tym chłopakiem” – wspomina żona.

Reklama

- Strasznie mi się podobał, jeździł na motorze. I faktycznie koleżanka mnie z nim zapoznała, od tej pory zaczęliśmy z sobą chodzić, a potem wzięliśmy ślub.

- Mieszkaliśmy na jednej ulicy, ale żona była sześć lat młodsza, mi się spodobało, że dla młodej dziewczyny jestem atrakcyjny – przyznaje mąż.

Wróblowie dochowali się dwojga dzieci, mają czworo wnucząt.

- Jesteśmy z życia bardzo zadowoleni, braliśmy ślub 24 czerwca, minęło właśnie 51 lat od tej daty. Wtedy była ładna pogoda, świeciło słońce i my mieliśmy życie pogodne – podkreśla Anna Wróbel.

Reklama

- A w tej chwili, to mamy najlepiej w życiu, jak możemy mieć. Mamy emerytury, żyjemy sobie spokojne, teraz jesteśmy przeszczęśliwi – dodaje.

Anna Zbigniew Łuczakowie znają się niemal od urodzenia, mieszkali niedaleko od siebie.

- Ja wybijałem jej szyby w oknie i przez tą ją poznałem – przytacza rodzinną anegdotę mąż.

- Oczywiście to był przypadek – szybko dodaje.

 - Nie chodziliśmy razem do podstawówki, bo mąż jest trochę starszy, ale już ze szkoły się znaliśmy, potem podczas prywatki czy spotkania w gronie rówieśników można powiedzieć poznaliśmy się na nowo – wspomina żona początki uczucia.

Reklama

Łuczakowie doczekali się dwóch córek i trojga wnucząt. Oboje przyznają, że to żona podejmuje ostateczną decyzję w kwestiach spornych.

- Muszę mieć ostatnie słowo, nieraz po czasie sobie myślę, że mąż miał rację, ale przemilczam – śmieje się sama z siebie żona, ale mąż nie ma jej za złe.

- Mam bardzo mądrą żonę i mogę jej powierzyć wszystkie sekrety, sprawy, 50 lat minęło nam jak jeden dzień – podkreśla mąż.

- Obie córki pracują w Wieluniu, mamy z nimi stały kontakt. Lubimy spędzać czas w domku letniskowym. Robimy wtedy wspólne grille – cieszy się z rodzinnych chwil Zbigniew Łuczak.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kulisy.net




Reklama
Najnowsze wiadomości