Reklama

Minęło jak jeden dzień

12 maja, odbyła się uroczystość wręczenia parom, z gminy Wieluń, medali za długoletnie pożycie małżeńskie. Jubilaci przyznają, że nie ma jednej recepty na związek, ale liczy się miłość i wzajemna wyrozumiałość.

Halina i Marian Koprowie poznali się na wiejskiej zabawie w Kurowie, skąd oboje pochodzą.
- Wesele mieliśmy na sali w remizie, ludzi było dosyć dużo. Zrobili nam  niespodziankę, bo 20-letni chłopcy wprowadzili dużego konia na salę, aż wszyscy oniemieli – opowiada Marian Koper.
- Moja żona jest bardzo pracowita i kochana. Uwielbia kwiaty, ma dwa ogródki, to ludzie przychodzą i zdjęcia robią. Musiałem też czasami przynosić kwiatki, bo nieraz trzeba było za coś przeprosić. Przeżyliśmy jednak spokojnie wspólnie lata, doczekaliśmy się siedmioro wnuków. Nieraz człowiek się pokłóci, ale zaraz trzeba się pogodzić i wtedy jest dobrze. Trzeba żyć w uśmiechu, a jak jest złość jeden na drugiego to już koniec.
Małżeństwo z Kurowa stara się wciąż aktywnie uczestniczyć m.in. w życiu wioski. Marian jest honorowym strażakiem, od 16. roku życia gra w orkiestrze dętej. Halina za to należy do KGW, zasiada nawet w jego zarządzie.
- Chodziłem do brata żony, byliśmy kolegami i wychowywałem sobie żonę pomału – śmieje się Marian Wypchło.
- Poszedłem do wojska, trochę przerwy między nami było i po wojsku doszło do ślubu. Fajna dziewczyna była, dba o dom, jest pracowita.
- Mąż też jest pracowity, zaradny jako ojciec, mąż. Każdy ma swoje wady, zalety, to jest normalne w naszym życiu, ale raczej jest dobrze między nami, skoro wytrwaliśmy tyle lat – przyznaje Danuta Wypchło.
Jadwiga i Antoni Szczecina przed ślubem znali się sześć lat.
- Chyba ja męża zauroczyłam. Jeden drugiemu musi ustąpić w małżeństwie, iść na kompromis, bo inaczej nie zbuduje się związku – podkreśla żona.
- W dużej mierze trzeba być też zajętym pracą, żeby nie mieć obłędnych myśli – dodaje mąż.
- No i miłość musi być, muszą być te dwie połówki. Dzisiaj jest za duży dobrobyt, dawniej mieszkaliśmy na wsi, oboje pracowaliśmy, później córeczka się urodziła, gospodarstwo prowadziliśmy jeszcze, więc nie było mowy, żeby myśleć o jakichś innych rzeczach, trzeba było się dogadać, porozmawiać. Te 50 lat przeleciało jak jeden dzień – uzupełnia Jadwiga Szczecina.
Drogi Teresy i Jerzego Krawczyków skrzyżowały się na weselu u kuzynki, niedaleko Wałbrzycha.
- Mąż przyjechał tam na wesele, a ściągnął mnie tutaj i nie żałuję – mówi Teresa Krawczyk.
- Każdy ma swoją receptę na małżeństwo. U nas liczyła się miłość, wyrozumiałość, do wszystkiego trzeba było wspólnie dochodzić ciężką pracą i to jakoś cementowało związek. Kocham męża za przyjaźń, za to, że się mną opiekuje, za dobroć i te wszystkie przeżyte lata.
12 maja uhonorowani medalami, przyznawanymi przez Prezydenta RP, zostali również Barbara i Józef Dziubowie, Irena Felusiak, Anna i Józef Gmyrkowie, Danuta i Wiesław Golańścy, Barbara i Ryszard Gołąb, Zofia i Wiesław Grabowscy, Maria i Józef Henrysiakowie, Alicja i Zygmunt Janusiakowie, Teresa i Ireneusz Kmiecikowie, Halina i Zbigniew Kościelni, Jadwiga i Leon Kowalczykowie, Wanda i Stanisław Kowalscy, Danuta i Bogdan Krawczykowie, Halina i Jan Krowiccy, Bronisława i Antoni Kucharczykowie, Halina i Hieronim Kucharscy, Teresa i Tadeusz Kuźnikowie, Barbara i Ryszard Łakomi, Halina i Władysław Łukaszewscy, Janina i Andrzej Marciniakowie, Aleksandra i Jerzy Matuszewscy, Marianna i Zygmunt Milczarkowie, Anna i Edward Misiakowie, Elżbieta i Wiesław Muchowie, Dorota i Ryszard Namyślakowie, Kazimierz Olek, Marianna i Lech Pagaczowie, Janina i Ryszard Paprota, Krystyna i Wojciech Pastusiakowie, Krystyna i Tadeusz Polewiakowie, Janina i Krzysztof Sobczakowie, Marianna i Stanisław Spychałowie, Barbara i Jerzy Stępniowie, Barbara i Janusz Troczkowie, Irena i Jan Wolniakowie, Regina i Henryk Zawadkowie, Teresa i Lechosław Zgondkowie oraz Anna i Jan Ziomkowie.
- Gdybyśmy postawili pytanie, co sprawiło, że dwoje niespokrewnionych ze sobą osób, dwóch różnych płci, postanowiło w pewnym momencie życia, że od tej pory będą to życie spędzać razem - zwrócił się do jubilatów Paweł Okrasa, burmistrz Wielunia.
- Myślę, że gdybyśmy nawet to pytanie postawili państwu dzisiaj, to albo każdy lub prawie każdy powiedziałby, że to za sprawą miłości.
- 50 lat można rozbić na ponad 18 tys. dni wzajemnego zmagania ze swoimi wadami, słabościami, ale też na 18 tys. dni dawania sobie wzajemnej radości, 18 tys. dni, w których można się pokłócić, ale też na szczęście 18 tys. nocy, w których można się godzić – mówił wicestarosta wieluński Krzysztof Dziuba.
- To, że nie jest łatwo, wiem z doświadczenia, krótkiego, bo sam jestem mężem, ale też z doświadczenia, ponieważ przez 36 lat mniej lub bardziej świadomie mogłem złotym małżonkom towarzyszyć, bo dzisiaj są z nami moi rodzice.
- Dziękuję za to, że jesteście dla nas młodych świadectwem, jak tą trwałość, miłość pielęgnować, za wasz wkład dla naszego narodu, naszej małej ojczyzny, powiatu, gminy – zakończył.

Katarzyna Cieślik
[email protected]

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kulisy.net




Reklama
Najnowsze wiadomości