Reklama

Nie zdążyli się nawet rozgościć - pożar narobił ogromnych szkód

Agnieszka i Tomasz od kilkunastu lat budują dom. Każdy zarobiony grosz idzie na ten cel. Godzin spędzonych na budowie nie liczą, bo dużo udało im się zrobić własną pracą. W budynku było już prawie wszystko gotowe, w pokojach dzieci stanęły biurka. Wtedy wybuchł pożar, powodując znaczne straty. Dlatego proszą wsparcie.

Agnieszka i Tomasz Sosnowscy z Przywozu (gm. Wierzchlas) wychowują wspólnie troje dzieci, 19-letnią Karolinę, 18-letniego Michała i 10-letniego Marcina. Mieszkają w starym drewnianym domu, który należał jeszcze do rodziców Agnieszki. Już kilkanaście lat temu postanowili, że z myślą o swoich pociechach postawią nowy dom, tuż obok starej chałupy.

- Karolina z Michałem byli mali, a Marcinka nawet na świecie nie było, jak zaczęliśmy – wspomina Agnieszka.

- Pamiętam cieszyliśmy bardzo, że fundamenty są wylane. Potem odkładaliśmy pieniądze, żeby po trochu dostawiać. Dom długo stał w stanie surowym. W tym roku udało nam się wszystko pokończyć.

Reklama

Kuchnia i łazienka były już wyposażone, na ścianach pojawiły się tapety, w pokojach dzieci stanęły biurka. Wszystko szło w dobrym kierunku. Wtedy, 6 marca, doszło do nieszczęścia.

- Pojechaliśmy do ośrodka z synem, nie było nas może pół godziny – wspomina Agnieszka.

- Wróciliśmy do domu i od razu zauważyliśmy kłęby dymu w oknie, na schodach było siwo.

We troje ruszyli szukać źródła zadymienia. Okazało się, że na piętrze w łazience wybuchł pożar.

- Gasiliśmy wodą, parę wiaderek i się udało – podaje kobieta.

Reklama

Rodzina wezwała też straż pożarną. Jednostki pojawiły się, kiedy ogień już udało się ugasić.

- Na miejsce zadysponowano trzy zastępy OSP (z Mierzyc, Wierzchlasa i Kraszkowic) oraz dwie jednostki z JRG Wieluń  - podaje st. bryg. Jarosław Wasylik, zastępca Komendanta Powiatowego Państwowej Straży Pożarnej w Wieluniu,

- Po dojeździe na miejsce zastaliśmy pożar łazienki, wstępnie ugaszony przez mieszkańców – informuje st. bryg Wasylik.

- Nasze działania polegały na przewietrzeniu pomieszczeń i oddymieniu – dodaje.

Reklama

Do tej pory nie wiadomo, co było przyczyną wybuchu ognia. Wykluczone zostało zwarcie w instalacji elektrycznej. Być może doszło do  samozapłonu jakiegoś narzędzie, pomieszczenie służył bowiem też za składzik  drobnego  sprzętu, używanego podczas wykańczania domu. Rodzina przypuszcza, że mogło dojść do wybuchu jakiejś  zużytej baterii.

- Zastanawialiśmy się  z mężem, co mogło ten pożar spowodować, ale po prostu nie wiemy i już nigdy się nie dowiemy – mówi Sosnowska.

- Stało się i się nie wróci – dodaje.

Reklama

Strażacy sprawdzili czy nie doszło do uszkodzenia instalacji elektrycznej, wszystko jest w porządku, tę informację rodzina przyjęła z ulgą.

Mimo, że ogień nie objął dużej powierzchni, to straty, które wyrządził, są bardzo duże. Rodzina oszacowała je na kilkadziesiąt tys. złotych.

- Łazienka została zniszczona cała, wszystkie pomieszczenia na górze są okopcone – pokazuje właścicielka.

- W tej chwili nie możemy się tutaj wprowadzić. Wszystko trzeba robić od nowa – nie kryje łez.

W trudnej sytuacji rodzina mogła liczyć na pomoc sąsiadów.

Reklama

- Byłam bardzo wzruszona tym, że tak wielu moich sąsiadów przyszło pomóc, nasza wieś nie jest duża, okazali mi wsparcie – relacjonuje.

- Kobiety pomagały mi sprzątać, myć te ściany –opowiada.

- W domu było pełno ludzi. Z gminy pomocnicy przyjechali, pomogli odsuwać meble. Ludzie są dobrze. Wieś jest zgrana. Sąsiadki mnie pocieszały. Mówiły że chętnie pomagają, bo dzisiaj u mnie się stało nieszczęście, a jutro może u nich. Dla mnie to było ważne, że chociaż dobre słowo usłyszałam, człowiekowi wtedy od razu lepiej.

Reklama

Pomóc obiecali też koledzy z klasy Michała, uczy się w ZS nr 1 w „wykończeniówce”.

Rodzina nie  może dalej mieszkać w starej chacie, a zanim uda im się znów oszczędzić pieniądze na remont, minie kolejne kilka lat. Dlatego proszą o wsparcie zbiórki „szczytny-cel.pl/z/przywoz-gorny-58”.

- Jeśli ktoś może, to każda złotówka jest dla nas ważna  i z góry za nią dziękujemy – podkreśla Agnieszka,

- Przez te lata robiliśmy wszystko z myślą o dzieciach, aby zapewnić im godne warunki. Ta sytuacja to ogromy cios dla naszej rodziny, jednak wiemy, że musimy być silni. Musimy stawić czoła wszelkim trudnościom. Motywacji do działania dodaje nam fakt, że nikt z członków naszej rodziny nie ucierpiał. Uchroniliśmy życie i zdrowie, a to jest dla nas najcenniejsze. Wierzymy, że na świecie jest jeszcze ogrom wspaniałomyślnych osób, które zechcą otworzyć na nas swoje serca i podać nam pomocną dłoń.

Reklama

W akcję pomocy rodzinie włączył się już Wolontariat Zespołu Szkół nr 1. W poniedziałek, 11 marca odbyła się zbiórka do puszek, a 12 marca kiermasz ciast.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kulisy.net




Reklama
Najnowsze wiadomości