13 para, które zamieszkują na terenie gminy Konopnica, zostało odznaczonych medalami za długoletnie pożycie. Małżonkowie byli zgodni. Lata razem wcale się nie dłużyły. Wręcz przeciwnie, przemknęły jak jedna chwila, pozostawiając moc wspomnień
Wanda i Władysław Kurowscy z Szynkielowa, Krystyna i Władysław Maciejczykowie z Rychłocic, Emilia i Jerzy Michalscy ze Strobina, Halina i Piotr Migdalscy z Konopnicy, Władysława i Walerian Nawrotowie z Rychłocic, Józefa i Jan Niewiadomscy z Konopnicy, Krystyna i Mirosław Owczarkowie ze Strobina, Alina i Zygmunt Pluskotowie z Kamyka, Halina i Roman Sitarkowie z Konopnicy, Teresa i Henryk Stasiakowie z Rychłocic, Zdzisława i Wiesław Tokarkowie z Konopnicy, Marianna i Józef Wodzińscy ze Strobina oraz Helena i Stefan Wrzesińscy z Konopnica – te pary z rąk wójta Konopnicy, Grzegorza Turalczyka, przyjęły medale państwowe za długoletnie pożycie małżeńskie. Odznaczenia wyjątkowe, jedyne, na które trzeba zapracować we dwoje.
- To byłą bardzo wzruszająca uroczystość, bardzo miło było patrzeć na te uhonorowane pary. Jedna z nich mieszka na naszym terenie od niedawana, przeprowadzili się na emeryturę, byli tym bardziej wzruszeni, że o nich pamiętaliśmy - relacjonowała Monika Madeja, zastępca kierownika Urzędu Stanu Cywilnego w Konopnicy.
Wśród odznaczonych znalazła się m.in. Zdzisława Tokarek, była wieloletnie kierowniczka USC w Konopnicy.
- 51 lat już jesteśmy razem – mówi z dumą pani Zdzisława.
- Wiele razy, jako kierowniczka USC, brałam udział w podobnych uroczystościach. Wtedy, kiedy wręczałam medale, wydawało mi się, że ci ludzie, którzy je odbierają, to staruszkowie. A oni mieli tyle lat, co my teraz. Pewnie pani Monice się wydaje, że ci jubilaci to dzidziusiowi – śmiała się.
- Kiedyś jednak te starsze panie inaczej wyglądały, włosów nie farbowały.
Jubilatka doskonale pamięta dzień ślubu, do południa odbył się w urzędzie, a o 17:00 w kościele. Pogoda jednak nowożeńcom nie sprzyjała.
- To był 24 kwietnia – wspomina jej mąż, Wiesław.
- Od rana padało, jak szliśmy do kościoła również, było paskudnie. Potem się trochę wypogodziło.
Nowożeńcy do kościoła szli na nogach, pod parasolami. Panna młoda miała długi tren, który niósł za nią mały chłopczyk, chrześniak męża.
Państwo Tokarkowie zgodnie podają, że sekretem ich udanego małżeństwa jest wzajemne zaufanie oraz miłość. Małżonkowie, choć mieszkali od siebie w odległości 500 metrów, poczuli do siebie miętę na pewnej sylwestrowej zabawie. Po niespełna 1,5 roku wzięli ślub. Doczekali się trzech synów i sześciu wnuczek.
Na tej samej zabawie rozpoczął się związek ich przyjaciół, Heleny i Stefana Wrześińskich. Śluby dzielił tydzień, aby młodzi mogli brać udział w swoich weselach. Przyjaźń przetrwała lata, a odznaczenia odebrali tego samego dnia.
- Braliśmy ślub 17 kwietnia – podaje Helena Wrzesińska.
- Padał deszcz, ale potem było już ładnie.
Pani Helena zaznacza, że trudno jest podać jedną receptę na udane małżeństwo.
- W życiu jest różnie, i pod górkę i z górki, tak samo jest w małżeństwie – żartuje.
- Najważniejsze jest, aby jeden drugiemu umiał wybaczyć. Pewnie jak się spotkają dwa konfliktowe charaktery to jest trudno. My się z mężem dogadujemy. Czasami trzeba iść na kompromis. Nie miewamy cichych dni. To nie byłoby dobrze, żeby w jednym domu być i ze sobą nie rozmawiać.
Państwo Wrzesińscy wychowali syna. Mają dwóch wnuków.
- Chwilami się człowiek zastanawia, kiedy te lata zleciały, bo jak się wstecz patrzy to szybko, a do przodu się czeka – uważa.
Magdalena Lizurej
[email protected]
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze