W banku w Kiełczygłowie miało dojść do okradania klientów przez wieloletnią pracownicę placówki. O sprawie huczy cała wieś, a petenci dokładnie sprawdzają swoje konta. Prezes Banku Spółdzielczego w Ruścu informuje, że w oddziale trwa wewnętrzna kontrola.
Z informacji, które dotarły do redakcji wynika, że długoletnia pracownica Banku Spółdzielczego w Ruścu w Oddziale w Kiełczygłowie wykonywała przelewy z kont klientów na swój rachunek bankowy – miała zakładać tzw. smartKarty i skarbonki, skąd pobierała pieniądze. Może chodzić nawet o łączną kwotę od 500 tys. zł do 1 mln zł. Jeden z czytelników twierdzi, że jego znajomi zostali okradzeni na 100 tys. zł. Z innego konta miało zniknąć 4 tys. zł, ale bank podobno już zwrócił pieniądze. Teraz klienci oddziału masowo analizują stan swoich kont. Nikt jednak nie zgłosił kradzieży na policję.
- Na chwilę obecną nie mamy żadnego oficjalnego zgłoszenia w tej sprawie – informował nas 10 i 15 lutego asp. Marcin Pawełoszek, rzecznik prasowy KPP w Pajęcznie.
Cały Kiełczygłów huczy o zdarzeniu, a pokrzywdzeni klienci mają otrzymywać oświadczenia z banku.
- W tej chwili nie powiem jeszcze pani nic konkretnego, dlatego, że trwa kontrola – komentuje Barbara Kociuga, prezes Banku Spółdzielczego w Ruścu.
- Wydarzyło się coś takiego, czy pracownica jest winna klientom, czy nie, nie odpowiem pani. Trwa po prostu kontrola. Sprawa nie trafiła jeszcze na policję, musimy mieć potwierdzenie, wszystko jest w trakcie.
Otrzymaliśmy również wiadomość, że kobieta została zwolniona z pracy, czego nie potwierdza Kociuga.
- Nie udzielę pani informacji, jeżeli coś będzie wiadomo, na pewno i państwo się dowiedzą. Wszystko jest w trakcie kontroli, więc nie umiem powiedzieć i nie chciałabym nikogo skrzywdzić – kończy prezes Banku Spółdzielczego w Ruścu.
Do tematu zatem powrócimy.
Katarzyna Cieślik
[email protected]
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze