Reklama

Takie zwycięstwo smakuje najlepiej! – LKS Wierzchlas wrócił na własne boisko po 3,5 roku i wygrał w ostatniej akcji meczu!

To było wyjątkowe piłkarskie popołudnie w Wierzchlesie. Drużyna trenera Przemysława Kąpielskiego wróciła na swój obiekt po ponad trzech latach przerwy i od razu dała kibicom niezapomniane emocje. Zwycięstwo nad GKS-em Czastary padło w ostatniej akcji meczu, a radość piłkarzy i trybun była nie do opisania.

W sobotę, 23 sierpnia, miałem przyjemność być świadkiem czegoś więcej niż tylko meczu piłkarskiego. To był powrót LKSu Wierzchlas na własny stadion po ponad 3,5 roku przerwy. Już przed pierwszym gwizdkiem czuło się atmosferę małego lokalnego święta – trybuny wypełniły się do ostatniego miejsca, a kibice z niecierpliwością czekali na pierwszy gwizdek sędziego Tomasza Bieńka.

Uroczysta inauguracja i puchar dla mistrzów

Jeszcze zanim piłkarze wybiegli na murawę, miało miejsce uroczyste wydarzenie. Przedstawiciel Łódzkiego Związku Piłki Nożnej wręczył wiceprezesowi LKSu, Karolowi Sakowskiemu puchar za triumf w A-klasie w sezonie 2024/2025. Ten z kolei przekazał go na ręce kapitana zespołu, Roberta Matusiaka. Klub otrzymał także voucher na kwotę 3000 złotych, który przeznaczony zostanie na zakup sprzętu sportowego od sponsora ligi – firmy Decathlon.

Reklama

Można zapytać: skoro LKS wygrał ligę, to dlaczego znów występuje w A-klasie? Powód jest prosty – ze względów organizacyjnych zespół zrezygnował z gry w „okręgówce”.

Nowy–stary dom LKSu

Obiekt w Wierzchlesie przeszedł gruntowny remont i dziś robi ogromne wrażenie jak na realia niższych lig. Doskonała murawa, odnowione trybuny na kilkadziesiąt miejsc i nowoczesne zaplecze w budynku Gminnego Ośrodka Kultury i Sportu – piłkarze i kibice w końcu mają obiekt z prawdziwego zdarzenia.

Gościom z Czastar towarzyszyła mała, ale niezwykle głośna grupka kibiców. Starsi panowie z szalikami i bębnem przez cały mecz wspierali swoją drużynę. To właśnie dzięki takim ludziom lokalny futbol ma sens – pokazali, że pasja nie zna wieku, a młodzież może się tylko od nich uczyć.

Reklama

Gol, czerwona kartka i fatalny błąd bramkarza

Sam mecz rozpoczął się dla gospodarzy w najgorszy możliwy sposób. Już w 10. minucie Jakub Kałużny wykorzystał błąd defensywy LKSu i dał prowadzenie drużynie Krzysztofa Gruszczyńskiego.

Jakby tego było mało, w 29. minucie Łukasz Janas obejrzał bezpośrednią czerwoną kartkę za faul od tyłu na „achillesa". Wydawało się, że sytuacja Wierzchlasu jest niemal beznadziejna.

A jednak piłka bywa przewrotna. W 38. minucie, po wejściu na boisko Dawida Wolnego (w 25. minucie zmienił Vitalija Krysenko), gospodarze doprowadzili do wyrównania. Strzał Wolnego nie byłby groźny, gdyby nie katastrofalny błąd Piotra Mroza. Bramkarz GKSu Czastary miał już piłkę w rękach, ale ta wyślizgnęła mu się i wtoczyła do siatki.

Reklama

Do przerwy utrzymywał się więc wynik 1:1, ale LKS nabrał wiatru w żagle. Grając w osłabieniu, uwierzyli, że ten mecz można jeszcze wygrać, to zdecydowanie było widać.

Druga połowa i dramatyczny finał

Po zmianie stron emocje wcale nie opadły. Spotkanie było twarde, momentami dość ostre, ale wszystko w ferworze walki i co najważniejsze w granicach zdrowego rozsądku – sędzia pokazał w sumie pięć żółtych i jedną czerwoną kartkę. Obie drużyny miały swoje szanse, ale żadna nie potrafiła ich wykorzystać.

Reklama

Kiedy wydawało się, że mecz zakończy się remisem, w 94. minucie Kamil Kwaśny wpakował piłkę do siatki i zapewnił gospodarzom trzy punkty. Chwilę później rozległ się ostatni gwizdek arbitra. Euforia na trybunach i boisku była ogromna – LKS wrócił do domu i od razu sprawił kibicom niesamowity prezent, w najlepszy możliwy sposób, taki scenariusz mógłby napisać tylko Alfred Hitchcock... gdyby tylko żył.

Po meczu zapytaliśmy o wrażenia kapitana drużyny gospodarzy.

– Bardzo się cieszymy z tego, że udało nam się wygrać bo z Czastarami nigdy nie gra się łatwo. Tym bardziej cieszy, bo od trzydziestej minuty graliśmy w dziesięciu, bardzo chcieliśmy tu dziś wygrać i do tego dążyliśmy – mówił po meczu w rozmowie z portalem kulisy.net kapitan zwycięskiego zespołu, Robert Matusiak. – Ja co prawda tutaj nie miałem do tej pory okazji zagrać, jednak cieszymy się, że wracamy po ponad trzech latach na swoje boisko. W Kraszkowicach można powiedzieć, że mieliśmy swoją twierdzę i tutaj w Wierzchlesie będziemy chcieli to kontynuować – dodał. 

Reklama

W zupełnie innym nastroju był trener GKSu Czastary, Krzysztof Gruszczyński.

– O tym co wydarzyło się na boisku na pewno porozmawiamy za chwilę w szatni. Szkoda, naprawdę szkoda. Prowadziliśmy, graliśmy w przewadze i powinniśmy ten mecz zamknąć dużo wcześniej, strzelając drugą bramkę – skomentował zaraz po zakończeniu spotkania.

Co dalej?

W drugiej kolejce LKS Wierzchlas zagra na wyjeździe z Victorią Skomlin (środa, 27 sierpnia), a GKS Czastary w tym samym dniu podejmie u siebie LZS Staw.

LKS Wierzchlas – GKS Czastary 2:1 (1:1)

Reklama

Bramki: 38’ Dawid Wolny, 94’ Kamil Kwaśny – 10’ Jakub Kałużny

Składy:

LKS Wierzchlas: Jakub Szczepaniak, Łukasz Janas, Mikołaj Kapica, Vitalii Krysenko, Robert Matusiak (k), Alexander Morrison, Tomasz Napieraj, Adam Nowak, Mateusz Sobieraj, Bartłomiej Szecel, Jan Wiśniewski.

 

GKS Czastary: Piotr Mróz, Ariel Torchała, Kamil Dudek, Piotr Galiński, Bartłomiej Honcel, Kuba Kałużny, Jędrzej Lewandowski, Maciej Skrzypecki, Kacper Sierszeń, Miłosz Siwik, Dawid Strzelecki (k)

Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 24/08/2025 07:27
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kulisy.net




Reklama
Najnowsze wiadomości