Mieszkańcy ul. Częstochowskiej w Działoszynie tracą cierpliwość. Jak twierdzą, stosy pism, podań i protest na drodze miały skutek tylko w postaci wzmożonej kontroli policji: mundurowi upominali tutejszych, aby nie stawali na chodnikach. Tymczasem wskutek ogromnego ruchu, pękają im domy, a po silnych opadach brodzą w wodzie do kostek. Pomóc obiecał marszałek. Ma monitować sprawę odcinkowego pomiaru prędkości.
Pokaźny segregator pism do różnych instytucji pokazuje radny z Działoszyna, Marek Leszczyński. Samorządowiec, podobnie jak inni mieszkańcy ul. Częstochowskiej, fragmentu drogi krajowej nr 42, jest na granicy wytrzymałości.
- Tam jest ruch taki, że się domy przewracają – zaznacza Leszczyński.
- My te pisma piszmy do wszystkich instytucji, nie ma żadnego odzewu.
Radny przypomina, że od 30 lat nie mogą się doprosić nawet kanalizacji burzowej, więc po ulewach droga wraz z chodnikiem zamienia się w rwący potok.
- Tam jest woda do kolan, teraz idziemy do sądu –planuje Leszczyński.
- Domy się trzęsą, nie śpimy od 2:00 w nocy, tak się nie da żyć – dodaje jedna z mieszkanek ul. Częstochowskiej.
- My nie śpimy po nocach, jadą tymi naczepami, to fruwa wszystko w powietrzu. Ja dzwonię na policję, proszę się, żeby policja stanęła. To jest karygodne – bulwersuje się kobieta, dodając, że zarządca drogi nawet nie sprząta regularnie.
Inna z mieszkanek zwraca uwagę na pojazdy, które notorycznie przekraczają prędkość na drodze.
- Wieczorem po 200 km/h jeżdżą ci g...rze na motorach – nie gryzie się w język.
W ubiegłym roku tutejsi postanowili protestować nie tylko na piśmie. W maju zorganizowali strajk na drodze. Taką formę protestu próbował zablokować burmistrz Działoszyna, Rafał Drab, jednak po odwołaniu Leszczyńskiego, który był przewodniczącym zgromadzenia, manifestacja doszła do skutku. Przez dwie godziny tutejsi blokowali ruch, przechodząc po pasach. Mieli ze sobą banery „kierowco zwolnij, daj żyć, my tu mieszkamy” czy „zwolnij, chcemy żyć”.
Prze rok sytuacja nie uległa poprawie w najmniejszym nawet stopniu. Wręcz przeciwnie, radny podaje, że tutejszych spotkały reperkusje.
- Odzew był taki, że zabroniono nam przed naszymi domami stawiać nasze samochody. Policja na sygnale podjeżdżała pod domy, nie możemy stawiać na chodnikach, bo to jest ciąg ulicy. Gdzie dziecko ma do mnie stanąć jak przyjedzie? Informując nas, że nie możemy tam stać, a staliśmy przez 40 lat – powtarza.
- Niech te samochody zaczną jeździć normalnie. Wychodzi, że 80 proc. ludzi jeździ tu za szybko, to jest udowodnione przez państwowe instytucje. Tam jest hałas, tam są drgania – mówi Marek Leszczyński, pokazując na dowód wyniki pomiarów.
Mieszkańcy zgodnie twierdzą, że nie chodzi im o zamykanie przejazdu, ale o zastosowanie środków, które pomogłyby ograniczyć prędkość pojazdów, a co za tym idzie zmniejszyć ich uciążliwość. Za przykład podają rozwiązanie zastosowane w Klukach czyli odcinkowy pomiar prędkości.
Burmistrz Drab przyznaje, że sytuacja na Częstochowskiej nie jest dla tutejszych łatwa.
- Tuta jest potrzebna taka inwestycja jak Kościelna i Wieluńska – uważa szef działoszyńskiego ratusza.
- Zarówno ode mnie, jak i od pana radnego, były monity o tę inwestycję, ale brak środków i zbywanie takie jest – podaje samorządowiec.
13 lipca mieszkańcy spotkali się z marszałkiem województwa łódzkiego, Grzegorzem Schreiberem, który obiecał pomóc. Wraz z dyrektorem Zarządu Dróg Wojewódzkich, Mirosławem Kuklińskim, zaznaczali, że o sprawie będą rozmawiać z osobami odpowiedzialnymi za drogi krajowe.
- Myślę, że powinniście być w innym momencie – uważa Schreiber.
- Powinno też pomóc uruchomienie posłów, bo to zadanie dla nich. Najszybciej można załatwić sprawę pomiaru prędkości. To nie jest nasza kompetencja, ale tego tematu nie zostawimy, spróbujemy wam pomóc – usłyszeli tutejsi.
- Będę się w tej sprawie spotykał z dyrektorem oddziału łódzkiego Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad – zapewniał z kolei Kukliński.
Działoszanie nie ukrywają, iż liczą na modernizację trasy. Chodzi przede wszystkim o odwodnienie drogi.
- Po deszczu, jak tu jadą, to fontanna do pierwszego piętra potrafi dolatywać – obrazowo opowiada jedna z mieszkanek.
- Dlaczego nam odpływu nie zrobią? Na połowie ulicy są takie rynny pod każdym domem, no jaka to jest wizytówka ulicy Częstochowskiej i całego Działoszyna? – pyta retorycznie.
- A ja jak chcę odkopać fundament, by go zabezpieczyć, to muszę 100 zł za dzień zapłacić. Nie zrobię tego w przeciągu dwóch dni, trzeba do miesiąca, aby wyschło. Tynk będzie mi odchodził od muru – dodaje.
- Tu musi być wykonana taka przebudowa, jak na ul. Kościelnej – zgadza się Drab.
Do sprawy ul. Częstochowskiej będziemy na naszych łamach wracać.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze