Reklama

Umieralność na poziomie 36 proc.

Po roku od wybuchu epidemii koronawirusa Polska jest u progu trzeciej fali. Wzmożoną ilość zachorowań widać również w naszym regionie. Wieluński oddział covidowy, jeszcze do niedawna opustoszały, w ostatnich dniach niemal się zapełnił. Statystyki są twarde. Co trzeci pacjent opuści go w plastikowym worku. Spora część jeszcze długo będzie borykała się z konsekwencjami choroby. Mimo to, nie brakuje tzw. koronasceptyków. O walce z niewidzialnym wrogiem w rozmowie z Magdaleną Lizurej opowiada Wojciech Ordon, dyrektor medyczny wieluńskiego SP ZOZ-u.

Magdalena Lizurej: Jak pan podsumuje ten rok z COVID-19?
Wojciech Ordon: - Jeśli ktoś pisze pamiętnik, to te wspomnienia będą sporo warte i niekoniecznie chodzi wartość materialną, ale historyczną. Sytuacja, jaka dotknęła ludzkość jest dramatyczna, a jednocześnie niezwykła. Żyjemy w czasach pewnego rodzaju globalnej wojny. Mam jednak nadzieję że, aby to, co dzieje się obecnie pozostanie tylko wspomnieniem, takim „memento mori”, które trzeba jednak często z respektem przypominać. Natura pokazuje istocie ludzkiej, że jednym ze swych najmniejszych tworów. nieożywionym wirusem, którego nie da się zobaczyć gołym okiem, można sparaliżować całą ludzkość.
W całym kraju obserwujemy rozwój trzeciej fali epidemii, a jak jest na naszym terenie?
- W ostatnich dniach faktycznie notujemy wzrost zachorowań. Jeszcze miesiąc temu, Oddział Obserwacyjno-Zakaźny COVID-19 miał stan pacjentów rzędu 30 proc. W ciągu ostatniego tygodnia wrócił do obłożenia 95 proc. Odnotowaliśmy też ostatnio gwałtowny rozsiew zachorowań na COVID-19 wśród pacjentów Oddziału Rehabilitacji. Obecnie sytuacja jest opanowana, oddział funkcjonuje i udziela świadczeń. 
Może chodzić o nowe typy koronawirusa?
- Mam wrażenie, że rzeczywiście większość przypadków jest wywołana już nowymi zmutowanymi szczepami, o większej infekcyjności. Na przykładzie Oddziału Rehabilitacji, mogę powiedzieć, że wirus został przyniesiony z zewnątrz przez pacjenta, który to od razu zdążył w bardzo krótkim okresie zarazić większość hospitalizowanych na oddziale. Chociaż przebywał cały czas na jednej sali. Tak naprawdę wystarczy wyjść na chwilę na korytarz, na przykład odebrać posiłek czy zamienić kilka słów i przekazać chorobę. Pomimo tego, że wszyscy pacjenci są testowani przed przyjęciem do szpitala, zobowiązują się do przestrzegania zasad epidemicznych i chodzenia w maskach. Takie sytuacje dobitnie pokazują, jak trudno jest walczyć z wirusem.
W ten sposób potwierdza się, że mamy do czynienia z bardziej zakaźnymi odmianami koronawirusa?
- Tak, ale jednocześnie przebieg choroby wydaje się lżejszy. Ciężko jednak jest mi wyrokować, bo mamy z tymi szczepami do czynienia od niedawana. W społeczeństwie pojawili się już pierwsi zaszczepieni ludzie. U zaszczepionych choroba też może się rozwinąć, takie osoby w niektórych przypadkach mogą zostać doskonałym bezobjawowym roznosicielem zakażenia. Należy pamiętać, iż szczepionka nie chroni w 100 proc. przed zakażeniem wirusem SARS-CoV , sczepienie powoduje że trudniej jest nas zarazić i łagodniejszy ewentualny przebieg choroby
W szpitalu mogliście już zaobserwować, że te szczepionki faktycznie powodują lżejszy przebieg choroby?
- Mamy taką pacjentkę, to jest pracownik naszego szpitala, który pomimo zaszczepienia został zakażony COVID-em. Jest już to czwarta doba zakażenia, które przebiega łagodnie.
Wiosną i latem byliście zmuszeni zamykać oddziały z powodu zachorowań na koronawirusa. Teraz sytuacja się zmieniła?

- Początki były trudne, dlatego, że następowały częste zachorowania wśród personelu. Dochodziło do sytuacji, że na niektórych oddziałach było za mało kadry medycznej, aby utrzymać ciągłość świadczeń lub był problem z przeniesieniem dodatnich pacjentów na oddziały COVID do innych szpitali. Czasowo wstrzymywaliśmy udzielnie świadczeń na oddziałach: internistycznym, pulmonologicznym, chirurgicznym, ginekologicznym. Obecnie 70 proc. personelu szpitala, w tym 100 proc. lekarzy jest zaszczepionych. Bardzo sprawnie działa diagnozowanie chorych, wyniki testów COVID-PCR przychodzą w czasie krótszym niż 24 godziny. W związku z tym jesteśmy w stanie szybko zidentyfikować ognisko zakażenia. Muszę podkreślić, że sytuacja w naszej placówce bardzo się unormowała, odkąd uruchomiliśmy w SP ZOZ Wieluń Oddział Obserwacyjno-Zakaźny COVID-19 wyposażony w najnowocześniejsze respiratory oraz aparaty do terapii tlenem z wysokim przepływem.
Były problemy z zachęceniem personelu do pracy na oddziale covidowym?
- Jego stworzenie to na pewno było ogromne wyzwanie. Zaczęło się od pomysłu ordynatora Oddziału Internistycznego, dr Mariusza Gębskiego. W wieloprofilowym szpitalu jakim jest SP ZOZ, obsługującym cały powiat, dobrze posiadać stacjonarny oddział COVID. Wcześniej praca personelu medycznego w dużym stopniu polegała na organizowaniu przeniesień pacjentów dodatnich do innych placówek, oraz borykaniu się z problemem transportu tychże pacjentów. Pomysł został podchwycony przez dyrekcję i zaczęliśmy się organizować. Wyzwaniem było ułożenie grafiku personelu pielęgniarskiego tak, aby nie miało to wypływu na o stan kadrowy innych oddziałów szpitalnych SP ZOZ. Praca na Oddziale COVID-19 jest bardzo wymagająca. Pacjenci są głównie leżący, większość nie jest samodzielna. Wymagają intensywnej opieki, przekładania na materacach, nieustannego nadzoru. Oddział COVID-19 jest dodatkowo wspomagany personelem Oddziału Intensywnej Terapii. Codziennie dodatkowy obchód wykonuje dedykowany lekarz anestezjolog, nadzorując pacjentów podłączonych do pięciu stanowisk respiratorowych. Praca na oddziale wymaga współpracy interdyscyplinarnej lekarzy internistów, anestezjologów, radiologów, pielęgniarek w/w oddziałów, techników RTG i opiekunów medycznych.
Ktoś z tego personelu złapał wirusa?
- Nie było takiego przypadku. Poziom, jakość i ilość środków ochrony osobistej jest bardzo wysoki. 
Zabezpieczenie w respiratory po wsparciu samorządów i Agencji Rezerw Materiałowych było wystarczające, czy musieliście podejmować dramatyczne decyzje kogo podłączyć?
- Nigdy takich dylematów nie mieliśmy. Sprzęt jest w dostatecznej ilości.
Tracicie wielu pacjentów na tym oddziale?
- W okresie od 7 listopada do 31 stycznia czyli w pierwszych trzech miesiącach pracy Oddziału, średnia umieralność na oddziale COVID-19 wynosiła 36 proc. Czyli mniej więcej tyle, ile w całym kraju. Umieralność taka jest porównywalna z Oddziałem Intensywnej Terapii, a czasem wyższa.
Przerwy w funkcjonowaniu oddziałów zapewne miały wpływ na wykonanie kontraktów. Możecie stracić środki?
- Do 30 czerwca jest przedłużony czas na wykonanie ryczałtu z roku 2020. Jak ostatecznie będzie wyglądało rozliczenie nie wiemy. Pomimo trudnej sytuacji współpraca z NFZ-em w obecnej dobie układa się dosyć dobrze. Niewykonanie ryczałtu jest spowodowane przestojami szczególnie w kwietniu i marcu. Od miesięcy letnich 2020, obserwujemy zwiększony wzrost przyjęć pacjentów do szpitala. Tendencja ta znacznie nasiliła się od końca listopada 2020. Obecnie wszystkie oddziały szpitalne działają pełną parą i jest szansa na wykonanie ryczałtu.
A co z kontraktem za 2021 rok?
- Wykonujemy bieżący kontrakt i nadrabiamy poprzedni. Czyli robimy nawet 5 proc. więcej co miesiąc, niż wynika z kontraktu bieżącego i dzięki temu liczymy, że się uda nadrobić rok ubiegły.
Zdarzają się powtórne infekcje koronawirusem?
- Tak. Na szczęście kolejne zwykle są lżejsze. Można przyjąć że „ozdrowieniec” posiada ilość przeciwciał na poziomie zabezpieczającym przed powtórną infekcją przez trzy do sześciu miesięcy. Podanie szczepionki znacząco wzmacnia odporność, ale nie daje 100 proc. zabezpieczenia przed ponownym zachorowaniem.
Z tego co pan wspominał, spory odsetek personelu szpitalnego zdecydował się na szczepienie.
- Niezdecydowani mają ostatnią szansę i gorąco do tego wszystkich namawiam. To ostatnie dni szczepienia medyków. W tym tygodniu mamy zapisanych jeszcze około 300 osób, głownie spoza szpitala. Jeśli chodzi o lekarzy to niemal 100 proc. zdecydowało się na zaszczepienie. Nieco słabiej jest z personelem średnim.
Były przypadki kiepskiego samopoczucia po przyjęciu preparatu?
- Tak. Sam na sobie odczułem odczyn poszczepienny po drugiej dawce preparatu Pfizera. Praktycznie wszyscy po drugiej dawce czy to preparatem Pfizera czy Astra-Zeneca mają stan podgorączkowy, objawy niekorzystne utrzymują się pomiędzy 12. a 24. godziną od podania i spokojnie można wykonywać swoje obowiązki. Wystarczy tabletka czy dwie paracetamolu. Nikt z medyków nie brał zwolnienia po szczepieniu.
Obserwujecie długofalowe skutki COVID-19 u pacjentów, którzy trafiają na inne oddziały niż zakaźny?
- Najwięcej tych pacjentów widać w poradni pulmonologicznej. Koronawirus często uszkadza płuca, stąd tych pacjentów jest bardzo dużo. W szpitalu wykonujemy obecnie mnóstwo pokontrolnych tomografii klatki piersiowej. Zwiększyła się grupa chorych, którzy będą wymagali rehabilitacji ogólnorozwojowej i oddechowej. Przebycie infekcji COVID objawia się często zespołem ogólnego osłabienia , predysponuje do obniżenia nastroju , depresji lub zachowań agresywnych.
Zastanawiacie się nad umożliwieniem pacjentom rehabilitacji po koronawirusie na miejscu?
- Myślimy intensywnie. Pani ordynator Oddziału Rehabilitacji nad tym pracuje, aby spróbować iść w kierunku rehabilitacji oddechowej po chorobach zakaźnych dróg oddechowych, w tym COVID. Tych pacjentów będzie, póki co najwięcej. Nie zapomnimy też o zapewnieniu wsparcia psychologicznego takim chorym, o ile będzie taka potrzeba.
Wydaliście już 100 tys. zł dotacji z budżetu gminy Wieluń?
- Tak. Zakupiliśmy 14 kardiomonitorów ze stacją nadzoru telemetrycznego
Spotyka pan po tym roku ludzi, którzy podważają istnienie wirusa?
- Oczywiście. Jeżeli istnieją ludzie wierzący w płaską ziemię, to dlaczego mają nie istnieć ludzie, którzy nie wierzą w wirusa?
Co im pan mówi?
- W myślach przypomina mi się taki dowcip: „Kłótnia jest jak gra w szachy z gołębiem. Choćbyś był najlepszym graczem, gołąb przewróci wszystkie pionki, napaskudzi na szachownicę, a na koniec będzie dumny z wygranej”. Dlatego w pewnym momencie nie można dalej dyskutować. Najlepiej by było taką osobę zabrać na oddział COVID i pokazać pacjentów. Wycieczki na taki oddział zresztą ze względów epidemicznych i tak nie są możliwe.
Na początku pandemii był problem z dostępnością do maseczek czy rękawiczek. Teraz sytuacja się zmieniła?
- Zdecydowanie dostępność środków ochrony osobistej się polepszyła. Częściowo je kupujemy, a częściowo dostajemy z Agencji Rezerw Materiałowych. W tej chwili mamy zapas na kilka tygodni. 
Spotkaliście się z negatywnym odbiorem medyków?
- Nie spotkałem się z żadną formą wykluczenia, ale wiem, że do takich sytuacji mogło dochodzić. Szczególnie w pierwszych miesiącach podobne incydenty mogły się zdarzać. Teraz ludzie do nowej sytuacji się przyzwyczaili.
Dla wielu chorych wsparcie rodziny jest bardzo ważne. Jest teraz jakakolwiek możliwość odwiedzenia pacjentów przez bliskich?
- W wyjątkowych sytuacjach. Zwykle jest to rozpatrywane indywidualnie z kierownikami oddziałów, ich zastępcami czy lekarzami dyżurnymi. Jeżeli sytuacja pacjenta jest poważna albo pacjent jest umierający to jak najbardziej umożliwiamy rodzinie kontakt. Decyzji tego typu trzeba dokonywać z poszanowaniem zasad etyki lekarskiej i praw pacjenta. Wznowiliśmy również porody rodzinne. W przypadku rodzących kobiet mąż czy osoba, która jest wskazana przez kobietę jako towarzysząca do porodu, po wykonaniu testu antygenowego może przebywać z rodzącą w czasie porodu.
Jak pan sądzi, kiedyś będzie można odtrąbić koniec epidemii?
- Na pewno tak. To zależy od kierunku, w którym będzie mutował wirus. Czy w kierunku większej zakażalności, ale połączonej z łagodnym przebiegiem czy zacznie mutować w kierunku bardziej agresywnym związanym z większą śmiertelnością. Zobaczymy co się stanie w przeciągu kolejnego roku. Wtedy przekonamy się, jak szczepienie nas chroni. Jeżeli będzie skuteczne mimo mutowania koronawirusa, to być może za rok będzie można mówić, że wychodzimy z epidemii. Epidemie, patrząc z punktu widzenia historii, trwały czasami setki lat, chociażby czarna ospa, która nękała Europę ponad 200 lat. Jeśli z COVID-em uporamy się w ciągu dwóch, trzech czy nawet pięciu lat, to będzie bardzo dobrze. Coraz więcej firm farmaceutycznych tworzy szczepionki. Wydaje mi się, że będzie można do tego życia sprzed pandemii wrócić. Być może za rok będzie można odetchnąć pełną piersią wśród tłumu ludzi, tylko w myślach wspominając maseczkę. Czego państwu, pani redaktor i sobie życzę.
 

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kulisy.net




Reklama
Najnowsze wiadomości