Brzmi jak kiepska reklama niskobudżetowego filmu dla dorosłych. A to wydarzyło się naprawdę. Mieszkaniec Pruszkowa przez niemal 10 lat wmawiał kobietom, że chorują na raka. Ratunkiem miała być tylko jedna forma terapii: seks z samozwańczym i bajecznie bogatym hrabią – onkologiem. Pacjentek nie brakowało.
Postać nietuzinkowa: samozwańczy hrabia Zdzisław Myszkowski, właściciel Zamku Montresor nad Loarą i własnej awionetki. Onkolog i ginekolog posiadający kliniki w Genewie, Madrycie i Sewilli. Przyjaciel Antonio Banderasa i lekarz papieża Jana Pawła II. Niedoszły pan młody, którego pożyciu małżeńskiemu z 19-latką miał błogosławić kardynał Dziwisz w kaplicy na Wawelu. Taką autobiografię stworzył 56-letni Zdzisław M., w rzeczywistości spawacz z Pruszkowa z przeszłością kryminalną.
Pomysłowy Zdzisław cechował się urodą raczej nienachalną oraz brakami w wykształceniu i portfelu. Za to miał gadane i potrafił robić wrażenie. Swoje atuty wykorzystał wmawiając kobietom, że chorują na nowotwór, najczęściej jajników lub trzustki, a jedynym lekarstwem jest tylko seks z tak doświadczonym onkologiem jak on.
Swojego czasu były już „ręce, które leczą” za pośrednictwem ekranu telewizora. 56-latek z Pruszkowa poszedł o krok dalej, a raczej niżej – rzekomo chore na raka kobiety uzdrawiał podczas stosunku seksualnego swym cudownym penisem. Diagnozę stawiał wykonując badanie organoleptycznie. I kobiety wierzyły domorosłemu lekarzowi. Za pozornie innowacyjną, a przecież wielowiekową, tradycyjną i wszechobecną, kurację płaciły oszustowi wyjątkowo promocyjną cenę: 1300 złotych. Bywało, że jedna sesja terapeutyczna nie wystarczała. Zabieg trzeba było powtórzyć. Powodzenie terapii zależało bowiem od jednego warunku: kobieta musiała mieć orgazm.
Pierwszy wyrok Zdzisław M. odsiedział za znęcanie się nad żoną. Jak wynika z relacji Dariusza Nowaka, byłego policjanta prowadzącego obecnie kanał „Kryminalny Patrol”, po roku odsiadki Zdzisław postanowił wyruszyć na podbój świata. W galerii handlowej poznał 19-letnią Darię. Tak oczarował dziewczynę i jej rodziców, że zakochani wkrótce zaczęli sposobić się do ślubu. Zdzisław obiecywał oblubienicy złote góry i wesele, jakiego świat nie widział. Wawel, kardynał Dziwisz udzielający sakramentu małżeństwa i atrakcje za minimum 200 tys. euro to tylko niektóre elementy ślubnego obrazka malowanego przez 56-latka. Tyle, że dziwnym zrządzeniem losu, gdy przychodziło do płacenia wciąż miał jakiś problem z kartami. Wtedy zaślepiona narzeczona ochoczo służyła wsparciem finansowym.
Wśród kilkudziesięciu kobiet, nabranych przez Zdzisława M. na wizję raka i uzdrawiającą moc jego penisa, znalazły się takie, które przełamały zawstydzenie własną naiwnością i zgłosiły się na policję. Rozpoczęto poszukiwania „doktora hrabiego Myszkowskiego”. Para narzeczonych uciekła do Hiszpanii.
Daria była wtedy już tak zmanipulowana, że sama włączyła się do przestępczego procederu i naganiała Zdzisławowi potencjalne pacjentki. Chyba jednak mało skutecznie, bo kasa się skończyła i narzeczeni musieli przenieść interes z powrotem do Polski. Wkrótce Zdzisław M. został zatrzymany. Tym razem odsiedział pięć lat. Wyrok w zawieszeniu usłyszała też Daria. Pół roku po wyjściu z więzienia Zdzisław powrócił do przestępczej działalności, tym razem jako Marek Ronkowski.
Marek Ronkowski rozpoczął aktywność od wielokrotnych wyłudzeń na… paliwo do awionetki. Nie porzucił jednak scenariusza terapii onkologicznej. I tu pojawił się problem. Zdzisław vel Marek był już po 60-tce, wobec czego interes nie szedł, a raczej nie stał, tak prężnie jak przed laty. Ronkowski postanowił zatem zmodyfikować nieco koncepcję i iść ramię w ramię z postępem technologicznym. Teraz nowotwory diagnozował bardziej romantycznie – wyczytując symptomy choroby poprzez głębokie wejrzenie w oczy pacjentki. Do skutecznego leczenia konieczne było natomiast odpłatne korzystanie z jego aplikacji. Teraz cuda uzdrawiające miały powodować już nie orgazmy, lecz fale radiowe. Tym sposobem wciąż nabierał i oszukiwał kobiety, głównie młode studentki. Dziewczynom imponowała szczególnie jego rzekoma znajomość z Antonio Banderasem…
I tak fałszywy arystokrata - onkolog nadal leczył nieistniejące nowotwory i zarobił na tym kolejne dziesiątki tysięcy złotych. Do czasu aż jego historia ujrzała światło dzienne w mediach internetowych. W ciągu dwóch tygodni 62-letni Zdzisław M. został zatrzymany przez policję i trafił do aresztu. Zapewne nie uniknie kolejnej odsiadki. Czy przeniesie praktykę lekarską na grunt więziennej celi? Czy nadal będzie leczył i uzdrawiał, czy tym razem sam wystąpi w roli pacjenta…?
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze