Reklama

W Palmową Niedzielę handelek kwitł. Wieluński Jarmark Wielkanocny

Tegoroczny wieluński jarmark wielkanocny nie zawiódł oczekiwań. W Niedzielę Palmową plac Kazimierza Wielkiego zaroił się wielokolorowymi stoiskami wypełnionymi świątecznymi różnościami. Prym wiodły wielkanocne ozdoby, stroiki, koszyczki, serwetki, pisanki, palemki, zajączki i kurki. Smakoszy kusiły regionalne produkty, swojskie wyroby, gorąca kawa i czekolada oraz słodkości. Nie zabrakło ręcznie robionych świec i niepowtarzalnych kompozycji kwiatowych.

Lokalne gospodynie i rękodzielnicy popisali się kreatywnością. Zainteresowanie kupujących było duże. Niektóre stoiska zaczęły świecić pustkami już parę godzin przed końcem jarmarku.
Na stoisku Koła Gospodyń Wiejskich w Borowcu znalazł się bukszpan, ozdoby rękodzielnicze, wianki plecione z gałązek brzozy i ozdabiane naturalnymi elementami oraz tradycyjne przysmaki.
- Najlepiej sprzedaje się miód, albo wyroby tradycyjne. Wszystkie ciasta nam się sprzedały. Zostały ostatnie kawałki świeżego drożdżowca, upieczonego przez jednego z naszych panów. Wszystko zostało praktycznie sprzedane, więc my jesteśmy zadowolone – mówi Anna Kaczmarek, przewodnicząca KGW w Borowcu.
Magdalena Bonk z Raczyna oferuje ozdoby robione na szydełku. Wszystkie wykonała samodzielnie i z dbałością o szczegóły. Zaopatrzyła się również w orzeszki, aby nie zabrakło przekąski do kawy. 
Ola Rasztar ze Skomlina również poleca słodkości.
- Na naszym stoisku najczęściej kupowana jest kawa i czekolada, którą dziś częstuję. Poza tym w szkole wszyscy razem robiliśmy makarony, chrzan, masło i babeczki – opowiada dziewczyna.
Grażyna Urbaniak - Kopczyńska, prezes stowarzyszenia "Po Prostu Żyj", cieszy się, że kiełbasa własnej roboty, babki, śledzie, serniki oraz samodzielnie upieczony chleb znikają ze stołu w błyskawicznym tempie.
- Jest godzina 12 i na naszym stoisku już prawie nic nie ma. Tajemnica, tkwi w tym, że my wszystko własnymi rączkami, we własnych kuchniach, tak jak to się mężowi albo kochankowi robi, czyli wszystko jest dobre i super – śmieje się Grażyna Urbaniak - Kopczyńska. 
- My miałyśmy zupę chrzanową, zakwas na żurek, babeczki, chlebek, bigos, przepyszne krokiety. Wszystko już poszło. Mamy godzinę 13, a możemy już jechać do domu – dodaje ze stoiska obok Małgorzata Majcher ze Stowarzyszenia Gospodyń Wiejskich w Starzenicach.
Interesująca jest też inwencja twórcza lokalnych rzemieślników i rękodzielników.
Elżbieta Świętoń z Dąbrowy opowiada o powstawaniu świątecznych ozdób z wełny.
- Zające robię z wełny słupkami. Słupki wypełnia się specjalnym silikonem. Na zrobienie jednego zająca potrzeba około ośmiu godzin. Trzeba to robić dokładnie. Każdy element - nogi, uszy - robi się oddzielnie. Zające po 100 zł sprzedają się dobrze. Wydaje mi się, że nie jest to jakaś wygórowana cena – akcentuje Elżbieta Świtoń.
Dla Marii Gołąb, emerytki z Wielunia, przygotowania i udział w jarmarku są sposobem na nudę i bezczynność. Córka zainspirowała ją do robienia serwetek. 
- Nie miałam w ogóle pojęcia o tym, ale podejrzałam trochę w Internecie, trochę w gazetkach i jakoś idzie. Cena serwetki zależy od wielkości i gęstości materiału, waha się od 15 do 40 złotych. Te serwetki, na które potrzeba więcej materiału są droższe - wyjaśnia emerytka z Wielunia.
Ewa Rozmarynowska, kierownik Środowiskowego Domu Samopomocy w Ostrówku, podkreśla, że podopieczni są bardzo zadowoleni z udziału w jarmarku. Przygotowali jajeczka z drewna, stroiki wielkanocne, uszyli poszewki na jaśki, zrobili świeczniki, dekoracje na drzwi i wieszaczki na klucze.
Na wieluńskim jarmarku nie mogło zabraknąć akcentów ekologicznych i charytatywnych.
Roma Czyż z Fundacji Obrony Zwierząt ,,ŁEZKA" z Wielunia opowiada o corocznej akcji Ogarek, dzięki której fundacja pozyskuje pieniądze. Na stoisku można dostać różne świece ręcznie robione z odzysku.
- Nasza wolontariuszka Kinga robi te cuda. Dzieci przynoszą nam swoje ogarki, czyli niedopalone świece, które są przez nas przetapiane. Czasem używamy barwnika, a niekiedy Kinga dodaje jakieś różności. Wszystkie nasze świece to wyrób powtórnego użytku – akcentuje Roma Czyż.
Teresa Kowalczyk z Popowic zaprasza na stoisko razem z córką Moniką Krawczyk. Wszystkie produkty są wykonane własnoręcznie przez kobiety. To serwetki do koszyczków, jajka przystrojone w buty i kapelusze, zajączki, kurczaki, łapacze snów i wiele innych różności, nie tylko o tematyce wielkanocnej.
- Cieszymy się bardzo, że jest kiermasz w Wieluniu. Nie musimy daleko jeździć, mamy blisko, ludzie są zainteresowani naszymi wyrobami, wszystkim się podoba i oby tak dalej. Jeśli będzie wszystko okej i zdrowie dopisze to w następnym roku też się pojawimy – zapewnia Teresa Kowalczyk z Popowic.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kulisy.net




Reklama
Najnowsze wiadomości