Z sąsiadami różnie się żyje, ale okazuje się, że ich brak też może przysporzyć problemów. Tak jest w Dąbrowie, gdzie sąsiedzi Sebastiana Białczaka mieszkają na co dzień w Poznaniu. W miejscowości za Wieluniem posiadają działkę, na którą bardzo rzadko zaglądają. Niezabudowany teren obecnie porośnięty jest wysoką trawą, drzewami i barszczem Sosnowskiego. Zarośla przedostają się też na działkę, którą zamieszkuje Białczak. Po naszej interwencji, Urząd Miejski w Wieluniu wystosował do właścicieli działki odpowiednie wezwanie.
- Dopóki gospodarzem tej sąsiedniej działki była Honorata Stawska (dr Honorata Skoczylas-Stawska, badaczka historii języka polskiego, autorka publikacji o gwarach ziemi wieluńskiej, Honorowa Obywatelka Wielunia - zmarła w 2018 r. – przyp. red.), dbała o to, żeby ta działka była koszona – opowiada Sebastian Białczak, mieszkaniec Dąbrowy.
Reklama- Po jej śmierci, działka została przepisana na córkę i zaczął się bałagan.
Obecni właściciele (Białczak wspomina jeszcze o partnerze córki, który oficjalnie sąsiadom się nie przedstawił – przyp. red.) działki mieszkają w Poznaniu i bardzo rzadko zaglądają do Dąbrowy. Około 20-arowy teren jest niezabudowany, a w tej chwili bardziej nawet przypomina łąkę.
- Z początku, jak się sprowadziliśmy tutaj, to właścicielka uprawiała trochę ziemniaki, coś tam robiła, póki zdrowie jej pozwalało – przyznaje Emilia Cieślak, teściowa Sebastiana Białczaka i właścicielka działki graniczącej z działką zarośniętą.
Reklama- Teraz całkiem na druty wchodzą gałęzie, siewki drzew wchodzą w siatkę i przechodzą na naszą stronę, a najgorszy jest ten barszcz Sosnowskiego. Kiedyś przy brzegu to nawet nożem wycinałam, bo wnuczka jest mała, dzieci biegały i bałam się, żeby się nie poparzyły. Żeby przyjechali wiosną, zajęli się tą działką, to teraz nie byłoby żadnego problemu.
Zaniepokojeni sąsiedzi wspominają, że w tej sprawie już wcześniej interweniowała straż miejska, kiedy barszcz Sosnowskiego wyrósł przy siatce od strony drogi przejazdowej i stanowił niebezpieczeństwo dla przechodniów. Wówczas zastosowano odpowiedni oprysk. Właściciele jednak nie dbają regularnie o swoją działkę i problem z barszczem powrócił.
- Barszcz się rozsiewa, trawa urosła wysoka, a jakby się zapaliła – zastanawia się Białczak.
- Pojawiają się samosiejki i nasze małe drzewka, przy siatce za domem, mogą nie dostawać wody. W tamtym roku chyba też nie kosili wcale, a wiadomo, żeby raz na jakiś czas o to zadbali – dodaje mieszkaniec Dąbrowy.
- Wcześniej to kupowałam jeszcze jakieś środki i pryskałam, bo cała siatka była zarośnięta chwastami, wszystko przechodzi na naszą stronę. Teraz młodzi nie mają czasu, a ja nie mam siły, kto to będzie robił. Najgorsze te drzewa i ten barszcz – podkreśla Emilia Cieślak.
Reklama
Rozmówcy zaznaczają, że nie mają kontaktu z właścicielami sąsiedniej działki. Wiedzą jednak, że były osoby zainteresowane kupnem tego terenu, ale do sprzedaży nie doszło.
Problem mieszkańców Dąbrowy zgłosiliśmy do Urzędu Miejskiego w Wieluniu.
- W dniu 22 czerwca br. przesłano pismo do właściciela działki na podstawie ustawy o gatunkach obcych z dnia 11 sierpnia 2021 r. o likwidację przedmiotowych roślin występujących na działce – informuje Radosław Urbaniak, kierownik biura burmistrza Wielunia.
- Zgodnie z obowiązującymi przepisami, gminy mają obowiązek prowadzenia działań związanych z usuwaniem roślin niebezpiecznych, co jednak nie daje nam umocowania do usuwania ich z terenów prywatnych. Działania gmin ograniczają się zatem do ustalenia miejsc występowania takich roślin oraz wezwaniu właścicieli nieruchomości do ich usunięcia, co zostało poczynione.
Reklama
Sąsiadom pozostaje więc czekać na ruch ze strony właścicieli działek.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze