Reklama

Dramatyczne godziny w windzie! Uwięzioną kobietę uratowały służby

To bez wątpienia były koszmarne godziny dla 47-latki. Kobieta została uwięziona w uszkodzonej windzie, ale nie miała telefonu, żeby zadzwonić po pomoc. Na dodatek przycisk alarmowy nie zadziałał. Odnaleziono ją dopiero wtedy, gdy jej zaginięcie zgłosił były mąż. 

Wszystko działo się w niedzielę, 18 stycznia. Przed północą w II Komisariacie Policji w Łodzi pojawił się mężczyzna, który zgłosił, że jest zaniepokojony brakiem kontaktu ze swoją byłą żoną. Kobieta około godz. 9 wyszła z domu do pracy, ale pomimo późnej pory jeszcze z niej nie wróciła i nie można się z nią skontaktować. Zgłaszający najpierw sam próbował szukać kobiety, ale bezskutecznie, więc przyszedł na komisariat.

Bałuccy stróże prawa natychmiast przystąpili do działania. Najpierw sprawdzili pogotowie i szpitale, żeby potwierdzić, czy kobiecie nie była udzielana pomoc medyczna, a kiedy wykluczyli tą możliwość, weryfikowali ostatnie miejsca logowania jej telefonu. Z uzyskanych danych wynikało, że urządzenie może się znajdować w okolicy ulic Zbąszyńskiej i Grudziądzkiej i to tam funkcjonariusze skoncentrowali swoje działania. Jako, że były to okolice gdzie kobieta na co dzień pracuje, policjanci ponownie (pomimo, że zgłaszający już wcześniej to zrobił) sprawdzili ten budynek. 

Reklama

Przez szybę zauważyli, że w pomieszczeniach rozbrojony jest alarm, a na jednym ze stołów leży telefon komórkowy. Gdy wykonali połączenie, potwierdziło się, że było to urządzenie zaginionej kobiety. Kiedy dobijali się do drzwi, w pewnym momencie, usłyszeli głos 47-latki, która krzyczała, że została uwięziona w windzie. W związku z tym, że nie można było skontaktować się z nikim, kto miałby zapasowe klucze od wejścia, na miejsce zostali wezwani strażacy, którzy wspólnie z policjantami uwolnili kobietę. 

- Odnaleziona potwierdziła, że spędziła w windzie ponad 10 godzin. Niestety awaria spowodowała, że przycisk alarmowy nie zadziałał, a ona nie miała przy sobie telefonu, żeby móc zadzwonić po pomoc i powiadomić o tym, co się z nią dzieje - mówi mł. asp. Maksymilian Jasiak z zespołu prasowego Komendy Miejskiej Policji w Łodzi. 

Reklama

Na szczęście 47-latka nie potrzebowała pomocy medycznej, a cała sytuacja skończyła się tylko na strachu.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kulisy.net




Reklama
Najnowsze wiadomości