Druh Idzi Kaźmierczak z Kamionki od 64 lat służy w Ochotniczej Straży Pożarnej w Kamionce. Już jako dziecko marzył o pomaganiu innym i gaszeniu pożarów. Dziś jego historia inspiruje kolejne pokolenia strażaków ochotników.
Druh Idzi Kaźmierczak to postać wyjątkowa w środowisku strażaków ochotników. Pochodzący z Kamionki druh od 64 lat nieprzerwanie działa w szeregach Ochotniczej Straży Pożarnej w Kamionce. Jego historia to przykład prawdziwego powołania i oddania służbie społecznej.
Miłość do straży pożarnej zrodziła się u niego już w dzieciństwie. Miał zaledwie dziesięć lat, kiedy po raz pierwszy wziął udział w akcji gaśniczej, pomagając starszym druhom.
- Pożar miał miejsce 900 metrów ode mnie w Rychłowicach. To było tuż przed Wielkanocą. Były roztopy, błoto niesamowite, pogoda piękna i słoneczna. To wszystko było drewniane i pamiętam jak doleciałem tam, to pierwsza dotarła wieluńska straż, za chwilę z Rudy. To mój pierwszy pożar w którego gaszeniu pomagałem. Ludzie starsi pomagali wtedy wiaderkami jak tylko mogli. Wieluńskim strażakom pękł wąż, to żeśmy przyciskali je nogami, żeby ta woda nie wypływała. Wróciłem do domu cały mokry, buty skórkowe takie dla dzieci całe mokre, to tata mnie zwyzywał: Po coś tam poszedł ?! Ale mama tylko pokiwała mu palcem, żeby nie denerwował się na mnie. I to był taki wstęp właśnie do służby w straży - mówi Idzi Kaźmierczak, druh Ochotniczej Straży Pożarnej w Kamionce.
Od tego momentu każda syrena i każdy dym na horyzoncie były dla niego sygnałem, by wsiąść na rower i pędzić na pomoc – jeszcze zanim formalnie dołączył do OSP Kamionka.
Oficjalnie został członkiem jednostki mając 18 lat. Od tamtej pory nie opuścił służby, biorąc udział w wielu akcjach ratowniczo-gaśniczych. Druh Kaźmierczak pomagał również w budowie strażnicy w Kamionce: - Myśmy te fundamenty kopali. Już wielu kolegów, którzy pomagali nie żyje.
Największym przeżyciem, jakie wspomina, był udział w gaszeniu ogromnego pożaru lasu, który wybuchł w 1964 roku, 50 kilometrów od jednostki wojskowej, w której wówczas służył. Jako żołnierz i strażak jednocześnie, pomagał w gaszeniu żywiołu oraz ewakuacji gospodarstw zagrożonych ogniem.
- Mieliśmy do jeziora od koszar 200 metrów. Przed dwunastą poszliśmy na dewizę tak zwaną, bez przepustek. Cała nasza drużyna z drugiego plutonu stwierdziła, że pójdziemy się poopalać i nagle syrena wyje, no to zbieramy się. Szef sztabu zrobił zbiórkę, zabraliśmy łopaty, maski przeciwgazowe i pojechaliśmy pomóc w gaszeniu pożaru. Jak się okazało palił się las. To były torfowiska. Szliśmy w odległości nie więcej niż cztery metry, żeby jeden drugiego widział. Taki kumpel z Bytomia, Tadzik się nazywał, tak ucierpiał, że zabrała go karetka wojskowa do szpitala. W pobliżu znajdowały się gospodarstwa i oblewaliśmy wszystko wokoło wodą, żeby się nie zapaliły. Pożar trwał 26 godzin. Coś strasznego - opowiadał ze łzami w oczach.
27 listopada ubiegłego roku Ochotnicza Straż Pożarna w Kamionce powitała wóz bojowy, który otrzymał nazwę „Idzi” na cześć najstarszego z druhów jednostki.
Dziś, mimo upływu lat, druh Idzi Kaźmierczak nadal aktywnie wspiera działania swojej jednostki, dzieląc się wiedzą i doświadczeniem z młodszymi druhami. Jego 64-letnia służba to symbol nie tylko niezłomności, ale i strażackiej pasji przekazywanej z pokolenia na pokolenie.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze